• facebook
  • rss
  • Pierwsza zbroja z pieca

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 48/2014

    dodane 27.11.2014 00:00

    Robert Stefanowski zaryzykował przetworzenie pasji w zawód.


    Na podwórzu kamienicy przy ul. Ks. Londzina w Raciborzu z odnalezieniem warsztatu Roberta Stefanowskiego nie ma większych problemów. Z daleka dochodzą odgłosy kucia metalu. Płatnerz na rozgrzanym palenisku trzyma kawałek żelaza i miarowo w niego uderza. W dwupokojowym warsztacie na półkach pełno szyszaków, hełmów, przyłbic, elementów napierśników, karwaszy, nabiodrków i innych części zbroi. Na środku jednego z pomieszczeń stoi manekin, taki jak krawiecki, tyle że odziany w żupan. To na nim Robert Stefanowski przymierza elementy zbroi, które „szyje” tutaj od 7 lat.


    Rozkaz wojskowy błogosławieństwem


    – W wojsku trafiłem do pracowni metaloplastycznej. Miałem odpowiednie wykształcenie i zdolności plastyczne, ale trochę było w tym przypadku– mówi raciborski płatnerz. Przypadek polegał na tym, że po dwóch miesiącach wstępnego szkolenia w jednostce piechoty górskiej w Nysie miał trafić do rodzinnego Wielunia, jednak przyszedł rozkaz: do Wrocławia. – To okazało się błogosławieństwem, bo miało wpływ na całe moje życie – mówi. W pracowni wojskowej zajmował się trawieniem metali i tam rozbudził w sobie pasję do płatnerstwa.
Po wyjściu do cywila związał się z Opolskim Bractwem Rycerskim, a podczas jednego z turniejów rycerskich w Byczynie poznał swoją żonę Patrycję, nauczycielkę języka niemieckiego.
Kiedy przeprowadzili się do Raciborza, postanowił zaryzykować. – Znajomi i żona zachęcali mnie, żebym otworzył pracownię płatnerską. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Na początku nie było łatwo, bo to branża bardzo niszowa, ale z czasem pozyskałem klientów, poszerzyłem znajomości. Teraz można z tego wyżyć. Dobrze, że pasją żony też jest rycerstwo, dzięki temu dobrze się rozumiemy – opowiada R. Stefanowski, który jest koronnym dowodem na to, że pasję i zdolności można przekształcić w zawód. A w tym wypadku także w... miłość i rodzinę.


    Komu zbroję?


    Repliki zbroi husarskich, perskich, hełmy i szyszaki różnego typu, broń biała i bogato zdobione tarcze znajdują amatorów głównie wśród historycznych grup rekonstrukcyjnych i kolekcjonerów. Zamówienie przychodzą także od muzealników. – Pierwszą zbroję wykonałem z blachy ze starego szamotowego pieca. Wycinałem ją przecinakiem, kształtowałem na drewnianym pieńku, szlifowałem ręcznie, czyli tak, jak dawniej się to robiło – mówi płatnerz. Do swoich najważniejszych i jednocześnie najtrudniejszych dokonań zalicza repliki zbroi paradnych lorda Clifforda, Stefana Batorego i sir Jamesa, nad którą obecnie pracuje. Ciekawostka: jeszcze nikt nie myślał o współpracy wojskowej w ramach NATO, a zbroję dla Stefana Batorego już w XVI wieku robił płatnerz niemiecki.
Praca nad zbroją ozdobną, złoconą, inkrustowaną, repusowaną czy szmelcowaną na niebiesko trwa nawet rok. – Mimo że mamy więcej wygodnych narzędzi, nie jesteśmy w stanie uzyskać takiej perfekcji jak płatnerze sprzed kilku wieków – przyznaje pan Stefanowski. Specjalizuje się w zbrojach husarskich. – Są wyjątkowo piękne. A Polacy z całego świata obdarzają je wielkim sentymentem ze względu na legendę niezwyciężonej husarii. Zdarzają się zamówienia z zagranicy – mówi. Swoje wyroby prezentuje podczas warsztatów rzemiosł średniowiecznych, rekonstrukcji bitew, zwłaszcza pod Grunwaldem czy w czasie „Muzeobrania” – imprezy organizowanej przez muzeum w Świątnikach Górnych, które były dawniej wielkim i sławnym ośrodkiem płatnerstwa.


    Cięższą podajcie mi zbroję!


    Współczesna replika zbroi waży od 20 do 30 kilogramów, w zależności od grubości blachy – 1 czy 1,5 milimetra. – Dawniej nie hartowano blachy, bo niehartowana lepiej amortyzowała uderzenie – tłumaczy Robert Stefanowski. Najtrudniejsze do wykonania są napierśniki, rękawice, które mają wiele drobnych elementów ruchomych oraz hełmy. Ale i tak nie zawsze obronią przed siłą ciosu przeciwnika podczas rekonstrukcji bitew. – Po Grunwaldzie czasem zdarzały się wstrząsy mózgu, złamania rąk czy palców. Teraz bractwa rycerskie odchodzą od bardzo kontaktowej, siłowej rywalizacji na rzecz punktacji – opowiada płatnerz z Raciborza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół