• facebook
  • rss
  • Dom sióstr

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 05/2013

    dodane 31.01.2013 00:00

    Dzień Życia Konsekrowanego. – Chrystus wysyła nas do braci, a bracia z powrotem do Chrystusa – mówi s. Józefa franciszkanka misjonarka Maryi.

    Tutaj są najbiedniejsi z biednych. Ci, których prawo pozwala się pozbyć. Dziewczynki ze schorzeniami genetycznymi, ciężkimi upośledzeniami. My jesteśmy z nimi. Takie jest nasze franciszkańskie powołanie, nasza misja – mówi s. Józefa Wydra, franciszkanka misjonarka Maryi (w skrócie – FMM) ze wspólnoty pw. Trzech Króli w Kietrzu. Siostry od 1975 r. prowadzą tutaj Dom Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych intelektualnie oraz dorosłych niepełnosprawnych intelektualnie. Wspólnota w Kietrzu została założona w roku 1928, jako pierwsza placówka zgromadzenia na terenie ówczesnych Niemiec.

    Bracia najmniejsi

    Franciszkanki Misjonarki Maryi należą do wielkiej rodziny zakonów i zgromadzeń wyrosłych z ducha św. Franciszka z Asyżu. Jego nawrócenie zaczęło się od spotkania z trędowatym, w którym zobaczył Jezusa. Siostry z Kietrza spotykają Go codziennie w pięćdziesięciu dziewczynkach i kobietach zamieszkujących razem z nimi w DPS-ie. Klasztor mieści się na poddaszu budynku, w jego najstarszej części.

    Siostry są dniem i nocą na wyciągnięcie ręki dla mieszkanek domu. Z s. Józefą obchodzimy i objeżdżamy nowoczesnymi windami kolejne jego piętra i korytarze. Ładne, jasne, nowocześnie umeblowane pokoiki, kolorowe ściany. A przede wszystkim twarze mieszkanek, często zniekształcone przez chorobę, ale z gorącymi oczyma, które uważnie wpatrują się w gościa. Świetlice, sale, w których odbywają się zajęcia i rehabilitacja, a nawet lekcje – ponieważ w kietrzańskim DPS-ie jest Oddział Zamiejscowy Szkoły Specjalnej z Głubczyc. Oczywiście są to inne lekcje i inaczej mierzy się tu postęp w nauce. Z niektórymi podopiecznymi można nawiązać kontakt werbalny, z innymi nie. Kasia leży w łóżku od trzydziestu lat bezwładnie. Jest karmiona przez sondę, pielęgnowana, głaskana.– Ale kiedy włączymy jej nie tą muzykę albo radiostację, to daje znak, że jest niezadowolona – mówi s. Józefa. Z każdą dziewczynek i kobiet (mają od 8 do 50 lat) siostry i pracujące panie nawiązują kontakt inny, wewnętrzny, na poziomie uczuć i gestów. Czy trudno ten język poznać? – Nie. Po latach pracy to jest łatwe, naturalne – mówi s. Ewa, która prowadzi zajęcia plastyczne. Język miłości, tak to się nazywa.

    Misja w Kietrzu

    – Kontemplowany Chrystus wysyła nas do braci, a bracia wysyłają nas z powrotem do Chrystusa. Bez tego by się nie dało. Nie byłoby siły, żeby prowadzić takie życie – mówi s. Józefa. Siostry mają obowiązek i przywilej codziennej osobistej półgodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Odprawiają ją w swoim kościele, który nosi dość rzadkie wezwanie Trzech Króli. Kapelanem sióstr jest salezjanin. Księża salezjanie sprawują opiekę duszpasterską nad klasztorem od czasów powojennych. Ale siostry wraz z podopiecznymi również prowadzą swoje duszpasterstwo. Jeżdżą z przedstawieniami, z jasełkami, rozweselają innych. Siostry prowadzą rekolekcje m.in. w szkole w Raciborzu Markowicach czy dla grup Dzieci Maryi, jeżdżą na spotkania młodzieży na Górze Świętej Anny. Lista zajęć i zaangażowania sióstr franciszkanek ciągnie się przez dwie strony sprawozdania! Opieka nad kościołem, otoczeniem klasztoru, grobami sióstr i podopiecznych, rekolekcje dla mieszkanek i pracowników domu, animowanie nabożeństw – wypisuję zaledwie kilka z nich. Najstarsza z 12 sióstr, s. Zofia, liczy sobie 83 lata, niedawno obchodziła 60-lecie życia zakonnego i wciąż jest aktywną animatorką Rycerstwa Niepokalanej. – Wszystkie by nas jeszcze przeskoczyła – śmieje się s. Józefa Wydra, przełożona klasztoru i dyrektorka DPS. Franciszkanki Misjonarki Maryi założone przez bł. Helenę de Chappotin (M. Marię od Męki Pańskiej) to zgromadzenie typowo misyjne. Na całym świecie jest 6678 sióstr 81 narodowości, które pracują w 76 krajach świata. Najwięcej jest ich w Azji – żyje tam 2631 sióstr po ślubach wieczystych. – Jesteśmy misjonarkami wszędzie, nieważne gdzie się znajdujemy – podkreśla s. Józefa. Obecnie w klasztorze w Kietrzu mieszkają siostry, które pracowały już w innych krajach – m.in. w Meksyku, Nikaragui, Austrii, na Ukrainie. Kilka pracujących tutaj w ostatnich latach wyjechało do krajów misyjnych. Znajdują dom Nie da się oddzielić życia wspólnoty sióstr od życia mieszkanek domu. – Tylko dwójką dziewcząt systematycznie (średnio raz na dwa tygodnie) opiekują się rodziny, odwiedzają, zabierają do domu. Kilka rodzin zabiera swoje córki i siostry na święta czy na wakacje. Ale reszty nikt nie odwiedza. My jesteśmy ich rodziną, tworzymy dom – mówi s. Józefa. Najczęściej dziewczynki trafiają tu od razu z domów małego dziecka. Coraz częściej zdarza się, że rodziny zastępcze nie mogą sobie poradzić z opieką nad niepełnosprawnymi w stopniu ciężkim. Takie osoby także znajdują swój dom w Kietrzu. – Niektóre z mieszkanek trafiły do nas w takim stanie, że lekarze dawali im kilka do kilkunastu miesięcy życia. A żyją tutaj już kilkanaście lat. Lekarze mówią o nich, że są „poza medycyną” – mówi siostra dyrektor. To sprawa czułej opieki, otoczenia miłością i troskliwością przez panie i siostry, które tu pracują – nie ma wątpliwości franciszkanka.

    Ten pan będzie za to odpowiedzialny

    Mimo, że roczna różnica między dotacjami a kosztami utrzymania DPS sięga kilkuset tysięcy złotych, siostry ciągle przeprowadzają remonty domu, pokoi, instalacji i otoczenia. Pomyślnie przeszły procedury standaryzacji, jakie wymagane są od domów opieki. Wymieniły pokrycie dachu kościoła. – To wszystko dzięki naszym darczyńcom, którym jesteśmy ogromnie wdzięczne – podkreśla s. Józefa. Siostra dyrektor ma specjalnego pomocnika w tych wszystkich sprawach, swojego patrona św. Józefa. – Często go zatrudniam. Nieraz usłyszał ode mnie: skoro mnie masz, to się bierz do roboty – mówi siostra uśmiechając się. Kiedyś firma kamieniarska musiała szybko – żeby można było wykorzystać niespodziewaną dotację – wybrukować plac wokół domu. Tysiąc metrów kwadratowych w kilkanaście dni na przełomie listopada i grudnia. – Pogodę biorę na siebie. Ten pan będzie za to odpowiedzialny – powiedziała szefowi firmy siostra, wskazując na figurę św. Józefa. – Ale zaznaczyłam wykonawcom, że nie mogą zrobić nawet dnia przerwy. 6 grudnia skończyli brukowanie placu. 7 grudnia spadł śnieg – opowiada s. Józefa Wydra FMM.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół