• facebook
  • rss
  • Poezja szkłem pisana

    ks. Tomasz Horak

    |

    Gość Opolski 48/2015

    dodane 26.11.2015 00:00

    Pogranicze. Panie Piotrze, pan jest czarodziejem! Uśmiechnął się, ale nie zaprzeczył.

    Mała, z jednym gazowym piecem i kilkoma pracownikami, huta szkła w Mnichovie. To Vrbno pod Pradědem, z Głuchołaz niecałe pół godziny samochodem. Trudno nadążyć z robieniem zdjęć, do tego zdumienie, jak z kilku wielkich kropli stopionego szkła powstaje spory kielich. Płynność ruchów, koordynacja czynności obu pracowników (tu musi być duet), a z nieokreślonych kształtów wyłania się dostrzegalna forma. Czarę ozdabia szklana dekoracja, nóżka kielicha ubrana zostaje delikatną spiralą – też szklaną...

    „Ja to měřim srdcem”

    Przy tych kroplach nakładanych na czarę kielicha pytam o kąt rozmieszczenia na obwodzie: „Siedemdziesiąt dwa stopnie?”. Petr odpowiada: „Ne vím, ja to měřim srdcem” – „Nie wiem, ja to mierzę sercem”. Jasne. Narzędzia są tylko przedłużeniem rąk – kąty, długości, ilość szkła nie mogą być odmierzane. Materiał zbyt szybko stygnie. To jest po prostu artyzm, to jest pisana szkłem poezja. „Pane Petr, vy jste kouzelník!” – mówię. „Panie Piotrze, pan jest czarodziejem!”

    Uśmiechnął się, ale nie zaprzeczył. Mnichov to teraz część vrbneńskiej „aglomeracji”. Osada zwana kiedyś Einsiedel powstała przy handlowej drodze bursztynowej ze Znojma na południu Moraw do Wrocławia na Śląsku. Przebiegała tędy granica biskupstw: ołomunieckiego i wrocławskiego. Sięgamy czasów sprzed roku 1250. W tym okresie powstało w tej części Śląska wiele miejscowości. Była to tak zwana pierwsza fala kolonizacji płynącej z Saksonii i Frankonii. A nad Czarną Opawą (i nie tylko tam) wydobywano złoto. Okolice były kuszące. Był czas, gdy cesarz austriacki i książę biskup wrocławski mocno się szarpali o ten bogaty, a do dziś przepiękny kawałek ziemi. W Einsiedel, czyli w Mnichovie, wyrabiano także szkło. Jego jakość była znana i ceniona. Początek huty szkła sięga roku 1632 – wtedy to zaczyna się pisać o „śląskim szkle”. Pozwolenie na tę działalność dał wrocławski biskup Karol Ferdynand Waza, zwany „polskim księciem”. A otrzymał je szklarz Eliasz Wilhelm z Nysy. Na sześć lat, ze stosownymi przywilejami i obwarowaniami. Ponad sto lat później powstała szlifiernia szkła, asortyment produkcji znacząco się wtedy poszerzył. Historia nie była łaskawa, wojny pruskie podzieliły region, a ludzi zubożyły. Ale z czasem we Vrbnie powstała huta szkła już przemysłowa – przetrwała do niedawna. Ostatnie przemiany ekonomiczne ją dobiły. Tradycje jednak zostały. I ludzie zostali.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół