• facebook
  • rss
  • Wolał parafię od profesury

    Karina Grytz-Jurkowska

    |

    Gość Opolski 10/2013

    dodane 07.03.2013 00:00

    Ludzie. Znany jest z zamiłowania do rowerowych eskapad, sportu i śpiewu. Emerytowany proboszcz z Ciska recytuje z pamięci wersy Biblii po hebrajsku, zna też grekę i ormiański.

    Wydarzeń z życia ks. radcy Pawła Nimptscha wystarczy do ubarwienia kilku życiorysów, scenarzysta też znalazłby w nim materiał na film. Zbliża się do 90 lat, a ciągle jest aktywny i ma pełne ręce roboty. Przed laty opisał historię wsi Cisek, teraz na tej samej maszynie spisuje dzieje parafii. Nadal jest sędzią diecezjalnym w Opolu i radcą duchowym w kozielskim dekanacie. Tłumaczy teksty, odprawia Msze po niemiecku w Cisku i w Koźlu. Do czytania nie potrzebuje okularów, łatwo odnajduje potrzebny tytuł spośród stosów dokumentów i książek wypełniających jego mieszkanie, a w bogatej bibliotece ma pozycje pisane po polsku, niemiecku, grecku, łaciną, a nawet pismem klinowym.

    Saper się nie myli

    Ksiądz Nimptsch pochodzi z Zabrza-Rokitnicy, urodził się 17.04.1926 r. Zdolny, pracowity, miał zostać inżynierem. Pół roku przed maturą o chłopaka upomniała się niemiecka armia. Kilkutygodniowe szkolenie i jako saper trafił na front. – Mówią, że saper myli się tylko raz, widać, że Boża Opatrzność czuwała nade mną– uśmiecha się ks. Nimptsch. W dniu dziewiętnastych urodzin trafił do radzieckiej niewoli. Wkrótce został wywieziony na Sybir.

    Miał pracować w fabryce czołgów, ale się rozchorował. – Na Syberii opiekowała się mną młoda lekarka, anioł stróż w kitlu. Przynosiła mi owoce, mięso, ryby, bym się wzmocnił, chroniła, jak mogła, a gdy jechała z chorymi aż do Moskwy, doglądała mnie w drodze. Dzięki niej żyję, choć przeżyłem tam straszne chwile – opowiada ks. Paweł Nimptsch. Trafił do NRD, a stamtąd sam musiał wrócić do domu. Udało się, choć powrót obfitował w różne perypetie i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Gdy wyjeżdżał, jego dom stał w Niemczech, po powrocie była tam już Polska. Jak stanął w progu domu, rodzice go nie poznali. Wojna odcisnęła swoje piętno na jego zdrowiu. Stracił dwunastnicę, a w jego głowie nadal tkwi odłamek pocisku. Na Wschodzie odmroził stopy tak, że nie ma w nich czucia. Nikt później mu nie wierzył, że nogi przymarzły mu do butów. Od tej pory chodzi wyłącznie w sandałach. A ze względu na układ pokarmowy lekarz zalecił mu… palenie papierosów.

    Cisek zamiast Lublina

    Tydzień po powrocie do domu na religii ówczesny proboszcz stwierdził: „Dobrze, żeś prziszoł, bydziesz się uczył na księdza”. I wysłał go do szkoły do Opola. Po pół roku zdał maturę i wstąpił do seminarium. Miał łatwość uczenia się i świetną pamięć. Opanował łacinę i angielski, za namową profesora poznał grekę i hebrajski, a dla siebie nawet pismo klinowe. Jego wiedzę doceniali wykładowcy, którym asystował, i koledzy, którym pomagał w nauce. Święcenia przyjął w 1954 roku. Ale choć przełożeni zachęcali go, by kontynuował naukę na KUL-u, on wolał iść na parafię. Tak trafił jako wikary do Bytomia, a stamtąd jako proboszcz do Cisku. Swoje umiejętności jednak wykorzystuje od lat, tłumacząc dokumenty z kurii, po pomoc przychodzą też inni, np. pasjonaci lokalnej historii. Doceniają go bardzo abp Alfons Nossol i obecny bp Andrzej Czaja. Prócz łaciny do mistrzostwa opanował dzwonienie dzwonkami liturgicznymi jeszcze według starej wrocławskiej szkoły. Dzięki temu np. służył do Mszy prymasowi na Górze św. Anny. Umiejętności te starał się przez lata przekazać swoim ministrantom. Dbałość o liturgię pozostała mu zresztą do dziś – Bogu trzeba poświęcić i czas, i uwagę. Pasja szperacza i miłośnika historii oraz znajomość języków obcych zaowocowała napisaniem monografii Cisku, wsi, w której spędził już ponad pół wieku. Obecnie ks. Nimptsch kończy publikację o historii parafii. Uśmiecha się, mówiąc, że potem zacznie spisywać swój życiorys.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Parafianin
      07.04.2013 20:42
      Witam,
      Co do naszego księdza to fakt dużo osiągnął, ale brakuje informacji na temat jak traktował ludzi w Cisku, jak obchodził się z uczennicami po lekcji religii, jak traktował uczniów przed przystąpieniem do pierwszej komuni św.
      Trzeba to niestety napisać, ale nasz ksiądz miał swoje za uszami, na niedzielnych kazaniach czasem gnoił parafian, wydzierał się do tego stopnia że ludzie pisali skargi do biskupa. Odpowiedź na skargi przychodziła automatycznie na nastepnych niedzielnych kazaniach: po co wy piszecie do biskupa skargi na mnie? Przecierz biskup i tak tego nie czyta, bo jak widzą pismo z parafi Cisek to wedruje list od razu do kosza.
      Puki trwały lekcje religi w salce za parafią to po każdej lekcji religi zostawała jedna uczennica w salce – w czasie lekcji religii była cały czas głaskana przez księdza, a co było później to nie wiadomo, bo czasem sie wchodziło na lekcję religi po poprzedniej klasie – ale do piero jak z poprzedniej klasy dziewczyna(przeważnie bardzo zaczerwioniona) zeszła na dól to ksiądz otworzł okno i dał znak żeby wchodzić. W pierwszej ławce to ksiądz wybierał sobie dziewczynz jakie siedziały obok niego – yawsze te u których już było widać piersi. Po każdej lekcji jedna musiała zostać.
      Jedna ze znajomych poskarżyła się w domu, że ksiądz jeździł jej czymś twardym po plecach – brak reakcji ze strony rodziców, bo dawniej ksiądz na wsi był jak sam Bóg. To wszstko trwało latami i nie mogę tego pojąć, że nasi rodzice byli tacy tępi i nic z tym nie zrobili – dziś jak by to moje dziecko było to bym to osobiście sprawdził i od razu samosąd na miejscu jest.
      Na szczęscie koniec lat 90-tych przeniesiono lekcje religi do szkoły i skonczyło sie pedofilstwo. Tam już ksiadz się bał prowadzić swoje gierki. Dziewczyny wkońcu odetchneły.
      Kolejny problem to nękanie uczniów przed przystąpieniem do pierwszej komuni Św.
      Nie było lekko zdać egzamin i grać księdza gierki. Do większości rodziców stres do samego końca, bo nikt tak naprawdę nie wiedział czy jego dziecko przstąpi do pierwszej komuni Św. – była też taka sytuacja w Cisku, że dziecko przychodzi w sobotę bez świecy do domu – znak że nie został dopuszczony do pierwszej komuni Św. – rodzice mieli już wszystko przygotowane i przey ten cały strec małżeństwo się pobiło z tego powodu.
      Rocznik 77 – 3 kolejnych nie zostaje dopuszczonych – w tym momencie się księdzu nie opłaca, bo pani x była bardzo stanowcza i wygadana. Wtargnęła na 5 minut do zachrzsti powiedziała, pogroziła i już troje dzieci mogło przystąpić do pierwszej komuni Św. – czy to było potrzebne???

      Takich sytuacji jest bardzo dużo, ale starsi ludzie nie chcą o tym gadać, albo udawają że o niczym nie słyszeli nie wiedzieli.
      Głównie przez naszego księdza przestałem chodzić do kościoła, ale nie przestałem wierzyć w Boga. Pan Bóg a kościół nie mają ze sobom nic wspólnego.
      Były parafianin gminy Cisek.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół