• facebook
  • rss
  • Zobaczyć niewidzialne

    dodane 26.02.2015 00:00

    Kieślowski pokazał prawdziwych ludzi i momenty, w których spadają z nich maski.

    Ja nie chodzę do kościoła, nie używam słowa „Bóg”. Ale można nie wątpić, nie używając słów. Człowiek jest wolny, może wybierać... – ten urywek „Dekalogu 8” rozpoczął spotkanie z ks. prof. Markiem Lisem, teologiem i filmoznawcą, promujące książkę „Kieślowki czyta Dekalog” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Opolu.

    Publikacja jest pokłosiem sympozjum pod takim tytułem, które odbyło się w grudniu 2013 r. na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Opolskiego. Wzbogacono ją o rozmowę z Krzysztofem Zanussim, producentem filmów i przyjacielem Kieślowskiego, zarejestrowaną podczas spotkania na Jasnej Górze.
Przy tej okazji ks. prof. Lis opowiadał o pomyśle na ten cykl, jego powstawaniu, niezwykle dopracowanej w szczegółach konstrukcji, ale też o związkach reżysera z Opolszczyzną. To w parafii w Głubczycach nieżyjący już, późniejszy biskup Antoni Adamiuk udzielał mu I Komunii św. – Mówił sam po latach, że z Bogiem ma dobre relacje, choć wobec Kościoła był krytyczny. Ale jest wiele momentów, które świadczą o jego bardzo uczciwych zmaganiach, poszukiwaniu odpowiedzi – mówił o reżyserze ks. prof. Lis. – W kolejnych częściach „Dekalogu” Kieślowski nie boi się stawiać pytań, ale nie daje widzowi gotowych odpowiedzi. Dzięki temu ten cykl nadal zachowuje aktualność, oddziałuje na widza. To są pytania nie teologiczne, ale ogólnoludzkie, społeczne: o człowieka, karę śmierci, wojnę, wewnętrzną uczciwość, uwikłania w różne sytuacje... W „Dekalogu 8” po raz pierwszy właściwie stawia problem zagłady Żydów, współodpowiedzialności Polaków.
Filmoznawca kierował też uwagę słuchaczy na detale – pszczołę w środku zimy, adres mieszkania, gdzie dzieje się akcja, pod którym był faktycznie ruchu oporu, oraz na świetną rolę Artura Barcisia w kolejnych częściach. – On jest w „Dekalogu” reprezentantem porządku nadprzyrodzonego. Przeważnie widzimy go tylko przez moment, jego spojrzenie w kluczowych chwilach. W jednej części siedzi przy płonącym ognisku przez tydzień. Oglądając film po raz kolejny, uświadomiłem sobie, że on się nie rusza stamtąd, nie dokłada do ogniska, a ono wciąż płonie. W kluczowej scenie zdaje się, że go nie ma. Ale po uważnym obejrzeniu, w rogu ekranu, dosłownie przez kilka klatek, widać skrawek jego kożucha. Ten film jest pełen symboliki – podsumował.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół