Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Podpatrzone z konfesjonału

Nie trzeba ani przedszkolnej katechezy, ani księdza czy zakonnicy, by zaszczepić w dziecku początki modlitwy, wiary, religijnego obyczaju.

Lubię obserwować wydarzenia niedostrzegane w natłoku wielkich spraw. Co nie znaczy, że są one błahe albo mało ważne. Otóż podpatrzyłem z konfesjonału... Nie, o wyznaniu grzechów pisał nie będę. Podpatrzyłem w czasie rekolekcyjnej spowiedzi taką scenę. Przyszły do kościoła trzy panie. Mała wyglądała na trzy lata. Na dwadzieścia kilka wyglądała jej mama (to że mama wynikało z całego kontekstu). No i trzecia pani – bez wątpienia babcia. Starsze weszły do ławki. Najmłodsza kręciła się niezdecydowanie. Obie mamy uklękły, modlą się. Mała patrzy i... Najpierw na stojąco stara się złożyć rączki jak to widzi u mamy. Zadziera główkę, obserwuje. Potem, wciąż naśladując, klęka obok ławki i na bieżąco odwzorowuje postawę mamy, jej gesty, skłon głowy, spojrzenie ku ołtarzowi, nawet mała buzia coś tam „mówi”. Po jakimś czasie weszła do ławki – tu zaczął się problem, bo ławka ogromna, dziecko malutkie. Mama nachyliła się, przytuliła, coś tłumaczy. W końcu wzięła dziecko na kolana. Dziewczynka rezolutnie wzięła maminy modlitewnik i odtworzyła gesty, które kilka minut temu widziała. Potem za mamą przyszła do konfesjonału. Nawet mi się spoza ramienia mamy przedstawiła: „Emilka”.

Przed rokiem w czasie rekolekcji w innej parafii obserwowałem podobną scenę. Obie nadawały się do filmowania lub serii zdjęć. Nie miałem sprzętu i nie wypadało spowiednikowi przyjąć roli reportera. Ale obrazy w pamięci zostały. Komentarz do nich? Pewnie oczywisty, choć jakoś zapomniany. Mama to pierwsza i najważniejsza katechetka. No, nie tylko mama. Raczej trzeba by powiedzieć: rodzina. Bo gdzieś tam w tle jest i tato. Zresztą – podobne sceny z udziałem taty też obserwowałem. Tyle, że z naturalnych przyczyn w wieku kilku lat dziecko jest bliżej mamy. Z czasem powinno zacząć naśladować tatę. I nie trzeba ani przedszkolnej katechezy, ani księdza czy zakonnicy, by zaszczepić w dziecku początki modlitwy, wiary, religijnego obyczaju. A nade wszystko odczucia Obecności Kogoś, ku Komu wszystko jest skierowane. Nawet jeśli jeszcze nie padnie słowo „Bóg” ani imię „Jezus”. Tymczasem dzieci coraz mniej w kościele. Mówią o tym proboszczowie różnych parafii, z różnych okolic. Także z tych bardziej gorliwych. Wyraźnie urywa się pokoleniowe następstwo przekazu wiary i religijnego obyczaju. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w tak ostrym kształcie? Jak temu zapobiegać? Jak to następstwo odbudowywać? Te pytania rodzą lawinę kolejnych pytań, problemów, zagadek. Odpowiedź dana dzisiaj wydaje się i tak spóźniona. A i pytań stawiamy pewnie za mało.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Bebe
    24.02.2013 08:17
    Dlaczego? My nie chodziliśmy do naszej dawnej parafii (przeprowadziliśmy się) z dziećmi, bo proboszcz powiedział, żeby raczej je zostawiać w domu. Bo przeszkadzają, rozpraszają... Lepiej, "żeby rodzice się wymieniali". Nie wiem, ilu jest takich proboszczów, ale aż słów brak...
    doceń 2
  • Albion
    24.02.2013 21:46
    Oczywiście, bo to rodzice dają wiarę, a nie ksiądz na katechezie czy siostra, oni mogą dopomagać, ale źródło jest w rodzicach. wystarczy zobaczyć na Abrahama
    doceń 1
  • dotka
    25.02.2013 08:51
    Piękne opowieści. Ja nauczyłam się dobrze modlitw chyba gdy mój o dwa lata starszy brat uczył się w szkole na lekcji religii no i w domu zwłaszcza podczas jego przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Wcześniej nie pamiętam, mama była raczej zaabsorbowana pracą i domem a babci nie miałam ( jedna zmarła jak mama miała 14 lat a druga miała inne wnuki i zmarła gdy miałam 8 lat). Jednak Pan Bóg czuwał bo miałam koleżankę z bardzo religijnej rodziny i to dzięki przyjaźni z nią chodziłam do kościoła na nabożeństwa. Pamiętam jednak jak byłam z wizytą u mojego ojca chrzestnego i tam przyjechał jakiś znajomy ksiądz i zabrał nas ( najstarsze dzieci ok.10-13 letnie) na spacer i odmawialiśmy wtedy różaniec. Niestety ja właściwie nie wiedziałam jak się trzeba na nim modlić. Inna sprawa, że miałam bardzo ciężką wadę wymowy i krępowałam się mówić. Dziękuję Panu Bogu, że za moich czasów nie było odmawiania różańca w kościele przez podchodzące po kolei dzieci ;) Teraz mówię płynnie i potrafię każdego zagadać ale twierdzę, że odbijam sobie ten czas kiedy wstydziłam się i nie chciałam mówić ;)


    doceń 0
  • benita
    28.02.2013 10:44
    Bebe to prawda, sama się z tym spotkałam.Był czas że małej córeczki nie zabierałam do kościoła, bo "przeszkadzała" innym. Spotkałam się też z bardzo ostrą katechezą w czasie rekolekcji.Ksiądz krzyczał z ambony jak to "rozpuszczone" dzieci przeszkadzają i powinny zostawać w domu! Więc ma już chyba ksiądz odpowiedź czemu jest mniej maluchów w kościele.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma