• facebook
  • rss
  • …żem pozwolił sobie na fantazję

    Andrzej Kerner

    |

    Gość Opolski 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Rzucił prawo na rzecz malarstwa. O tym, jak chłopak z Wróblina został wybitnym malarzem i dlaczego obchodzimy jego rok.

    W liczących 449 stron dziennikach Jana Cybisa porusza mnie fragment o prześladującym go śnie: „Dom taki sam, tylko że w skali pałacu, duży i zamożny. Ojciec mija mnie. Ja zwracam się do niego: Tata, pocałuj się ze mną. Ojciec mówi do mnie: Gniewam się na ciebie. Ale w tej samej chwili przedstawia mnie jakiejś pani, z pewnym ojcowskim zadowoleniem, po niemiecku. (…) ostatnio opowiadałem ten sen wobec głupców i rozbeczałem się”. Tak pisze Cybis już na progu swojej starości. Patrzę na zdjęcie z roku prawdopodobnie 1901. Przed drzwiami domu we Wróblinie (dzisiaj dom nr 58 przy ul. Głównej) rodzina Cibisów: Alois, Jan na kolanach ojca, również Jana, Robert na kolanach mamy Marii i Agnes. Mama umrze w roku 1904. Alois zostanie lekarzem. Agnes, zwana Nyszką, zostanie z mężem we Wróblinie. Robert zginie w czasie I wojny światowej we Flandrii, jego imię i nazwisko wraz z 15 innymi mieszkańcami Wróblina zostanie uwiecznione na pomniku stojącym niemal naprzeciwko domu Cybisów. Ojciec Jan weźmie sobie drugą żonę – będzie miał z nią pięć córek: Annę, Marię, Walburgę, Franciszkę i Magdalenę. Cztery z nich pozostaną niezamężne i będą mieszkały razem w domu rodzinnym, spoczną obok siebie na wróblińskim cmentarzu. Jan zostanie wielkim, sławnym malarzem.

    Wrocław, Kraków, Paryż, Warszawa

    Jan Cybis – wówczas Johannes Cibis – opuszcza dom rodzinny, mając 11 lat. Po zdobyciu matury w Królewskim Gimnazjum Katolickim w Głogowie wcielony do armii pruskiej dożywa końca wojny, a potem, spełniając wolę i marzenia ojca, zaczyna studiować prawo na uniwersytecie we Wrocławiu. Niedługo to trwa, ledwie kilka miesięcy. Od dziecka wykazuje talent oraz ochotę do rysunku i malarstwa. Artystyczna dusza. „Wstawałem o trzeciej rano, aby rozkoszować się porankami, słyszeć ostry świergot piskląt w ptasich gniazdach, obserwować pająki w ich sieciach pokrytych jeszcze rosą” – wspomina po latach. W gimnazjum dzięki Blochowi, nauczycielowi rysunku, malarstwo wciąga go na dobre. Zdaje egzamin konkursowy do wrocławskiej Akademii Sztuki i Rzemiosła Artystycznego. Po plebiscycie na Śląsku przenosi się na studia do Krakowa – choć nie umie wtedy pisać po polsku, a mówi raczej słabo. Przyjmuje polskie obywatelstwo, w dokumentach podpisuje się: Jan Cybis. „Kiedy wybierałem się w roku 1921 jak romantyczny wariat do Polski, ojciec mój dał mi ostatnie pieniądze – 500 marek niemieckich”. Studiuje u wielkich malarzy: Mehoffera, Pankiewicza. Klepie artystyczną biedę. Podczas jednego z pobytów w domu rodzinnym ojciec „ze wstydu przed ludźmi” kupuje mu dwa zestawy ubrań i płaszcz. Jan malarstwu oddaje się do szaleństwa. W grupie przyjaciół malarzy (m.in. Czapski, Nacht- -Samborski, Rudzka – wkrótce pierwsza żona Cybisa) wybierają się w 1924 roku na zwiedzanie muzeów do Paryża. Nazwali się Komitetem Paryskim (dlatego zyskali nazwę kapistów – od skrótu KP). „Mieliśmy pieniędzy na miesiąc – zostaliśmy dziesięć lat” – pisze Cybis. Inspirują go zwłaszcza francuscy postimpresjoniści, jak Paul Cézanne. Z zachwytem w swoich dziennikach wyraża się o Monecie, Utrillu. W latach trzydziestych wraca do Polski, rzuca się w wir życia artystycznego, zyskuje coraz większe uznanie. Pierwsze lata wojny spędza na Kresach, w Krzemieńcu, tam poznaje swoją drugą żonę – Helenę. W

     1943 roku wyjeżdżają do Warszawy, przeżywają powstanie, tracą dobytek, większość obrazów. Po wojnie Cybisa wybierają do zarządu Związku Polskich Artystów Plastyków (ZPAP), mianowany jest profesorem warszawskiej ASP. W czasach stalinowskich w sztuce panuje jednak socrealizm. Cybis nie ulega presji polityki na sztukę. Wylatuje z uczelni. Wraca dopiero po „odwilży” 1956. W tym też roku odnosi największy międzynarodowy sukces – otrzymuje nowojorską Nagrodę Guggenheima. Zostaje prezesem ZPAP. Na ASP pracuje do 1968 roku, maluje aż do śmierci w 1972. Za życie bezwarunkowo oddane twórczości płaci niekiedy wygórowaną cenę. „Obudziłem się w kompletnej depresji pod wrażeniem nieodwracalnej klęski życiowej i artystycznej” – notuje w roku 1964.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół