Nowy numer 41/2019 Archiwum

Felieton przedliturgiczny

Od soborowej reformy liturgii, od opublikowania najważniejszych dokumentów na ten temat, minęło jakichś 40 lat. Czy jesteśmy - i jako celebransi, i jako parafie - uformowani w duchu liturgii?

Dziś taki temat „domowy”, kościelny. I wciąż aktualny. Choć jakby nieco zapomniany. Czasy wielkich przemian w liturgii zaczęły się, gdy kończyłem studia. Powszechne było odczucie, że nieuniknione i potrzebne jest otwarcie liturgii na potrzeby i oczekiwania wierzących.

Sprawa języka już była postanowiona i zasadniczo zrealizowana – choć prowizoryczne rozwiązania długo jeszcze funkcjonowały. Wiele tekstów w liturgicznym obiegu to były „wydawnictwa” powielaczowe. Trafiały się między nimi teksty tłumaczone i redagowane przez gorliwszych księży. Chaos był więc już na poziomie „przedliturgicznym”.

Liturgia... Jako młody wikary miałem proboszczów różnego liturgicznego pokroju. Nad kolejnością moich doświadczeń czuwała Boża opatrzność. Pierwszy był proboszcz-duszpasterz. Aktywny bardzo, zorientowany w wielu sprawach, otwarty na nowości. Jak większość księży szczególnego przygotowania liturgicznego nie miał. Jednak liturgia w parafialnym kościele była naprawdę żywa i angażująca uczestników. A to przecież najważniejsze.

Po nim trafiłem do proboszcza duszpasterza i profesora uniwersytetu zarazem. Specjalizacja – historia liturgii! Czasem jako wikarzy podśmiewaliśmy się z jego pomysłów, by po latach zrozumieć ich wierność duchowi liturgii. Nie temu chaotycznemu kłębowisku aktualnych trendów, ale duchowi osadzonemu w wielowiekowej tradycji Kościoła.

Trzecim mistrzem był dla mnie ojciec Blachnicki – też profesor. Związałem się z nim i tworzonym przez niego ruchem – jeszcze wtedy bez nazwy „Światło–Życie”. Fundamentem była w nim ewangelizacja, a osnową programu – liturgia. Na zewnątrz funkcjonowało określenie „liturgia oazowa”. Ks. Blachnicki walczył z tym, bo – jak mówił – „liturgia w czasie rekolekcji oazowych jest sprawowana według obowiązujących reguł prawa liturgicznego”. Z drugiej strony prawdą było i to, że trafiali się księża, którzy nie przeszli formacji liturgicznej w Ruchu, a posługiwali się mechanicznie wzorcami stamtąd skopiowanymi.

Takich to miałem mistrzów. Życie parafialne modyfikowało ideały. Z jednej strony czasem brakowało jedności duszpasterzy. Można było usłyszeć zdanie: „A ja na swojej Mszy i tak...” – mówiący pewnie nie był świadom, że wygłasza herezję. Z drugiej strony w maleńkich parafiach nie było widoku na liturgiczną obsadę w wymiarze standardowym, nie mówiąc o pełnej.

To taki szkic wspomnieniowy. Jak jest dzisiaj? Od soborowej reformy liturgii, od opublikowania najważniejszych dokumentów na ten temat minęło jakichś 40 lat. Czy jesteśmy – i jako celebransi, i jako parafie – uformowani w duchu liturgii?  Przywołałem tytuł jednej z książek kard. Ratzingera. A ten duch, to nie tylko duch naszych czasów, to duch sięgający starożytności! Zatem – jak jest dzisiaj?

Bardzo różnie. Fundamentalnym błędem bywa liturgia jednoosobowa. Celebrans czyta wszystko, z intencjami modlitwy powszechnej włącznie. „Czemu sam czytasz?”. Odpowiedź: „Bo oni nie potrafią”. No i już. Inny, ważny element (raczej jego brak) to wyłączanie chwil ciszy. Niektóre są wręcz nakazane przez rubryki mszału. Niektóre trzeba zachować jako pauzy oddzielające poszczególne fragmenty tekstu. Inne znów są nieodzowne, by myśl uczestników i celebransa nadążała za słowami. Źle, jeśli nie nadąża. Tylko krok do mechanicznego powtarzania formuł i gubienia treści.

Ważna sprawa to wyeksponowanie księgi lekcjonarza. Mszał jest zwykle większy i w centrum, ale ważniejsza jest księga Bożego objawienia. Czasem jej wyeksponowanie bywa trudne, bo narzucone przez architekturę prezbiterium. Trzeba jednak coś wymyślić. No i warto przypomnieć dawną tradycję, że na Biblii niczego się nie kładzie. To święta księga!

Inny element to procesje: wejścia, darów, komunii. Oczywiście dni powszednie od świąt będą się różnić. W pełni uformowane procesje w uroczystych celebrach powinny być zachowane. Gdy kilka osób w kościele, nie sposób o procesjach myśleć. I tu jeden szczegół: jeśli komunii będzie towarzyszyła precesja prowadzona przez orszak służby liturgicznej, na czele będą niesione świece towarzyszące podawaniu wiernym Ciała Chrystusowego, to osłabnie albo i całkiem zniknie problem postawy przy komunii. Bo nie chodzi ani o klęczącą, ani o stojącą – chodzi o brak uroczyście sformowanej procesji.

A homilia? Powiem tyle: nie każde kazanie jest homilią. Sapienti sat.

To tylko wyrywkowe i nasuwające się w pierwszej kolejności elementy liturgii. Felieton nie może być powtórzeniem wprowadzenia do mszału. Niech więc tyle wystarczy. Celebransom ku uwadze, uczestnikom liturgii ku zorientowaniu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • gośc
    14.09.2019 19:45
    (...) Proszę zamieścić ten komentarz, bo nie jest sprzeczny z regulaminem.

    Od moderatora
    Ależ usunięto go właśnie na podstawie regulaminu. Proszę go dobrze przeczytać
    doceń 0
  • tnn
    16.09.2019 10:13
    Liturgia jest żywa, gdy wiara jest żywa, wiara jest żywa, gdy jest doświadczenie żywego Bożego Słowa, bo wiara rodzi się ze słuchania Słowa. Jeśli w parafiach nie ma propozycji, zachęty, akcentu na Słowo Boże, to liturgia nigdy nie ożyje. Nieprzypadkowo w tekstach o liturgii Blachnickiego (por. "Tajemnica żywego Kościoła") 60% treści odnosi się do tego w jaki sposób odnosić się do Słowa Bożego.
    doceń 1
  • gośc
    16.09.2019 16:54
    "...liturgia jednoosobowa. Celebrans czyta wszystko, z intencjami modlitwy powszechnej włącznie. .." - i bardzo dobrze, że celebrans sam czyta, ewentualnie mogą czytać ministranci-lektorzy. Osoby świeckie nie są od czytania, oni nie powinni wchodzić do prezbiterium, a jeśli to robią i czytają, to powstaje zamęt w harmonii Mszy świętej, szczególnie jeśli czytają kobiety: inny tembr głosu, niewłaściwy strój (zwykły, świecki, często obcisłe spodnie), brak własciwej dykcji i widać, że osoba świecka po prostu nie pasuje w tym miejscu podczas Mszy swiętej. Zaangażowanie osób świeckich w liturgię Mszy świętej nie ma polegać, że dużo czytają, śpiewają, niosą tzw. "dary", ale na skupieniu WEWNĘTRZNYM. Msza święta to Ofiara Krzyżowa, a podczas Golgoty Pana Jezusa nikt nic nie mówił, ludzie szli w milczeniu za Jezusem w milczeniu stali pod Krzyżem, tak jak Matka Boża, czy św.Jan. Jeśli ktoś coś mówił, to oprawcy, którzy prowadzili Skazańca. Jezus ofiarę spełnił JEDNOOSOBOWO i dlatego kapłan-alter Chrystus też jednoosobowo odprawia tę Ofiarę.
  • Świetlik
    16.09.2019 20:42
    A kwestia dziękczynienia po przyjęciu BOGA do serca?! Kiedy ma na to być czas, skoro szybko obrzędy zakończenia, błogosławieństwo, a gdyby chcieć po mszy pozostać i wyrazić Panu słowa wdzięczności i uwielbienia, to w razie mszy wieczornej człowiek nerwowy, bo kościół szybko jest zamykany. TO JEST OKROPNE!!!
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL