Nowy numer 45/2019 Archiwum

Droga, która uczy odwagi

Agnieszka Zientarska z różańcem w ręku znalazła się wśród buddyjskich pielgrzymów. Jest pierwszą osobą z Polski, która przeszła 1600 kilometrów dookoła wyspy Shikoku w Japonii.

Agnieszka w pierwszej świątyni kupiła słomiany kapelusz pielgrzymi i dostała zeszyt, w którym miała pobierać wpisy potwierdzające pokonane fragmenty trasy. I tak znalazła się sama wśród osób, które praktycznie nie znają angielskiego. – Zrozumiałam, że muszę nauczyć się inaczej słuchać tych ludzi. Z jednej strony było to trudne, ale z drugiej – otwierało mnie na nowe doświadczenia. Poznałam m.in. Chikę z Osaki, która w ogóle nie mówiła po angielsku. Chika okazała się niezwykłą osobą. Kiedy czwartego dnia drogi bardzo źle się poczułam, ona czuwała przy mnie przez całą noc. Myślałam, że mam udar słoneczny. Zresztą wtedy niosłam jeszcze bardzo ciężki plecak, miałam ze sobą m.in. namiot, który porzuciłam po drodze, a także wiele innych – jak się okazało – niepotrzebnych rzeczy – wspomina. I opowiada, że z Chiką spotkała się jeszcze nie raz – rozumiały się bez znajomości języka. Japonka zaczęła potem nawet uczyć się angielskiego.

– To była bardzo różnorodna droga. Czasem wiodła wzdłuż wybrzeża, czasem po asfalcie, czasem przez las. Zrywałam się o 4 nad ranem, bo wiedziałam, że po 9 będzie tak gorąco, iż nie będę w stanie iść. Musiałam pić do 10 litrów wody dziennie. Czasami miejscowi Japończycy zatrzymywali się, żeby podwieźć mnie autem, żebym nie szła w tak ogromnych upałach. Ale ja im z tych samochodów uciekałam, chciałam iść – mówi opolanka. Podkreśla, że przyroda na wyspie jest bardzo interesująca. – Wędrując po lesie przez tydzień, nie spotkałam nikogo. Dzikie zwierzęta mnie nie zaatakowały, raczej były mnie ciekawe. Czasem szłam boso, żeby czuć wilgoć ziemi, i przestałam się bać, że jestem w lesie sama – przyznaje.

Modlitwa o pokój na świecie

Świątynie położone są w różnych miejscach. Czasem nad rzekami, choć częściej na wzgórzach, nieraz bardzo trudno jest się do nich dostać. – Kobo Daishi chciał, żeby mnisi na tym szlaku przechodzili trening, żeby mierzyli się ze sobą – tłumaczy Agnieszka. Opowiada, że japońscy pielgrzymi do dziś noszą białe ubrania, które są nie tylko znakiem czystości, ale symbolizują też gotowość na śmierć w każdym momencie. – W minionych wiekach pielgrzymowanie było bardzo dużym wyzwaniem, było po prostu niebezpieczne, stąd ta gotowość na śmierć w drodze – wyjaśnia. I mówi: – Ja jestem chrześcijanką. Wędrowałam tym szlakiem z różańcem i modliłam się o pokój na świecie. Byłam ciekawa, jak będą odbierać mnie Japończycy. Tymczasem już pierwszego dnia dostałam kartkę, na której przeczytałam, że witają mnie na drodze, że nie jest ważne, skąd pochodzę, jaką wyznaję religię, jaką mam płeć, czy jestem bogata, czy biedna. Dla Japończyków wszyscy są mile widziani na ich pielgrzymkowym szlaku.

Relacjonuje też rozmowy z mnichami, którzy podkreślali, że Japończycy w przeciwieństwie do Europejczyków nie potrzebują kategoryzacji, że ktoś wyznaje taką czy inną religię. – Rzeczywiście odczuwałam duży poziom akceptacji – zapewnia. I opowiada: – Spotkałam dwie mniszki, które wiele mówiły mi o medytacji, o uważności, o tym, by w pełni akceptować to, co nas spotyka. Było mi bardzo gorąco w krótkim rękawie i spodenkach, a one szły poubierane w swoje pielgrzymie szaty.

Uśmiech Japończyka

– Na Shikoku status pielgrzyma jest wyjątkowy. Miejscowi ludzie, spotykając pątnika, uśmiechali się. Na trasie przygotowali wiele miejsc, w których wędrowcy mogą się zatrzymać, skorzystać z pralki, umyć się i przespać – opisuje Agnieszka. W drodze miała też wiele okazji do poznawania codziennego życia Japończyków. – Kiedy wchodziłam do małych miejscowości, ludzie chcieli mi pokazać praktycznie wszystko. Żyją w dużym uporządkowaniu, nawet buty stojące przed wejściem do domu muszą być ułożone w jednym kierunku. Tam skandalem jest wejście do domu w butach. Taka jest japońska etykieta – opowiada. – Jedzenie towarzyszy im cały czas. Jedzą bardzo świeże, mało przetworzone produkty. Nie odgrzewają posiłków. Na Shikoku na śniadanie, obiad i kolację je się ryż – kontynuuje.

– Wędrówka na krańcach świata pozwala wyzwolić w sobie odwagę. I tak było… Dla mnie to była droga, która uczyła mnie odwagi. Im dłużej szłam, tym więcej było też we mnie radości. Miałam poczucie, że jestem częścią tej drogi, że natura mi sprzyja. Nikt mnie nie pytał, czym się zajmuję, ile mam pieniędzy, jaki jest mój światopogląd. Ludzie po prostu cieszyli się tym, że idę. Kiedy ulewne deszcze wymuszały przerwy w drodze, uczyłam się kaligrafii, rozmawiałam z artystami. Japończycy, mimo dystansu w stosunkach międzyludzkich, nie odpowiadali na mój uśmiech inaczej niż okazaniem uśmiechu. Dlatego miałam poczucie, że ta droga nie tylko mnie coś daje, ale też ludziom, których spotykam.

Agnieszka Zientarska otrzymała certyfikat potwierdzający przejście szlaku 88 świątyń. – To pierwszy certyfikat wydany Polakowi. Jestem z siebie dumna – przyznaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama