Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zewangelizować cały świat

- Ktoś mi powiedział, że Bóg jest miłośnikiem procesów. Teraz rozumiem, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo - mówi Tymek. We wspólnocie przeżył pod Wawelem oazową „trójkę”. Co młodzi ludzie mówią o swojej wierze? Jak postrzegają Kościół?

Jezus to nie postać z obrazka

– „Jedynka” była przełomowym momentem w moim życiu. Zdałam sobie sprawę, że wcześniej – mimo że byłam ministrantką i chodziłam często do kościoła – nie było to prawdziwe i żywe, nie umiałam się modlić. Moja modlitwa polegała przykładowo na jak najszybszym odmówieniu Różańca – mówi Sara Lopocz z Krzanowic, która na pierwszą oazę wakacyjną pojechała 2 lata temu za namową księdza wikarego.

– Te rekolekcje pokazały mi, że Jezus nie jest osobą z obrazka, do której trzeba się modlić i której trzeba się bać, ale jest naszym Przyjacielem, pomaga nam i jest z nami cały czas – podkreśla. – Tak naprawdę, „jedynka” otworzyła mi oczy. Zobaczyłam, że Kościół jest żywą wspólnotą. Przekonałam się, że są młodzi ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, ponieważ tak każą im rodzice, ale dlatego, że sami chcą, bo Jezus zmartwychwstał i jest z nami. Nauczyłam się modlić i zrozumiałam, że modlitwa mnie umacnia. Zrozumiałam, że choć nie zawsze jestem na modlitwie skoncentrowana, to ważne jest, by na niej trwać i nie poddawać się. Zrozumiałam, że Pismo Święte jest księgą, po którą mogę sięgać wieczorem, by rozważyć czytania z dnia – mówi. Sara przyznaje, że z tej pierwszej oazy wróciła z wielkim pragnieniem, by w codzienności było tak samo, jak na rekolekcjach. W odmawianiu jutrzni co rano wytrwała do końca wakacji.

– Rok przeleciał na wspominaniu oazy i na cosobotnich spotkaniach formacyjnych w małej grupce. Rozważaliśmy na nich Pismo Święte i dzieliliśmy się przeżyciami z minionego tygodnia. Na tych spotkaniach czułam się sobą. W klasie byłam akceptowana, ale nie miałam osoby zaufanej, której mogłabym powiedzieć, co mnie boli. Nauczyłam się też słuchać ludzi, by móc im pomóc – przyznaje dziewczyna. Oczywiście w kolejne wakacje pojechała na „dwójkę”. – Na początku bardzo mi się nie podobało na tych rekolekcjach, ale wytrwałam. Wróciłam do domu pełna wewnętrznego pokoju. Czułam się mocniejsza w wierze. W odmawianiu jutrzni wytrwałam do zimy. Częściej odprawiałam „namiot spotkania”, czyli osobiste spotkanie ze słowem Bożym. Po raz pierwszy bardzo świadomie przeżyłam Wielki Post. Były też trudne wydarzenia, ponieważ moja mama zachorowała i czułam się jakby obrażona na Pana Boga, ale tu, na „trójce” zrozumiałam, że również trudne doświadczenia nas umacniają – mówi wprost.

– Myślę o swoim miejscu w Kościele i cenię sobie spotkania z członkami różnych wspólnot, którzy na tych rekolekcjach opowiadają o swojej drodze. Ważne dla mnie jest to, że mówią też o trudnościach, o błędach – przyznaje Sara.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama