• facebook
  • rss
  • Numer 22601

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 18/2013

    dodane 02.05.2013 00:00

    Męczennik. Członkowie rodziny, a także parafianie ze Schodni czekają na beatyfikację swego krajana o. Piotra Gołąba SVD, który 70 lat temu zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau.

    Sługa Boży o. Piotr Gołąb, werbista, pochodzący ze Schodni k. Ozimka, jest w 2. grupie polskich męczenników z okresu II wojny światowej, których proces beatyfikacyjny obecnie toczy się w watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Proces wyniesienia na ołtarze 122 męczenników za wiarę, w tym 19 werbistów, rozpoczął się 17 września 2003 r. – W rodzinie czekamy na tę beatyfikację. Najstarsze pokolenie ma nadzieję, że dożyje tej chwili – mówi Ludwik Radziej, który podjął się zebrania rodzinnych zdjęć, dokumentów, opowieści, nie tylko o wuju Piotrze, ale również o pozostałych kapłanach, siostrach i braciach zakonnych z pokrewieństwa. Do Zgromadzenia Słowa Bożego przed o. Piotrem wstąpił jego straszy brat Karol, który zginął podczas I wojny światowej, a później także młodszy brat Ludwik, który pracował jako misjonarz w Chinach.

    W Zgromadzeniu Słowa Bożego

    Piotr Gołąb urodził się 18 stycznia 1888 r. jako trzecie z ośmiorga dzieci Agnieszki i Pawła Gołąbów. Przyuczał się do zawodu stolarza, ale w wieku 16 lat przerwał naukę fachu, wybierając gimnazjum werbistów w Nysie. Po egzaminach wstąpił do Zgromadzenia Słowa Bożego. Naukę kontynuował i formację zakonną podjął w St Gabriel w Austrii. Święcenia kapłańskie przyjął 1 października 1915 r. Po I wojnie światowej studiował filologię polską i slawistykę w Poznaniu. Naukowo interesował się dialektyką. Od jesieni 1924 r. pracował w Górnej Grupie, jako wychowawca, nauczyciel, później jako dyrektor szkoły, a także jako magister nowicjatu. Z czasem został również redaktorem m.in. miesięcznika „Nasz Misjonarz”. Wraz z wybuchem II wojny światowej, dom w Górnej Grupie został zajęty przez hitlerowców. Rozpoczął się ciężki czas internowania, który zakończył się wywiezieniem duchownych do obozów koncentracyjnych.

    Pełen pasji i talentów

    Wuj Piotr w rodzinnych wspomnieniach zapisał się jako osoba bardzo wszechstronna. Jako wychowawca w Niższym Seminarium Misyjnym Księży Werbistów w Górnej Grupie był zarówno sportowcem, turystą, harcerzem, jak i muzykantem, grającym na każdym instrumencie, który brał do ręki. Jako dyrektor, o. Piotr wspierał swoich wychowanków, ale był też dla nich wymagający. Ponadto lubił fotografować czy zasiąść przy krótkofalówce. – Był językoznawcą, ale nie miał trudności z fizyką, chemią czy matematyką, które również wykładał – dopowiada Ludwik Radziej. Ojciec pana Ludwika, Józef Radziej, siostrzeniec sługi Bożego o. Piotra Gołąba, w latach przedwojennych uczył się w Górnej Grupie pod okiem swego wuja. O. Piotr miał ogromną wiedzę z różnych dziedzin, nieraz nazywany był „chodzącym słownikiem”. Nie stronił od wesołego towarzystwa, żartów i śpiewów. Do jego umiłowanych nabożeństw należały Różaniec i Droga Krzyżowa. „W opinii znających go osobiście, o. Piotr charakteryzował się ogromną sumiennością i naturalną dobrocią. Zwykle do wszystkiego był solidnie przygotowany” – pisze ks. Jan Bejnar, proboszcz parafii Matki Bożej Różańcowej w Schodni, gdzie od 20 lat odprawiane są Msze św. w intencji o. Piotra w rocznicę jego śmierci, początkowo o spokój duszy, obecnie o dar beatyfikacji.

    Służył innym do końca

    Ojciec Piotr Gołąb SVD do obozu koncentracyjnego w Dachau trafił 14 grudnia 1940 r. Nadano mu numer 22601. Już wtedy, na skutek nieludzkiego traktowania w hitlerowskich obozach w Sztutowie i w Sachsenhausen k. Berlina, gdzie przebywał od lutego 1940 r., jego ciało było jedną wielką, owrzodzoną raną. W posiadaniu rodziny o. Gołąba jest rękopis sporządzony przez o. Józefa Prodlika SVD, w którym opisuje on codzienność życia w obozie, a także postawę sługi Bożego o. Piotra. „Nawet w obozie ukradkiem rozjaśniała się jego twarz. W przykrych zaś okolicznościach potrafił zachować takt i umiar. Jeżeli się czasem zdarzyło, że kogoś obraził, jak mu się zdawało, wieczorem serdecznie i pokornie przepraszał. Z życia obozowego ani jeden szczegół nie jest znany, żeby był sprawił przykrość kolegom. (…) Wszystkim i wszędzie ustępował miejsca, pomagał przy czyszczeniu szafek i łóżek, przy myciu naczyń. Pamiętam, jak mnie już prawie umierającego przez 2 dni odprowadzał z pola, choć sam ledwo nogami poruszał, i gdy inni już tylko czekali na moją ostatnią godzinę” – relacjonuje o. Prodlik, podkreślając, że w ciężkich warunkach obozowych takie zachowanie oznaczało więcej niż cnotę – oznaczało bohaterstwo.

    Męczennik za wiarę

    Wiele przekazów mówi o tym, że władze obozowe szczególnie prześladowały kapłanów. Okrutne praktyki biegów czy marszów wojskowych, zanurzanie w lodowatej wodzie, nagłe rewizje, zastraszanie, bicie, kopanie, bardzo skąpe racje żywnościowe – to wszystko trwało kilka, a nawet kilkanaście tygodni, jako czas próby dla nowicjuszy w obozie. Później nieludzkie ćwiczenia zastępowano pracą. „Widziałeś 52-letniego ks. Piotra przy noszeniu cegły na odległość półtora kilometra, przenoszeniu bloków cementowych lub worków, ładowaniu węgla lub piasku, zdzieraniu darniny, napychaniu sienników, transportowaniu łóżek. Zawsze pod nadzorem i groźbą” – opisuje o. Prodlik. Organizm o. Piotra, przez pierwsze lata był silny, jednak po dotkliwym pobiciu przez izbowego Ignaca Rohnera za plamę na menażce sługa Boży dostał zapalenia mózgu. Sił już nie odzyskał, a gdy także żołądek przestał przyjmować pokarmy, nie potrafił już o własnych siłach chodzić na plac apelowy. W szpitalu obozowym stwierdzono u niego katar żołądka. Leczenia nie podjęto. Ważył jedynie 37 kg, ale mimo skrajnego wycieńczenia pamięć go nie zawodziła, orientował się biegle w kanonach kościelnych, wspominał wydarzenia z lat wolności. Gdy do choroby żołądka doszło jeszcze zapalenie płuc, śmierć przyszła szybko. Zmarł 26 maja 1943 r. Jego zwłoki spalono w obozowym krematorium, a do domu, do matki Agnieszki przesłano akt zgonu.

    Śladami wuja Piotra

    Rodzina o. Piotra Gołąba pielęgnuje pamięć o swym przodku. By lepiej poznać jego życie, organizują rodzinne pielgrzymki, połączone z rekolekcjami. Pięć lat temu wraz z niemałą grupą parafian ze Schodni byli w Pieniężnie na uroczystym zakończeniu diecezjalnego etapu procesu beatyfikacyjnego. Trzy lata temu wyruszyli do Nysy, gdzie o. Piotr uczył się z niższym seminarium werbistowskim. W tym miesiącu pojadą do Sankt Gabriel pod Wiedniem, gdzie sługa Boży studiował, a także przyjął święcenia kapłańskie. W przyszłości chcieliby również rodzinnie nawiedzić Dachau. Tam, w baraku nr 30, po którym pozostał tylko symboliczny kontur i kamień z numerem, więziony był ich wuj. Mówią wprost, że odczuwają opiekę o. Piotra. Modlą się o jego beatyfikację. Ludwik Radziej od 15 lat z tą intencją pielgrzymuje pieszo na Jasną Gorę. – Każdego dnia modlę się o dar beatyfikacji – podkreśla również Krystyna Wycisk, mieszkająca w rodzinnym domu Gołąbów, w którym na świat przyszedł o. Piotr. – Czasem z niepokojem zastanawiam się, jak to będzie, gdy ogłoszą beatyfikację wuja i w naszym domu, który przecież nie jest izbą pamięci, zaczną pojawiać się pielgrzymki – mówi pani Krystyna, dodając po chwili z ufnością, że wuj Piotr na pewno jakoś poukłada te sprawy. Mieszkańcy Schodni i okolicznych parafii wiele już słyszeli o ojcu Piotrze, bo jest on pierwszym kandydatem na ołtarze pochodzącym z ozimeckich stron. W kościele parafialnym znajduje się tablica pamiątkowa ufundowana przez członków rodziny. W przyszłości, po beatyfikacji, której wszyscy wyczekują, będzie również kaplica jemu poświęcona. – Jesteśmy przekonani, że oręduje za naszą wspólnotą parafialną. Niezmiernie znaczący jest fakt, że pozwolenie na budowę naszego kościoła, w mrocznych czasach komunistycznych, wydano 26 maja 1979 r., dokładnie w 36. rocznicę męczeńskiej śmierci o. Piotra – podkreśla ks. Bejnar we wstępie do opracowania poświęconego słudze Bożemu, które przygotował Ludwik Radziej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół