Nowy numer 32/2020 Archiwum

O grzecznym języku

Jak reagują na komplementy Polacy, a jak Niemcy? Wyjaśnia prof. Małgorzata Marcjanik.

- Grzeczność językowa to nie jest to samo co poprawność. To co jest grzeczne podlega dyrektywie obyczajowej „wypada - nie wypada”, natomiast to co jest poprawne podlega dyrektywie „zgodne z normą - niezgodne z normą” – podkreślała prof. Małgorzata Marcjanik podczas spotkania z cyklu „Mów po polsku!” organizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Opolu.

Prof. Marcjanik, językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, jest znaną specjalistką od grzecznego i uprzejmego mówienia. Od lat prowadzi badania w tej materii, opublikowała na ten temat wiele prac naukowych i książek, wśród nich m.in. „Słownik językowego savoir-vivre’u” (2014). – Językowy savoir-vivre zmienił się od roku 1989, a od roku 2015 jeszcze bardziej. W moim odczuciu zmiany idą w złym kierunku. Język nienawiści, który zagościł w Internecie jak również w debacie publicznej, podział Polski na dwie części, który jest werbalizowany w mało elegancki sposób, to jest coś co badaczy grzeczności bardzo martwi – mówiła.

Nie był to jednak główny wątek wykładu pani profesor i żywej dyskusji, która po nim nastąpiła. Wielość wątków dotyczących grzeczności języka mogła wręcz zadziwić: różnice w pojmowaniu grzeczności między pokoleniami („rodzice wyrażają to samo, tylko muszą się więcej nagadać”), rewolucyjne zmiany społeczne zmieniające zasady grzeczności języka, grzeczność utylitarna czyli tzw. fałsz handlowy („W czym mogę pomóc” mające na celu tylko sprzedaż towaru), umiejętność grzecznego reagowania na krytykę ( o tym więcej w „Gościu Opolskim” nr 22/ 4 czerwca), czy Polacy są życzliwi „językowo” i dlaczego zanika grzeczny zwyczaj chociażby zdawkowej rozmowy z ludźmi spotykanymi w miejscach publicznych (pociągi, autobusy, windy).

Jeden z pouczających fragmentów prelekcji dotyczył różnic w pojmowaniu grzeczności w różnych kulturach narodowych. – Pracuję obecnie nad zagadnieniem grzeczności polskiej i niemieckiej. Np. polskie komplementy mają to do siebie, że osoba komplementowana na ogół zaprzecza. W Polsce należy zaprzeczyć i jeszcze raz zaprzeczyć, i wtedy ta gra grzecznościowa, bo grzeczność jest grą, ma dobry finał. Natomiast Niemcy są bardziej rzeczowi. Jeśli prawią komplementy to nawet takie, które my byśmy nazwali odważnymi. Na komplement po niemiecku się dziękuje i już. Ponadto - po niemiecku nazwisko funkcjonuje jako ładna forma zwracania się do drugiej osoby. Natomiast nasza kultura nie wymaga znajomości nazwiska. Możemy nie znać nazwiska sąsiadki i być z nią w świetnej komitywie, zwłaszcza kiedy nie znamy się długo. Natomiast Niemcy muszą się zwracać per Pan/Pani i tu nazwisko – wyjaśniała prof. Marcjanik.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama