• facebook
  • rss
  • Diakon ze ślubną obrączką

    Anna Kwaśnicka

    |

    Gość Opolski 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    Kościół. Żonaci mężczyźni, którzy otrzymali święcenia diakonatu, są nie po to, by zastępować kapłanów, ale by im pomagać.

    W diecezji opolskiej pierwszymi diakonami stałymi zostali Czesław Cebulla z Dąbrowy, Ryszard Kłoś z Polskiej Nowej Wsi i Rudolf Syga z Otmuchowa. Są mężami i ojcami, dwaj również dziadkami. Dotychczas w Kościele opolskim, tak jak w większości diecezji w Polsce, święcenia diakonatu otrzymywali tylko klerycy przygotowujący się do kapłaństwa. Niemniej diakonat stały to nie nowość, ale powrót do korzeni. W historii Kościoła pierwszych diakonów ustanowili sami apostołowie, o czym czytamy w Dziejach Apostolskich. Diakonat stały jako trwały stopień hierarchiczny został przywrócony po Soborze Watykańskim II, natomiast Konferencja Episkopatu Polski wprowadziła go w naszym kraju w 2001 r.

    Żyjemy Kościołem

    – Kościołowi się nie odmawia – mówi z przekonaniem diakon Ryszard Kłoś z Polskiej Nowej Wsi. Jak sam podkreśla, wydawało się, że gdy przejdzie na emeryturę, będzie spokojnie zajmował się domem i ogrodem. Droga okazała się inna.

    – Pytanie, czy zgodzę się podjąć przygotowanie do przyjęcia święceń diakonatu, usłyszałem gdy ks. proboszcz Stanisław Wąsik zaprosił mnie na plebanię na rozmowę z ks. infułatem Helmutem Sobeczką. Nie odpowiedziałem od razu. Miałem obawy, czy nie jestem za stary, czy podołam nowym zadaniom – mówi, uzupełniając, że nie chodziło o przedkładanie własnej wygody ponad głos Kościoła, ale o mierzenie sił. Po czasie podjął decyzję. Zgodził się, jego żona Maria również wyraziła zgodę, więc mógł rozpocząć 2-letni czas formacji. – Czułem pewność, że to nie jest sprawa wymuszona. W rodzinie zawsze żyliśmy Kościołem – podkreśla. Ukończył studia na kierunku energetyka, życie zawodowe związał z Elektrownią Opole. Początkowo mieszkał z żoną i synami na jednym z opolskich blokowisk. Z czasem podjęli decyzję o przeprowadzce do Polskiej Nowej Wsi. – Rodzinie potrzebne jest gniazdo, do którego dzieci mogą powracać – wyjaśnia. Studia teologiczne ukończył w Opolu na filii KUL-u. – Zachęcił mnie wikary z parafii katedralnej, do której wówczas należeliśmy. Nie myślałem o pracy w katechezie, ale chciałem ubogacić siebie pod względem humanistycznym – opowiada.

    Droga spod chóru do ołtarza

    – Jeżeli mam iść za Chrystusem, a powinienem, to wszelkie moje indywidualne potrzeby zostają na boku – mówi wprost diakon Rudolf Syga z Otmuchowa. – W młodości nieraz słyszałem opinię: „będziesz księdzem”, ale we mnie nigdy nie pojawiła się myśl o kapłaństwie. Chodziłem do kościoła, jednak najlepiej czułem się z tyłu, pod chórem. Ukończyłem studia ekonomicznie, zaangażowałem się w pracę zawodową, życie rodzinne. Pierwszy krok spod chóru w stronę ołtarza postawiłem, gdy zachorował najmłodszy syn. Zacząłem się więcej modlić, powierzyłem go Matce Bożej Nieustającej Pomocy – wspomina, dopowiadając, że dziś syn przygotowuje się do kapłaństwa w diecezji Bamberg w Niemczech i w tym roku przyjmie święcenia diakonatu. – Jeden z kolejnych kroków ku ołtarzowi zrobiłem, gdy ks. proboszcz Emil Ojczyk zadzwonił z pytaniem, czy chciałbym zostać nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. To był pierwszy głos wzywający mnie do posługi w Kościele. Zgodziłem się bez zastrzeżeń – opowiada. Po kilku latach na jednym z corocznych dni skupienia usłyszał, że żonaci mężczyźni mogą zostać diakonami. – Poczułem, że to mógłbym być ja. Ale kiedy się zgłosiłem, okazało się, że potrzebne są ukończone studia teologiczne. Zawstydziłem się wtedy i pomyślałem, że to nie moja droga – wspomina. Po czasie kwestia diakonatu powróciła za sprawą proboszcza z Otmuchowa, który panu Rudolfowi, wtedy już emerytowi, powiedział: „Idź na studia teologiczne do Opola, będziesz pierwszym diakonem”. Zdecydował się. Studia ukończył w 2009 r., ale w kwestii przygotowań do diakonatu znów pojawił się okres ciszy. – Wtedy sam z siebie zrobiłem jeden krok, przedstawiłem się nowemu biskupowi opolskiemu. Przyjął mnie po ojcowsku, ale nie powiedział ani „tak”, ani „nie”. W 2011 r. otrzymałem wezwanie, by zgłosić się na dwuletnią formację – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół