• facebook
  • rss
  • Co po studiach?

    Teresa Kudyba

    |

    Gość Opolski 42/2012

    dodane 18.10.2012 00:00

    „Gospodarka to wprawdzie nie wszystko, ale bez gospodarki nie istnieje nic” – powiedział w opolskim ratuszu Walter Tschischka, prezydent Izby Rzemieślniczej w Mannheim, który przybył do Opola z inicjatywy Ewy Rurynkiewicz, kanclerz Uniwersytetu Opolskiego, szefowej Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości.

    Prezydent Ryszard Zembaczyński odpowiedział cytatem „z Clintona”: „Po pierwsze gospodarka, durniu”, porównując – na naszą niekorzyść – traktowanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce i w Niemczech: – U nas upadające firmy dobija się kontrolami i karami, wy robicie wszystko, aby przedsiębiorca, który ma przejściowe problemy z płynnością finansową, służyć skutecznie poradą, pożyczką, wsparciem. Głównym celem wizyty gości z Mannheim było podpisanie listu intencyjnego w ramach planowanego projektu systemowego Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który zakłada przeszkolenie 200 bezrobotnych z województwa opolskiego na kwotę 8 mln zł. – Potrzeba nawiązania ścisłej współpracy Izby Rzemieślniczej i Akademii Kształcenia Ustawicznego w Mann- heim z uczelniami opolskimi, szkołami zawodowymi, instytucjami kształcenia ustawicznego, nie tylko z Uniwersytetem Opolskim, stała się dla mnie sprawą priorytetową, gdy zetknęłam się w Niemczech z ich pojęciem dualnego systemu kształcenia zawodowego: zrównoważonego w teorii i praktyce, modelowo wspartego przez instytucje zrzeszające przedsiębiorców i instytuty badawcze – mówi inicjatorka partnerstwa Ewa Rurynkiewicz.

    W planach nowej kanclerz jest stworzenie szerokiej platformy doradztwa na styku biznes–nauka–absolwenci byłej WSP oraz UO, na wzór zaobserwowany w Mannheim. – Tam biznes dyktuje nauce, jakie kierunki wspierać, a jakie systematycznie likwidować; prognozuje zawody przyszłości, pomaga opracowywać programy kształcenia, a świat nauki słucha tych porad i natychmiast następuje reakcja: uczelnie i szkoły zawodowe kształcą stosownie do zapotrzebowania na rynku pracy. A my... produkujemy setki młodych bezrobotnych już na starcie – mówi Ewa Rurynkiewicz. Walter Tschischka dziwił się, że uniwersytet wciąż kształci aż tylu pedagogów, gdy rektor uczelni, prof. Stanisław Sławomir Nicieja, wspomniał o dramatycznych zwolnieniach w oświacie: 200 nauczycieli w bieżącym roku w samym tylko Opolu straciło zatrudnienie. – Widzę tu niemal same studentki. Jeśli dzieci są wychowywane tylko przez kobiety: matki, nianie, przedszkolanki, nauczycielki, brakuje im w najważniejszym etapie życia pierwiastka męskiego – to bardzo niedobre i nieharmonijne w procesie edukacji – powiedział prezydent Izby podczas wykładu na uniwersytecie, skierowanego do przedsiębiorców. Dyrektor generalny Dieter Mueller zdumiony był faktem, że w Opolu, stolicy Polskiej Piosenki z 50-letnią tradycją, brakuje silnych kierunków muzycznych. Podobne pytania o opolski fenomen niekompatybilności na styku biznes–nauka padały w Wojewódzkim Urzędzie Pracy. Dyrektor Jacek Suski tłumaczył, iż nikt w regionie nie monitoruje i nie koordynuje powstawania oraz istnienia takich, a nie innych szkół czy klas. Starostowie, burmistrzowie, dyrektorzy szkół otwierają czy też utrzymują szkolnictwo według własnych autonomicznych zasad; zgodnie z tradycjami, kompetencjami zatrudnionej kadry i zapisami Karty Nauczyciela, a mniej w podążaniu za sytuacją rynkową czy oczekiwaniami młodych ludzi. – Nie stać już nas na wątpliwy luksus, aby uczelnie kształciły młodzież „sobie a muzom”. Pora skończyć z tą fikcją. Jeśli nie wsłuchamy się w rytm rynku pracy, za kilka lat olbrzymie gmachy naszych szkół wyższych stać będą otworem, bo okażą się puste – podsumowała nowa kanclerz Uniwersytetu Opolskiego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół