Nowy numer 41/2019 Archiwum

Ludzka twarz strajku

W rodzinnym albumie od dziecka intrygowało mnie stare zdjęcie z roku 1905. Na tle szybu wiertniczego stoją dwaj panowie w pelerynach, ubrudzeni. Jeden - to mój dziadek - kierownik wierceń, drugi - też inżynier z branży.

U dołu atramentem napisane: W czasie strajku przy robocie. Mama lubiła przy tym opowiadać... Miała 5 lat. Jechała z tatą konną bryczką. Wokół jednego z szybów tłum robotników. Wyglądali groźnie, każdy coś ciężkiego trzymał, pomruk szedł ponad ciżbą. Pada pytanie: „Kto jedzie?”. Inny głos odpowiada: „Kierownik Czerwiński!”. I od razu pada komenda: „Przepuścić!”. Mała Wandzia jak przed chwilą drżała ze strachu, tak teraz pękała z dumy. Przepuścili Tatusia! Mało tego! Kłaniali się, pozdrawiali i małą dostrzegli. Kilof w ręce i uśmiech na wąsatej twarzy. Ludzkie oblicze strajku.

Był rok 1905. Fala robotniczych protestów, strajków, rozruchów, przetaczała się szeroko. Do zagubionego w górach i lasach naftowego zagłębia wokół Borysławia dotarły tylko echa. Pewnie jakiś jeden czy drugi emisariusz także. A tam byli sami swoi. Ich władzą był Najjaśniejszy Pan „we Widniu”. Właścicielem terenów i odwiertów amerykański milioner Rockefeller (było, że i do Czerwińskich zagościł; do dziś mam po nim maszynę do szycia, działa). Gadali wszyscy różnymi językami – po polsku, „po rusku” czyli łemkowskim dialektem, bywali w świecie „po awstryjacku” umieli. Wszelako podówczas żyli w zgodzie, wiedząc, że z własnej roboty żyją. I że całej roboty ani w pojedynkę, ani w parę osób się nie wykona. Byli sobie potrzebni nawzajem, a ci z "Widnia" i "Hameryki" też potrzebni byli.

A kierownik wierceń wiedział, że ich roboty przerwać nie można. Płynącej ani tryskającej ropy zatrzymać nie sposób. Popłynie przed siebie, zmarnuje się (co znaczy – ich robotę), zabrudzi i zniszczy wszystko po drodze. Ktoś musi przy robocie zostać. I nie brakowało tych, którzy tę pozycję strajku obrali. I nikt im tego nie wytykał. Bo to też był wspólny interes i poszanowanie roboty ich wszystkich. Mało tego, dla kierownika Czerwińskiego był jeszcze ukłon i pozdrowienie. To była ta ludzka twarz strajku.

Nie wszędzie było tak w owym 1905 roku. Można sięgnąć do Tuwima "Kwiatów polskich", by okiem poety to zobaczyć. Tam i w wielu innych miejscach oblicze strajku nie miało ludzkiej twarzy. Zamieniało się w walkę, która zbyt łatwo ulegała eskalacji przez obie (albo i więcej) strony. Tam już była ideologia, był interes nie tylko robotników, ale interes klasowy – czasem bardzo wąski, a zarazem zbyt łatwo zamieniający się w walkę bezwzględną i krwawą.

Jeśli walka – tu już mówię jako chrześcijanin – to tylko ta z ludzką twarzą. Walka, w której nie znika z pola widzenia człowiek. Bo inaczej walka zniszczy i walczące strony, i tych, których w ferworze zamętu spotka na swej drodze. I jakie by nie były cele strajku, walki, zmagań – zamiast poprawy sytuacji przyniosą zło, cierpienie, straty i strajkującym, i społeczeństwu. I krew popłynie. Jak u Tuwima: „Zostały po nich krwi kałuże: /Lepka purpura łódzkich kwiatów. /Najpierw je wodą polewano, /Potem je piaskiem przysypano...”.

Tego chcemy? Sceneria będzie inna, ale jej sedno takie samo. Po swojemu wygrywają panowie prezesi i bogacze, zadowoleni posiadacze pałaców, banków i brylantów... – To też z "Kwiatów Polskich".

Zróbcie sobie – choć lepiej żeby okazji nie było – zdjęcie jak tamto z roku 1905: „W czasie strajku przy robocie”. Takich zdjęć wstydzić się nie trzeba, gdy chodzi o ratowanie większego, społecznego dobra.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Zobacz także

  • majster
    04.05.2019 18:44
    Dlaczego potrafili strajkować jak ludzie? Bo traktowano ich jak ludzi, byli fachowcami świadomymi co robią, co koniecznie musi być zrobione, bez czego ich praca traci w ogóle sens. Jeśli po obu stronach sporu znajdą się fachowcy z taką świadomością, nikomu nic złego się nie stanie. Będą razem szukać rozwiązania, nie niszcząc tego co razem stworzyli. Tacy ludzie potrafią szanować się nawzajem i doceniać pracę drugiego. Co innego, kiedy jedni o pracy drugich nie mają zielonego pojęcia, dla maksymalnego zysku idą po trupach, traktując ludzi jak rzeczy, środki produkcji które oby kosztowały najtaniej, jeśli już nie da się bez nich całkiem obejść. Tacy uprzedmiotowieni ludzie także nie potrafią strajkować po ludzku i nie czują się za nic odpowiedzialni. Czy tak poczuła się ostatnio spora część nauczycieli, gotowych zaprzepaścić swoją pracę i przyszłość swoich uczniów? Czy ktoś traktował ich aż tak przedmiotowo? A może po prostu nie wszyscy okazali się fachowcami? Bo właśnie gdy brakuje ich po którejś ze stron, dzieje się ŹLE.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL