• facebook
  • rss
  • Choinka

    Andrzej Kerner

    dodane 21.12.2013 23:45

    Choinkę już kupiłem, co obwieszczam nie bez poczucia satysfakcji, na którą solidnie zapracowałem.

    Nie zawsze wybór choinki jest dla głowy rodziny zadaniem łatwym, a w moim przypadku zawsze, co rok, jest to zadanie karkołomnie trudne i niebezpieczne. Żonę, która jest głównym recenzentem moich wyborów, oczywiście mam kochaną i nadmiernie dla mnie dobrą, ale – cokolwiek by dobrego o mojej połowicy nie powiedzieć - to przede wszystkim jest artystka.

    Spróbujcie dogodzić artystce w dziedzinie wyboru choinki! Cha, cha, cha, pusty śmiech mnie ogarnia! Spośród wielu zadań niewykonalnych dla męża artystki, samotny i na własną odpowiedzialność dokonywany dobór choinki jest zadaniem niewykonalnym w stopniu przerażającym. Wynika to z dość oczywistego skądinąd faktu, że po prostu nie ma jeszcze takiej choinki na świecie, która sprostałaby wszystkim wymaganiom artystycznych dusz żeńskich. Kształt całości, kolor igieł, proporcja szpica do reszty, długość pieńka wchodzącego w  donicę, lepkość żywicy, ostrość igieł, zwiewność gałązek oraz ich wzajemne relacje – to tylko zagadnienia zasadnicze, jakie należy wziąć pod uwagę podczas wstępnej selekcji drzewek bożonarodzeniowych. Potem dochodzą rzecz jasna kryteria inne, których opis z braku czasu zmuszony jestem tu pominąć.

    Trwogi, jaka mnie ogarnia w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia na myśl, że nadeszła pora zakupu, nie umiem porównać z żadnym innym lękiem, stresem, czynnikiem depresyjnym. To jest przerażenie w najczystszej postaci i aż dziwię się, że żadnego horroru jeszcze na ten temat nie nakręcono.

    Podsumowując: zakup dokonany, szok doznany. Moja miła żona dzisiaj, w trakcie konsultacji telefonicznych, powiedziała, że przecież, że ostatecznie, że to nie tak ważne, że to tylko symbol  i że ważne, żeby jakieś drzewko było. Sam zachodzę w głowę i pytam: co się stało?!

    Kiedy szczęśliwy wracałem do domu ze świerkiem w bagażniku, śmignęła gdzieś obok myśl: co by się stało, gdybyśmy -  katolicy w Polsce -  zamiast choinek kupili parę gałązek jedliny?  A pieniądze przeznaczone na drzewko wysłali na pomoc setkom tysięcy dzieci uchodźców z Syrii zamarzającym pod namiotami obozów w Libanie, Jordanii i Turcji, gdzie panuje zimno nie widziane tam od dziesiątków lat. Ale tą myśl odpędziłem od siebie natychmiast. Tradycja ciepłych rodzinnych świąt – rzecz święta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół