Nowy numer 43/2020 Archiwum

Terapia na padoku

Uczniowie Zespołu Szkół Specjalnych w Kadłubie dzięki jeździe konnej nabierają pewności siebie, przełamują strach i pobudzają do pracy uśpione mięśnie.

tekst i zdjęcia anna.kwasnicka@gosc.pl Koń doskonale wyczuwa, że sadzamy w siodle dziecko, które nie potrafi się poruszać. Dlatego wtedy zachowuje się delikatnie, jakby niósł na grzbiecie szklankę wody. Nawet nie próbuje drgnąć – przekonuje Roman Bem, który od 25 lat pracuje z uczniami Zespołu Szkół Specjalnych w Kadłubie. Swoich wychowanków mobilizuje do przeróżnych aktywności sportowych, a od niespełna roku oprócz biegów, wyścigów na wózkach, pływania czy gier zespołowych organizuje również zajęcia z jeździectwa, które odbywają się na Rancho Gienia w Strzelcach Opolskich. Okazuje się, że kiedy nadchodzi czas wyjazdu na konie, podekscytowanie w szkole rośnie. – Dla uczniów to nagroda, że mogą gdzieś pojechać i jeszcze jeździć konno – wyjaśnia nauczyciel.

Głaskanie, dotykanie, jeżdżenie

– Jest to możliwe dzięki przychylności Starostwa Powiatowego w Strzelcach Opolskich. Otrzymaliśmy grant edukacyjny na zajęcia, które łączą jeździectwo i hipoterapię. Uczestniczy w nich ponad 90 proc. uczniów naszej szkoły – wyjaśnia Roman Bem.

W efekcie raz na dwa tygodnie zabierają kilkuosobową ekipę na Rancho Gienia, gdzie czekają na nich trzy konie: Gosar, Kanon i Palestina. – Przywozimy osoby z różnym stopniem niepełnosprawności, również te, które poruszają się tylko na wózkach. Kontakt z koniem okazuje się dla nich wspaniałym doświadczeniem. Kanon, zwany też Obibokiem, jest tak spokojny, że dzieci mogą bez obaw go przytulać i dotykać, nawet po nosie czy wargach – uśmiecha się nauczyciel. Podkreśla, że już widać efekty konnej terapii. – Nasi uczniowie nabierają pewności siebie i pokonują strach. Mimo że często boją się pierwszego kontaktu z koniem, bo to przecież duże zwierzę, znacznie większe od nich, to jednak szybko przekonują się, że koń może stać się ich przyjacielem, że pozwala im się głaskać, dotykać – tłumaczy Roman Bem. Przekonuje, że jazda konna jest świetną formą rehabilitacji, ponieważ uruchamia większość mięśni człowieka. – Przed pierwszymi zajęciami miałam obawy, jak konie będą się zachowywały, czy przykładowo nie wystraszą się dotykania, czasem przecież bardzo nieporadnego. Konie są z natury płochliwymi zwierzętami, które mogą nasiać paniki z powodu drobiazgów – przyznaje Katarzyna Lisiak, która z radością i zaangażowaniem pracuje z uczniami z Kadłuba. – Bardzo szybko okazało się, że nasze zwierzęta doskonale wyczuwają potrzeby niepełnosprawnych dzieci. Niesamowicie zaskoczyła nas Palestina, ponieważ gdy zbliżało się do niej dziecko na wózku, ona wręcz pchała do niego swój pysk, by mogło ono ją pogłaskać – opowiada.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama