• facebook
  • rss
  • Potrzebna jest żałoba

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 44/2014

    dodane 30.10.2014 00:00

    Nie ma słowa określającego matkę, która utraciła dziecko. Ale problem jest.

    Rodzice, których dziecko zmarło w czasie ciąży, nie oczekują pocieszania, ale nie chcą też zaprzeczania temu, co się stało. Nie oczekują prób nadawania tej śmierci sensu, szukania jej wyjaśnień czy pozytywnych stron. – Bardzo często się zdarza, że ludzie mówią: „A może tak miało być” albo: „Przecież masz inne dziecko”, „Jesteś młoda, wszystko przed tobą”. Tak nie można! – apeluje Olga Komarnicka-Jędrzejewska z Fundacji „By Dalej Iść”, która prowadzi doradztwo psychologiczne i interwencje kryzysowe dla rodzin po stracie dziecka.

    Jej emocjonalne wystąpienie zrobiło spore wrażenie na uczestnikach ogólnopolskiej konferencji „Bezdzietność jako problem współczesnego świata. Styl życia – niepłodność – adopcja” zorganizowanej w Kamieniu Śląskim przez Instytut Nauk o Rodzinie oraz Instytut Psychologii UO, Instytut Pedagogiki UWr oraz warszawską Wyższą Szkołę Pedagogiczną im. Janusza Korczaka.

    Brak słowa

    – W Polsce rocznie jest 40 tys. poronień samoistnych, około 2 tys. martwych urodzeń, umiera 2,5 tys. dzieci mających do jednego roku życia – wymienia dr Małgorzata Kazimierczak, wykładowca z Zakładu Profilaktyki Chorób Kobiecych i Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zauważa przy tym, że sprawa utraty dziecka w okresie perinatalnym (okołoporodowym), tj. w czasie ciąży, porodu, połogu i okresie niemowlęctwa została dostrzeżona jako problem społeczny dopiero w latach 70. XX wieku. W Polsce prawnie wyznaczoną cezurą między poronieniem a martwym urodzeniem jest koniec 22. tygodnia ciąży. – Obecnie dzięki testom ciążowym czy USG bardzo wcześnie rozwija się więź matki z dzieckiem. Po stracie dziecka zaczyna się u matki faza szoku. Niestety w tym czasie najczęściej znajduje się ona w szpitalu i zajmują się nią praktycznie jedynie pracownicy medyczni. A jakiekolwiek błędy w tym okresie rzutują na proces żałoby – mówi dr Kazimierczak. W języku polskim nie ma słowa określającego matkę, która utraciła dziecko. – To tak, jakby w ogóle nie istniały. Spotykamy się z bagatelizowaniem cierpienia matek, z przedmiotowym traktowaniem pacjentek z poronieniem. Nie dostrzega się konieczności rytuałów, które są niezbędne do przeżycia żałoby po dziecku – zauważa M. Kazimierczak.

    Nic się nie stało?

    Olga Komarnicka-Jędrzejewska krytycznie ocenia społeczne podejście do matek, które ronią dziecko w czasie ciąży. – Taka kobieta generalnie jest nieakceptowana. Społeczeństwo, rodzina, lekarze mówią: „Jakie dziecko? Przecież to był płód, to nic nie było”. Niestety służby medyczne traktują poronione dziecko jako odpad medyczny, kobiety podczas czyszczenia macicy słyszą: „Przecież nic się nie stało”. Ale skoro walczymy o uznanie, że dziecko od samego zapłodnienia jest człowiekiem, to dlaczego w 5. czy 8. tygodniu ciąży uważamy, że nic się nie stało? W 5. tygodniu dziecko ma już zawiązaną twarz, tworzy się tkanka chrzęstna, są zalążki narządów zewnętrznych i wewnętrznych. Więc jak to „nic się nie stało”? – pyta, przypominając, że ok. 15 proc. ciąż kończy się poronieniem. Olga Komarnicka-Jędrzejewska podkreśla, że dla kobiet, które urodziły martwe dziecko, niezwykle ważne jest zachowanie pamiątki po nim. – Ona nigdy nie usłyszy jego płaczu. Chodzi o to, by ktoś z personelu zrobił zdjęcie dziecka albo odcisk stópki, zachował kosmyk włosów. To jest niezwykle potrzebne dla przeżycia żałoby – podkreśla psycholog z Fundacji „By Dalej Iść”. Dodaje, że skutkiem poronień czy martwych urodzeń mogą być depresje, załamane więzi rodzinne i przyjacielskie, samookaleczenia, nawet próby samobójcze.

    Cierpienie jest dla człowieka

    – Są trzy warunki prawidłowego przeżycia żałoby: uznanie faktu, że ktoś umarł, pożegnanie i uruchomienie grupy wsparcia. Niestety, badane przez nas kobiety po stracie dziecka jako niewystarczające oceniają zarówno reakcje personelu medycznego, jak i wsparcie kapłanów – zauważa dr Kazimierczak. Z kolei Monika Guzewicz z KUL zwraca uwagę na to, że po stracie cierpi nie tylko matka. – Ojcowie najczęściej tłumaczą sobie, że to była wada genetyczna, i obwiniają siebie. Trudno ich z tego myślenia wybić – relacjonuje M. Guzewicz. Nieco optymizmu wnoszą badania prof. Alicji Kalus i Ewy Kiełek-Rataj z Instytutu Nauk o Rodzinie UO, które wykazały, że w grupie młodych dorosłych rodzice po stracie dziecka mogą liczyć na większe wsparcie niż „zwykli” rodzice i są wyżej oceniani na skali troskliwości, dostrzegana jest także ich trudna sytuacja psychiczna (stres, osamotnienie, nerwowość). – Ważne jest ustalenie, na jakim etapie po stracie dziecka jest kobieta. Bo gdybym była matką po stracie i przeczytała o depresjach, próbach samobójczych etc., to mogłabym mieć wtórne poczucie winy: może niegodnie przeżywam śmierć dziecka? Tymczasem zmiany, kolejne etapy żałoby jednak pozwalają żyć. Przecież te kobiety żyją wśród nas, radzą sobie. Trzeba też światełka nadziei, że cierpienie jest dla człowieka, że cierpienie może nas wzbogacić – puentuje prof. Kalus.

    Fundacja „By Dalej Iść”

    Konsultacje psychologiczne, interwencje: Częstochowa, Wrocław: 516 015 162, Olga Komarnicka-Jędrzejewska Katowice: 662 066 100, 694 429 177, Natalia Biskupska

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół