Nowy numer 2/2021 Archiwum

Pasja z wieku XV

Gotyckie freski z Jemielnicy ekspresyjnie opowiadają o najważniejszej tajemnicy chrześcijaństwa.

Stoimy przed ścianą prezbiterium kościoła pw. Wszystkich Świętych w Jemielnicy z niezwykle cennymi, późnogotyckimi freskami. – W XV wieku ludzie nie tylko nie mieli ksiąg, ale większość nawet nie umiała czytać. Przecież jeszcze w księgach parafialnych z wieku XIX znajdujemy podpisy składane krzyżykami czy odciskiem kciuka. Właśnie dlatego powstały te freski i dlatego były tak ważne.

Patrząc na tę ścianę mamy całą perspektywę zbawienia człowieka przez Jezusa Chrystusa – mówi ks. Henryk Pichen, proboszcz tutejszej parafii. Na północnej ścianie prezbiterium tego – obecnie cmentarnego – kościoła w XV wieku nieznany malarz, określany niekiedy jako „Mistrz z Jemielnicy”, namalował jedenaście scen obrazujących mękę, śmierć krzyżową i zmartwychwstanie Chrystusa. Do tego pasyjnego cyklu można włączyć także nieco ukryty za nastawą ołtarzową we wschodniej ścianie prezbiterium fresk stojącego w grobie Zmartwychwstałego Pana, udzielającego swojej krwi do kielicha eucharystycznego.

Jemielnicka Pascha

– Uwagę zwraca wielka wrażliwość malarza i jego zdolność interpretacji opowieści o życiu Chrystusa, które słyszał. Te freski to rodzaj zapisu katechezy z tamtych czasów, czyli „Biblia pauperum” – Biblia dla ubogich. To była idealna pomoc do kazań, katechezy, wyjaśniania sensu Pisma Świętego. Ludzie, którzy tu byli przed nami, patrzyli na obrazy Męki Chrystusa i byli stawiani przed pytaniem: jak wygląda moje postępowanie w porównaniu z tym, co Jezus dla mnie zrobił? W ten sposób medytowali i uświęcali się. Dzisiaj mamy ogrom możliwości, by posłuchać Męki Pańskiej, zobaczyć film, widowisko czy multimedialną jej prezentację. W tamtych czasach obraz w kościele był zasadniczo jedynym przekazem treści Ewangelii, który przemawiał do wiernych. I to przemawiał bardzo mocno. Niektóre sceny, które widzimy w kościele Wszystkich Świętych, są bardzo radykalne, szczere aż do bólu – mówi ks. Pichen.

Trudno się oprzeć takiej refleksji, kiedy patrzy się na jemielnickie freski. Oprawcy Chrystusa wydają się wręcz zawzięci w dokonywaniu swojej „powinności”, choć na twarzach większości nie maluje się ani okrucieństwo, ani złośliwość. Twarz Zbawiciela – oprócz sceny biczowania – pozostaje pogodna, jakby niewzruszona, jakby chował cierpienie wewnątrz. Niezwykłej urody jest oblicze Maryi stojącej pod krzyżem. Trzeba ją dostrzec za zdobieniem szczytu późniejszych o dwa wieki stall. Ukrzyżowany oczy ma już zamknięte, ale Jego usta układają się w łagodny uśmiech. Prof. Stanisław Rodziński, znakomity malarz i znawca sztuki pisał kiedyś: „Najwyraźniej sztuka średniowieczna łączy w sobie ekspresję przeżyć, dramat i ukojenie”. Sekret dziwnej mocy średniowiecza dotyczy także fresków z Jemielnicy. – Dlatego te obrazy tak mocno przemawiają również do nas, szczególnie w Wielkim Poście i w Wielki Piątek, gdy przypominamy sobie i rozważamy mękę Chrystusa. Jest to wrażenie tym mocniejsze, jeśli zestawimy obrazy ze stojącym na środku kościoła katafalkiem, czyli miejscem, na którym każdy z nas kiedyś spocznie – zauważa ks. Henryk Pichen.

Uratowany średniowieczny skarb

Cenne średniowieczne polichromie w pochodzącym z XIV wieku kościele (pierwszy na tym miejscu stał być może już w II połowie wieku XII) odkryto przed II wojną światową. – W 1936 r. szeroko zakrojone prace restauracyjne trzeba było zakończyć. Zbliżała się wojna, zaczęły się oszczędności, prace finansowane przez państwo zostały wstrzymane – informuje ks. Pichen. Po wojnie kościół był praktycznie nieużywany i popadał w zniszczenie. Prace o charakterze ratunkowym (dach, wstawienie okien, drzwi, ogrodzenie, malowanie) przeprowadzili proboszczowie ks. Holisz i ks. Rei- mann. Freski, wobec ogromu innych konserwatorskich zadań w przepełnionej zabytkami parafii, czekały do roku 2006. – Destrukcja polichromii zaszła wtedy już daleko. Niektóre były nieczytelne – mówi ks. Henryk Pichen.

W 2006 r. udało się je zabezpieczyć i odrestaurować. Prace prowadził zespół prof. Edgara Pilla z UMK w Toruniu. Zgodnie z zasadami toruńskiej szkoły konserwacji freski nie zostały odtworzone czy wręcz „namalowane na nowo”. Tam, gdzie farba już zanikła, odtworzono jedynie rysunek. Należą do najcenniejszych i najstarszych polichromii późnogotyckich na terenie diecezji opolskiej – obok fresków w kościołach w Kałkowie i Hajdukach Nyskich. Dzieło mistrza z Jemielnicy porównywane bywa także z polichromiami z Sierot k. Pyskowic i Małujowic k. Brzegu. Kościół w Małujowicach być może trafi na listę Pomników Historii – najcenniejszych zabytków w Polsce. W takim szeregu stoją pasyjne freski z Jemielnicy.

Trzy razy zmartwychwstanie

W jemielnickim kościele cmentarnym znajduję coś jednak, jak sądzę, zupełnie wyjątkowego. Wśród dwunastu obrazów Paschy Chrystusa, Jego męki, śmierci i zmartwychwstania, mistrz z Jemielnicy aż na trzech przedstawił Zmartwychwstałego. To rzadkość. W ogóle obrazów Zmartwychwstania (nie licząc figur procesyjnych) w naszych kościołach jest niewiele. Tu mamy aż trzy obok siebie. Myśl twórcy jemielnickich fresków kierowana była więc najstarszą tradycją teologiczną, odnowioną w teologii XX wieku, o jedności misterium paschalnego. Krótko mówiąc i upraszczając – chodzi o to, by nie koncentrować duchowej uwagi tylko na męce i śmierci Chrystusa.

Nie sposób pojąć Jego śmierci krzyżowej bez zmartwychwstania. Nie można skupiać się na tylko na okresie pasyjnym Wielkiego Postu, trzeba równie mocno świętować radość wielkanocną. Kościół przeznacza na to przecież aż osiem dni. Zdaje się, że twórca jemielnickich fresków dobrze to rozumiał, stąd w jego dziele równowaga między obrazami pasyjnymi a wielkanocnymi. Zupełnie wyjątkowy – spotykany tylko na terenie Czech – jest obraz Chrystusa zmartwychwstałego z Lewiatanem. Biblijny potwór o kształcie wieloryba w ikonografii chrześcijańskiej często symbolizuje szatana, który pragnie pochłonąć w swojej paszczy jak najwięcej ludzi, by ich zatracić, wyrwać z ręki Boga.

– Ten kościół jest okazją do rachunku sumienia. Jest pytaniem – może nawet brutalnym, trudnym – jak wygląda moje życie? Czy jestem godny przynależności do Chrystusa, skoro On tak wiele wycierpiał dla mnie, ofiarował za mnie siebie i swoje życie? Co ja z tym robię? Dlatego te malowidła przemawiają tak mocno – puentuje ks. Henryk Pichen.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama