Nowy numer 4/2023 Archiwum

Bombardier Powrie czeka na krzyż

Na zabytkowym cmentarzu w Opolu przy ul. Wrocławskiej od wieku spoczywa 30 brytyjskich żołnierzy. Jak znaleźli się na Śląsku i dlaczego obecnie nie ma śladu po ich grobach?

Jim Powrie, który od 2007 roku bada historię swojej rodziny, odkrył, że najbliższy kuzyn jego ojca, bombardier Henry Powrie, zginął na Górnym Śląsku w 1921 r. i jest pochowany w Opolu na starym cmentarzu przy ul. Wrocławskiej. Po tym grobie dziś nie ma śladu. Podobnie jak po mogiłach 29 innych żołnierzy brytyjskich i dwóch brytyjskich pracowników cywilnych, którzy służyli w ramach Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej dla Górnego Śląska w latach 1920–1922.

Dzięki zespoleniu wysiłków Jima Powriego, Beaty Kubicy i Gerharda Schillera oraz współpracujących z nimi historyków, muzealników i archiwistów z Polski, Niemiec i Wielkiej Brytanii dzisiaj wiemy o wiele więcej o losach Brytyjczyków spoczywających na opolskim cmentarzu. Właśnie ukazała się podejmująca ten temat trójjęzyczna publikacja „Opole i Górny Śląsk oczami brytyjskich żołnierzy 1920–1922” (TSKN na Śląsku Opolskim, Opole 2022, ss. 188).

Pierwsza misja pokojowa na Śląsku

Na mocy traktatu wersalskiego po I wojnie światowej została utworzona Międzysojusznicza Komisja Rządząca i Plebiscytowa, której celem była stabilizacja sytuacji w naszym regionie i przeprowadzenie plebiscytu, który miał zadecydować o podziale Górnego Śląska między Polskę a Niemcy. Siedzibą Komisji zostało Opole, a w różnych miejscach Górnego Śląska pojawili się żołnierze zwycięskich wojsk aliantów: Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch. O tym, jak trudna i niebezpieczna była to misja (głównodowodzący gen. Henri Le Rond otoczył swoją kwaterę w Opolu drutem kolczastym), pisze we wspomnianej publikacji G. Schiller. Napięcia pojawiały się nie tylko między mającymi mandat rozjemczy siłami aliantów i walczącymi w powstaniach śląskich siłami niemieckimi i polskimi, ale także między reprezentantami państw sprzymierzonych tworzącymi Komisję. – Francuzi bardziej sprzyjali Polakom, z kolei Brytyjczycy chcieli, by Niemcy zachowali przemysłową część Górnego Śląska, aby mieli z czego spłacać im reparacje wojenne – mówił podczas spotkania promującego publikację w Bibliotece Caritas (1 grudnia).

Brytyjska kwatera

W czasie misji stabilizacyjnej na Górnym Śląsku zmarło lub zginęło 41 żołnierzy armii brytyjskiej i dwóch pracowników cywilnych Komisji Międzysojuszniczej. Wszyscy zostali pochowani na opolskim, wówczas miejskim, cmentarzu. Jedenastu z nich – ci, którzy zmarli do 31 sierpnia 1921 r., czyli przed datą ustaloną przez rząd brytyjski jako koniec I wojny światowej – w roku 1925 zostało ekshumowanych i pochowanych na cmentarzu Imperialnej Komisji Grobów Wojennych w Berlinie-Stahnsdorfie. Tam są godnie uhonorowani jako polegli w czasie wojny. Pozostałych 32 spoczywa na terenie opolskiego cmentarza. Drewniane krzyże, które postawiono na ich grobach, zmurszały i w 1930 r. niemieckie władze Opola ufundowały nowe – żeliwne. Dziś nie ma jednak ani po tych krzyżach, ani nawet po ich kamiennych podstawach żadnego śladu. Lokalizację kwatery brytyjskiej udało się ustalić dopiero niedawno, dzięki zdjęciu z archiwum Muzeum Śląska Opolskiego z pogrzebu por. Harolda Wynna, na którym uwieczniony został także narożny fragment zachowanej do dziś kaplicy grobowej Beyerów. Brytyjczycy spoczywają pod łączką rozciągającą się od tej kaplicy wzdłuż cmentarza. Nie ma żadnej tabliczki informującej o tym.

Weteran z Gallipoli

To nie daje spokoju Jimowi Powriemu, którego boli fakt, że jak dotąd biurokracja brytyjska nie chce upamiętnić pochowanych w Opolu żołnierzy jako tych, którzy zginęli w czasie wojny – jak ich 11 towarzyszy broni z tej samej misji, którzy zmarli do 31 sierpnia 1921 r. Można ten ból zrozumieć lepiej, śledząc drogę bojową jego stryja. Pochodzący z okolic Dundee w Szkocji Henry zaciągnął się do Królewskiej Artylerii Polowej w wieku 18 lat i przez lat 15 służył krajowi. W czasie największej operacji desantowej I wojny, czyli 9-miesięcznej bitwie o turecki półwysep Gallipoli (131 tys. zabitych), został odznaczony za odwagę i oddanie. Po Gallipoli trafił na front zachodni, gdzie dwukrotnie został ranny. Był także ofiarą ataku gazem musztardowym. „Możemy jedynie przypuszczać, że doświadczenia wojenne wpłynęły na jego stan psychiczny” – pisze J. Powrie. Konsekwencją zatrucia gazem musztardowym często jest zespół stresu pourazowego (PTSD). O tym w 1921 r. nie wiedziano. Henry Powrie, żołnierz bardzo doświadczony, podczas misji na Górnym Śląsku popełnił samobójstwo, bo nie wytrzymał już tego bagażu przeżyć. Czy doczeka się krzyża na opolskim cmentarzu?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy