Nowy numer 3/2021 Archiwum

…żem pozwolił sobie na fantazję

Rzucił prawo na rzecz malarstwa. O tym, jak chłopak z Wróblina został wybitnym malarzem i dlaczego obchodzimy jego rok.

Klękaj, tato, Wróblin

„Biorę laskę pielgrzyma i jadę do rodziny” – pisze w innym miejscu. W monumentalnym i zapisanym piękną polszczyzną, pisanym do szuflady – szczerym! – i odkrytym po śmierci malarza dzienniku rodzinny Wróblin, bracia, siostry, rodzice zajmują miejsce szczególne. Najtrudniejsze z pewnością było spotkanie po drugiej wojnie, po 22 latach nieobecności w rodzinnych stronach. „Nie mówiliśmy sobie wszystkiego. Należeliśmy tyle lat do wrogich sobie społeczeństw. Jak zresztą pytać kobiety, które przeżyły front, wkroczenie armii i drugą falę najazdu, może jeszcze gorszą, reemigrantów. Wieś wydała mi się piękna!”. Wyraźnie jednak 22 lata nie rozerwały więzów rodzinnych. Cybis gości potem często u swoich sióstr, przyjeżdża na wakacje z synami – Jackiem i Janem. „Zbliżając się do wsi, bo szliśmy z Głogówka pieszo, nie posłuchałem chłopców, którzy mówili: »Klękaj, tato, Wróblin«, byłem jednak wzruszony”. Tę scenę często przywoływał w kościele poprzedni proboszcz w Naczęsławicach i Wróblinie – ks. Jerzy Kowolik, zasłużony w budowaniu w mieszkańcach pamięci o wielkim rodaku i artyście. – To było zawsze tak bardzo wzruszające! A Cybisa siostry to były takie fajne, przyjemne babki – mówi Sylwia Krajczy z Wróblina, która jako dziecko często chodziła do sklepu prowadzonego przez cztery siostry Cibisówny. Wróblin był dla Cybisa miejscem niemal świętym. W dzienniku zestawia ze sobą widok tamtejszej piekarni, z której kobiety wychodzą z blachami ciasta, ze … świątynią egipską w Larnace. Ma jednak związane z Wróblinem, bardzo śląskie można by rzec, wyrzuty sumienia. „Moje ręce powinny być tak spracowane jak ręce mojego ojca”. Artysta, malarz? Co to za zawód? We Wróblinie Cybis nawet nie mówił o sobie ludziom, że jest malarzem – mimo że był już sławny! – ale że jest „profesorem”. „Przez całe życie miałem poczucie grzechu, żem pozwolił sobie na fantazję. Gdym sobie przypominał, że oni tam mają żniwa, że orzą, czułem się wobec nich nie w porządku” – wyznawał przyjacielowi Dominikowi Horodyńskiemu.

Dzisiaj we Wróblinie nie jest tajemnicą, kim był Jan Cybis, to duma wsi. W dawnej szkole urządzono Centrum Integracji Młodzieży im. Jana Cybisa. Na domu rodzinnym wisi tablica przypominająca, kto się tam urodził. „Było mi bardzo dobrze we Wróblinie, ale wróciłem niemal chory lirycznie od oddawania się wspomnieniom” – notował po jednym z pobytów w rodzinnej wsi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama