• facebook
  • rss
  • Czy wysłałeś kartkę z wakacji?

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:00

    Pony Express przemknął przez kozielski rynek w stronę Opavy.

    Podobno dwa lata temu na świecie codziennie wysyłano 89 miliardów samych tylko e-maili służbowych. Za dwa lata mają ich być 143 miliardy. Cóż przeciwko tej liczbie poradzi drobna Marta Zdziebłowska-Sołtys, która przysiadła na murku otaczającym fontannę w kozielskim rynku i wypisuje sześć kartek pocztowych? Za chwilę wyekspediuje je w sześć różnych miejsc Europy i Polski za pośrednictwem Pony Express. Legendarna poczta konna Stanów Zjednoczonych, a ściślej – jej europejska edycja –po 150 latach po raz czternasty przewiozła listy z Polski do różnych zakątków naszego kontynentu. W tym roku liderem grupy gońców pocztowych w czerwonych koszulach, żółtych bandanach pod szyją i kowbojskich kapeluszach jest Alfred „Gonzo” Glomb, który zaznacza, że pocztowcy konni nie mogą mieć przy sobie broni palnej, a najwyżej nóż.

    Wyjaśnienie jest jak najbardziej na miejscu, bo „Gonzo” bez charakteryzacji spokojnie odnalazłby się na planie filmowym każdego westernu, niekoniecznie w charakterze anioła pokoju. Rekonstrukcję legendarnej poczty konnej w Polsce zawdzięczamy gospodarstwu Western Ranch w Większycach k. Kędzierzyna-Koźla. To oni 14 lat temu podjęli się organizacji, wytyczyli szlak z Większyc do Opavy, gdzie po jeździe, którą rozpoczną o 2 w nocy, przekażą karty pocztowe czeskim gońcom. – Zbudowaliśmy nawet dyliżans dla Pony Express – mówi Karol Kőnig z Western Ranch, który stempluje specjalne pocztówki okolicznościowymi pieczęciami. Jego wnuczęta Julia i Florian wrzucają je do drewnianej skrzynki pocztowej. Florian i Julia będą towarzyszyć gońcom konnej poczty w ich nocnej drodze do Czech i na samą myśl o tym śmieją im się oczy. Cieszy się też Wiktoria, która z babcią Krystyną Ryszką przyjechała do Koźla, by nadać kartkę do cioci w Holandii.

    – Wiktoria ma bzika na punkcie koni, najchętniej by z konia nie schodziła – śmieje się babcia. Inne dzieci też podchodzą do zwierząt, które choć nieświadome swojego komunikacyjnego posłannictwa, zachowują odpowiedzialny spokój urzędnika państwowego. Wdzięk koni, stukot ich kopyt, metaliczny dźwięk obręczy kół dyliżansu na kozielskim bruku, harde spojrzenie „Gonza”, urok amazonek z naszytymi na koszulach herbami Pony Express, piękna pieczęć z pędzącym koniem – tego nie ma w załączniku żaden e-mail na świecie. – Kartka pocztowa to jest materialna rzecz. Zbieram te, które są do mnie zaadresowane, mają swoją pieczątkę, znaczek i przeszły swoją drogę. Mają swoją historię. Natomiast e-mail? Korzystam dużo z internetu, ale nie lubię pisać e-maili. Wydaje mi się, że na kartce łatwiej się rozpisać, napisać coś od siebie. E-mail nie ma tej duszy – mówi Marta Zdziebłowska-Sołtys. Nie mam złudzeń: romantyczny Pony Express nie zwycięży zalewu bilionów e-maili. Ale jest przypomnieniem świata realnego, pięknego, budzi za nim co najmniej tęsknotę i wytrąca choć na moment z nieznośnej lekkości cyberegzystencji. Nie, Poczta Polska SA nie sponsorowała tego tekstu. Nie w jej obronie piszę. Chciałbym natomiast obronić resztki prawdziwego, niewirtualnego świata w sobie. Może dla ocalenia duszy trzeba zacząć od wysyłania zwykłych pocztówek?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół