Nowy numer 28/2020 Archiwum

Droga znaczona cierpieniem

Po 75 latach idzie z Blechhammer do Gross-Rosen. Trasą, którą jego ojciec – Żyd i więzień obozu koncentracyjnego – był pędzony z innymi w marszu śmierci.

To historia o rodzinie, o nieludzkim systemie, ekstremalnych doświadczeniach i śmierci, wreszcie o sile przyjaźni, przetrwaniu i zachowaniu pamięci. – Dokładnie 75 lat temu, 21 stycznia o godz. 9, 4 tys. Żydów – więźniów obozu Blechhammer – przekroczyło tę bramę i wyruszyło w tzw. marszu śmierci. Chcemy teraz podążyć ich śladami – mówił Albert Willner, wyruszając z dawnego obozu Blechhammer (Blachownia, Kędzierzyn-Koźle).

To właśnie w tym miejscu zginął jego dziadek, a w styczniu 1945 r. ojciec, Eddie Helmuth Willner, wówczas osiemnastoletni chłopak, wyruszył z innymi więźniami w marszu śmierci do obozu Gross-Rosen (Rogoźnica, woj. dolnośląskie).

Dramat niemieckiego Żyda

Siegfried i Augusta Willnerowie z nastoletnim synem Helmuthem (Eddiem – to imię przyjął po wojnie) byli zwykłą rodziną niemieckich Żydów, mieszkającą w Mönchengladbach (Niemcy). Czuli się tam bezpiecznie nawet po dojściu Hitlera do władzy, bo przecież głowa rodziny, jako zasłużony w I wojnie światowej żołnierz, czuł się lojalnym niemieckim obywatelem i tak był traktowany. Jednak po Nocy Kryształowej w listopadzie 1938 r. ojciec wysłał syna i żonę do Belgii, gdzie wydawało się bezpieczniej. Sam został, myśląc, że nic mu nie grozi. Jednak w maju 1940 r. Siegfried i wielu innych niemieckich Żydów zostało aresztowanych, a ich majątki skonfiskowano.

Ojciec Helmutha-Eddiego trafił do obozu Saint-Cyprien na południu Francji. Syn i żona także zostali aresztowani przy przekraczaniu granicy, gdy próbowali go odnaleźć. Zostali zatrzymani i umieszczeni w innym obozie – w Gurs. Udało im się uwolnić, odnaleźli też Siegfrieda i korzystając z fałszywych dokumentów odwiedzali go, jednak podczas jednej z wizyt zostali ponownie zatrzymani i internowani. Po różnych perypetiach, we wrześniu 1942 r. cała rodzina, razem z innymi Żydami, trafiła do obozu Drancy pod Paryżem, a stamtąd do pociągu, który miał ich przetransportować do Auschwitz.

W trakcie podróży pociąg zatrzymał się na stacji Cosel (w Koźlu), gdzie rozkazano wysiąść wszystkim mężczyznom zdolnym do pracy. Eddie, mający wtedy 16 lat, zdecydował się iść razem z ojcem. Matka pojechała, jak myśleli wszyscy, do obozu dla kobiet i dzieci. Niestety. Dojechawszy do obozu w Birkenau, po krótkiej selekcji trafiła do komory gazowej.

– Ojca i dziadka umieszczono najpierw w obozie w Łazach, potem wysłano do Otmętu, a stamtąd do Blechhammer, będącego już wówczas filią obozu w Auschwitz. Ojciec otrzymał numer A-5662. Budowali tam linie kolejowe i inne obiekty przy fabryce paliw syntetycznych IG Farben, a gdy zaczęły się naloty amerykańskie, także bunkry. To była ciężka fizyczna praca, warunki były straszne, a porcje jedzenia głodowe. Dość powiedzieć, że po wyzwoleniu mój ojciec, wysoki osiemnastolatek, ważył zaledwie 34 kg. W listopadzie 1944 r. dziadek zachorował. Wysłano go do obozowego szpitala i to był ostatni raz, kiedy ojciec widział go żywego. Nie wiadomo, jak został eksterminowany – opowiada Albert Willner, syn Eddiego.

Marsz śmierci

W styczniu 1945 r., gdy zbliżała się Armia Czerwona, naziści wycofując się, zamykali także obozy koncentracyjne, a więźniów pędzili na zachód w tzw. marszach śmierci. – Z Blechhammer ponad 4 tys. więźniów wyruszyło 21 stycznia do obozu w Gross- -Rosen. 270 km pokonali w 13 dni, idąc w śniegu, w dwudziestostopniowym mrozie, mając na tyle czasu ledwie 800 g chleba. Wielu zmarło w drodze z wycieńczenia, słabych dobijano, by nie opóźniali marszu – opowiada syn ocalałego. Z Gross-Rosen po kilku dniach pędzono ich dalej, do kolejnych obozów w głąb Rzeszy: w Buchenwaldzie, Langen- stein, gdzie musieli kopać tunele do prac nad pociskami rakietowymi V2. W kwietniu 1945 r., w trakcie kolejnego marszu odbywającego się z uwagi na naloty nocami, Eddiemu i jego kilku przyjaciołom udało się uciec i oddać w ręce nadciągających już wojsk amerykańskich. Towarzysząc im przez pół roku jako pomocnicy kucharza, odzyskali siły.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama