Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dwa spotkania z Warszawą

1 sierpnia... Przed rocznicą powstańczego zrywu Warszawy - i Polski! - zdążę z komentarzem aktualnym co do dnia.

W miniony czwartek przeżyłem dwa spotkania z Warszawą. Więcej – z Polską. Więcej – ze światem, który jest nie tylko moim światem, moją przestrzenią istnienia. To świat ładu całych wieków.

Spotkanie pierwsze. Pojechałem na bieżące kuchenne zakupy, ale też zaszedłem do księgarni na końcu świata, gdzie pan Zygmunt ma wszystkie ważne nowości. Nalaskowskiego "Wielkiego zamknięcia" już nie było. „Ale będzie!”. No a mojej Agaty "Siostry z powstania" są? „Są”. Kupiłem. Potem, już w domu, patrzę na okładkę, którą znam od kilku tygodni. Jakaś młodziutka ta zakonnica na okładce... I jakby znajoma... Chwilę trwało, zanim uświadomiłem sobie, że ta okładka to nie zdjęcie z tamtych czasów. A twarz na niej to przecież Anielka Puścikowska, córka autorki! Super. Ona, jak i cała reszta rodziny, do takiego właśnie wątku pasuje. Walka – ale nie wojownicza – o wartości. O Polskę, o chrześcijański etos. Pamiętam zdjęcie całej piątki rodzeństwa, jak w wakacyjnych strojach trzymają wartę przy grobie matki Marszałka. Oczywiście, Piłsudskiego. To było pierwsze uderzenie prosto z Warszawy, prosto z Polski.

Drugie spotkanie było chwilę potem, gdy włączyłem okno na świat, czyli komputer. Warszawa! Pomniki upstrzone tęczowymi flagami! Od Chrystusa z Krakowskiego Przedmieścia, po Syrenkę z Tamki. Na owe flagi i w ogóle na ów tęczowy zamęt napatrzyliśmy się już dosyć. Ale operator pokazał też zbliżenie manifestu – bo za każdą flagą kryje się przecież manifestacja tożsamości. No i jakiś plan na czas nadchodzący. Pamiętacie, choćby z "Kamieni na szaniec", akcję ozdobienia Warszawy biało-czerwonymi flagami w czasie niemieckiej okupacji? Jako dziecku ten rozdział szalenie mi się podobał, umiałem go nieomal na pamięć. Dzieciak czuł, czym jest flaga, czym sztandar, czym narodowe barwy. Ci, którzy znowu swoje barwy wyciągnęli na publiczny widok też to czują i czynią z tego nie tylko manifestację, ale narzędzie walki. Czy to jeszcze „mały sabotaż” (nawiązuję do historycznego wątku okupowanej Warszawy), czy to już sztandary kolejnej rewolucji? A pamiętajmy, że rewolucje przed niczym nie ustępują! Od kartezjańskiej – która zanegowała istnienie obiektywnej prawdy, po bolszewicką – która wywróciła do góry nogami problem własności. Co neguje teraźniejsza rewolucja? Ośmielę się powiedzieć, że jest negacją życia. Choć przeczy temu – podobnie jak wszystkie dotychczasowe rewolucje.

Jest! Jest manifest słowny, zdążyłem zrobić screen. Przytaczam fragmenty tekstu: „To szturm! To atak! To tęcza!... wzywająca do otwartej wojny przeciw dyskryminacji, nakazująca nie prosić. Nigdy więcej nie błagać o szacunek i litość...”.

Czy ten tekst jest tylko wyrwaniem się przed szereg jakiegoś aktywisty spod znaku tęczy? Czy to jest ich oficjalny już manifest? W każdym razie, odsłania zamiary na dziś i na jutro. Bo cóż znaczy dodane hasło, że „to miasto jest nas wszystkich”? Ja to rozumiem tak, jak nauczyłem się kiedyś czytać hasła komunistyczne. Zresztą pod spodem ręczny dopisek „gang sam zamęt...”.

I to jest – tego samego dnia, a nawet godziny – drugie spotkanie z Warszawą. Historia nas nauczyła, że Warszawa skupia w sobie i na sobie to wszystko, co ważne dla całej Polski. Taka jest zresztą rola stolicy. Zatem wobec deklaracji „To szturm! To atak! Nigdy więcej nie prosić” czujność musi zostać zdwojona. Wszystkie piękne słówka o tolerancji już nic nie znaczą. Oczywiście jako chrześcijanin nie mogę się zgodzić, tym bardziej nie mogę i nie chcę nawoływać do przemocy wobec rewolucjonistów. To jest pułapka na naszą wierność-niewierność Ewangelii. Swoją drogą nieraz w historii mechanizm tej „pułapki” wrogowie chrześcijaństwa perfidnie wykorzystywali. Mądrości od Boga wtedy trzeba.

Jakichś siedem, może osiem lat temu ks. dr hab. Alojzy Marcol, profesor naszego seminarium duchownego, a zarazem wykładowca Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, miał wykłady na kursach formacyjnych dla księży. Mówił o mało znanym wtedy problemie zwanym gender. Tak mi się wówczas zdawało, że starszy pan (zresztą bardzo przeze mnie szanowany) co nieco przejaskrawia problem. Innymi słowy – nie widzieliśmy problemu. On, obeznany ze światowymi trendami, widział. I co? Okazuje się, że miał rację, a rzeczywistość staje się o wiele bardziej niebezpieczna, niż on wtedy przewidywał. Trzeba poważnie brać słowa manifestu spod tęczowej flagi: „To szturm! To atak! Nigdy więcej nie prosić”.

Szturmem i atakiem nie chcemy odpowiadać. Ale spokojną wiernością wartościom pielęgnowanym od wieków przez ludzi różnych ludów i języków. Dużej mądrości nam trzeba, ogromnej siły ducha. Przecież nie jesteśmy sami – ani w wymiarze ziemskim, ani w wymiarze sięgającym Boga.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama