• facebook
  • rss
  • 146 dni w drodze

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 46/2012

    dodane 15.11.2012 00:15

    – Wiara wyzwala w człowieku wszystkie siły – mówi Tadeusz Adam Leżak, który przeszedł szlak św. Jakuba z Opola do Santiago de Compostela.

    Tadeusz Adam Leżak z Opola w tym roku osiągnął kolejny cel wyznaczonej sobie samotnej pielgrzymki. Tym razem droga była wyjątkowo długa. 3742 kilometry dzielące centrum Opola od grobu św. Jakuba Apostoła pokonał w 142 dni. Do Composteli doszedł 18 lipca. Potem w cztery dni dorzucił jeszcze 147 km do przylądka Fisterra („koniec świata”) i Muxii z sanktuarium maryjnym. Czy jest jedynym pielgrzymem, który przeszedł z Polski do Santiago? – Raczej nie. Ale z mojego miasta chyba jedynym – uśmiecha się delikatnie dr Tadeusz A. Leżak, diagnosta laboratoryjny i wieloletni wykładowca biochemii klinicznej z Opola.

    Marsz sprzeciwu

    Pan Tadeusz skończył 69. rok życia. 44 lata temu narzeczona (dziś żona) Zofia zrobiła i wyhaftowała mu biało-czerwony proporczyk z trzema słowami: Deus, Patria, Amor oraz zarysem granic Polski, i wtedy Tadeusz Adam Leżak ruszył w swój pierwszy długi, samotny marsz. – Chciałem uczcić 50-lecie niepodległości Polski, ale listopad to już trudna pora dla wędrowania, więc poszedłem w roku następnym. W ten sposób składałem hołd ludziom, którzy walczyli o wolność Polski. Maszerowałem też na znak sprzeciwu. Bo w 1969 r. uroczyście obchodzono 25-lecie PRL-u. Przynajmniej tak – idąc samotnie przez całą Polskę – chciałem wyrazić protest wobec powszechnego zakłamania, jakie wtedy panowało. Przecież o 50. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę nie wolno było wspominać – mówi.

    Za sprzeciw wobec zakłamania i propagandy komunistycznej już wcześniej potrafił zapłacić wysoką cenę. Kiedy odbywał czynną służbę wojskową, w czasie żołnierskiego wiecu potępiającego słynny list biskupów polskich do niemieckich z roku 1965 („Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”), stanął w obronie polskiego episkopatu. Wylądował za to w kompanii karnej. W „niepodległą” drogę przez całą Polskę wyruszył z bieszczadzkiej góry Halicz do Świnoujścia – by przejść ojczyznę od krańca do krańca. 1031 kilometrów pokonał pieszo w 31 dni. Miał ze sobą dzienniczek wędrówki, w którym dokumentował mijane miejscowości – było ich ponad 240. Na stronie tytułowej wypisane motto: „Duszę Bogu! Trud Ojczyźnie! Serce kobiecie! (Zosi)”. – Niektórzy bali się przybić pieczątkę w takiej książeczce, ale byli i tacy, którzy cieszyli się, zapraszali na obiad – wspomina pierwszą długą wędrówkę dr Leżak.

    Imperare sibi

    Historia pieszych pielgrzymek T.A. Leżaka zaczyna się w Przemyślu, gdzie się urodził, do którego wraca, który kocha. – W liceum byłem leserem – śmieje się pan doktor. – Ale przed maturą poszedłem z siostrą do sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej i obiecałem, że jeśli zdam maturę, to będę tam co roku na odpuście. No i 50 razy już byłem, a od tej pory naukę traktuję poważnie – dodaje. Ducha patriotycznego i religijnego wyniósł z domu. Jego wujek był profesorem historii, znał marszałka Piłsudskiego. To on zaszczepił siostrzeńcowi cześć dla przywódcy Polski Niepodległej. – Wielką lekcję dla siebie wyniosłem też z pierwszej lekcji łaciny. Nauczycielka wbiła nam do głów maksymę Seneki: Imperare sibi maximum imperium est („Panować nad sobą jest najwyższą władzą”) – podkreśla dr Leżak. Po pielgrzymce niepodległościowej wyruszył jeszcze w cztery długie, niemal miesięczne wędrówki przez całą Polskę. W 1987 roku szedł od Stankun na północno-wschodnim krańcu do Kopaczowa, gdzie zbiegają się granice polsko-czeska i niemiecka. 875 km w 28 dni. Wędrował wtedy w stulecie powstania języka esperanto, w hołdzie jego twórcy Ludwikowi Zamenhofowi, bo od lat młodzieńczych do dziś jest miłośnikiem języka i idei łączącej esperantystów. W 1993 r. przeszedł z Rysów na Hel (28 dni, 849 km) w 75. rocznicę odzyskania niepodległości w specjalnym hołdzie marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. – Marzyłem, że jak Polska odzyska wolność, to pójdę w taką pielgrzymkę – no i udało mi się doczekać – opowiada. W 1997 r. – w milenium śmierci św. Wojciecha – pielgrzymował od Levego Hradca, gdzie wybrano Wojciecha na biskupa Pragi, do Świętego Gaju pod Elblągiem, gdzie poniósł on męczeńską śmierć. 29 dni, 835 kilometrów. A w 1999 r. szedł dla papieża Jana Pawła II – od Osinowa Dolnego n. Odrą do granicy białoruskiej za Białowieżą. 800 kilometrów, 26 dni. – Nazywam te pielgrzymki romantyczno-patriotycznymi albo religijno-romantycznymi. Chodzi o rozumienie polskości i obowiązków wobec Ojczyzny, Boga i człowieka w duchu romantycznych ideałów – tłumaczy Tadeusz Adam Leżak. I dodaje, że nie działo się to kosztem rodziny: – Jako pracownik instytutu naukowo-badawczego miałem 42 dni urlopu, więc oczywiście najpierw spędzałem wakacje z rodziną, a potem wyruszałem w drogę sam.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół