Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Muzeum na gaz

Jeszcze zanim w 1977 roku ugaszono (szampanem!) ostatni wózek koksu wyprodukowanego tradycyjną metodą w gazowni miejskiej w Paczkowie, jej ówczesny kierownik Adam Król myślał o utworzeniu tutaj skansenu gazowniczego.

Dziś jest to prawdopodobnie jedyna tak dobrze zachowana gazownia produkująca gaz dawnego typu na terenie Polski. Zachowały się jeszcze obiekty kilku starych gazowni na Dolnym Śląsku, ale popadają w ruinę – mówi Wojciech Kalfas, kustosz Muzeum Gazownictwa w Paczkowie.

Nim zakręcono kurek

Gazownie produkujące gaz świetlny (węglowy) zaczęto likwidować w latach 70. XX wieku, kiedy zbudowano sieć wysokoprężną dla gazu koksowniczego rozprowadzanego z wielkich koksowni. A ledwie 70 lat wcześniej gazownie były szczytem nowoczesności. W Paczkowie otwarto ją w sylwestra roku 1901. Jej zbiornik mieścił 600 metrów sześciennych gazu. W latach 30. w gaz zaopatrzonych było ok. 700 gospodarstw domowych w Paczkowie – niemal 85 procent ogółu gospodarstw. Używano go głównie do oświetlania ulic oraz w kuchenkach gazowych, ale także w lodówkach, minikominkach czy lampach domowych. Paczkowskie muzeum swoje istnienie i rozwój zawdzięcza Górnośląskiej Spółce Gazownictwa. Muzeum Gazownictwa, w którym nowoczesne metody ekspozycji zastosowano w odrestaurowanych urządzeniach starej gazowni, swój ostateczny kształt uzyskało w 2007 roku. – Myśl i dążenie do stworzenia muzeum to zasługa Zygmunta Piskozuba, długoletniego dyrektora Zakładu Gazowniczego w Opolu, jego zastępcy Mariana Dryi oraz Adama Króla, który do 2012 był tu kustoszem. To wizjonerzy, bo w czasach, kiedy decydowały się losy starej gazowni, jeszcze nikt nie myślał o coraz popularniejszej dziś turystyce industrialnej i rosnącym zainteresowaniu zabytkami techniki – mówi Wojciech Kalfas.

Funkcjonalne dzieła

Muzeum ma łączną powierzchnię ponad 1000 metrów kwadratowych, a eksponatów chyba podobną liczbę – samych zabytkowych liczników jest ok. 600! – To z pewnością nie jest ulubiona część wystawy, bo któż lubi liczniki gazu – śmieje się Wojciech Kalfas. W galerii liczników stworzonej w dawnym zbiorniku na gaz są m.in. popularne dawniej liczniki na żetony (dziś nazwalibyśmy jej pre-paidy), używane jeszcze w kilku krajach m.in. w Wielkiej Brytanii. W innych przestrzeniach wystawowych podziwiać można różne rodzaje kuchenek czy też piękne, o miedzianych korpusach i solidnych kurkach, podgrzewacze wody firm „Prof. Junkers” czy  „Vaillant”, czyli popularne dzisiejsze junkersy. Zero plastiku! Notabene – kto by pomyślał, że Johann Vaillant szukając znaku dla swojej firmy, chciał koniecznie zaznaczyć chrześcijańską inspirację? W tabliczce znamionowej jednego z piecyków z początku XX wieku jest zajączek wychodzący z jajka wielkanocnego. Dziś w logo firmy został zajączek. Widza zaintrygować mogą także np.: palarka kawy ze szkoły w Głogówku, duży magiel gazowy przekazany przez siostry Notre Dame z Głubczyc, pięknie zdobione piece grzewcze z kościoła MB Nieustającej Pomocy w Paczkowie czy stylowe lampy gazowe w saloniku, który spełnia funkcję sali konferencyjnej. Spore wrażenie – nawet estetyczne! – robi piecownia, czyli zestaw pieców retortowych, w których przerabiano węgiel na koks i gaz. Nawet pozostały w niektórych pomieszczeniach charakterystyczny zapach gazu ma swój urok.

Muzeum czynne jest od wtorku do soboty (9.00–17.00), telefonicznie można uzgodnić także inny termin.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma