Nowy numer 21/2018 Archiwum

Strach przed wojną

– Pod naszym dachem mamy mały Liban – opowiada s. Urszula Brzonkalik FMM.

Nie słucham żadnych wiadomości. Jedynym wiarygodnym źródłem informacji, a nie interpretacji, jest komórka. Wierzę tylko w to, co widzę na zdjęciach, które dostają moje podopieczne. Mamy u nas 8 dziewcząt z Aleppo – mówi o wojnie w Syrii s. Urszula Brzonkalik, franciszkanka misjonarka Maryi, która od 6 lat pracuje w stolicy Libanu – Bejrucie. Przedtem 9 lat pracowała w Egipcie i przez 2 lata uczyła się arabskiego w Damaszku. Zanim poszła do zakonu, ukończyła chemię na Uniwersytecie Opolskim. Korzystając z jej obecności w Polsce, przekazaliśmy ostatnią „transzę” pomocy dla mieszkańców syryjskiego Aleppo. Bo po zakończeniu akcji opolskiej Caritas i naszej redakcji wciąż wpływały pieniądze na konto „Syria”. – W naszym akademiku mamy 75 studentek. Mieszkam z nimi, jem, śpię, pracuję i modlę się z nimi. Dyskutujemy, czasem pocieszam, czasem pogonię do nauki. W Libanie jest 18 wyznań i bardzo pilnuję, żeby te 18 wyznań było pod naszym dachem. W jednym łóżku śpi sunnitka, w drugim szyitka. W jednym maronitka, a obok druzyjka.

Są dla siebie przyjaciółkami, pomagają sobie, żyją razem, uczą się, że bariery polityczne sztucznie dzielą ludzi. To jest dla nas bardzo ważna misja, ponieważ po wojnie w Libanie wśród ludzi są wielkie podziały polityczne. Przecież na koniec między sobą walczyli nawet chrześcijanie. Pamięć okrutnej wojny trwa. Siostry opowiadają o scenach, w które trudno uwierzyć, np. jak dzieci grały w piłkę głową zabitego Palestyńczyka – opowiada s. Urszula. – Libańczycy bardzo się boją, że wojna w Syrii rozprzestrzeni się na ich kraj. W Trypolisie, na północy, już trwają zamieszki i walki między różnymi frakcjami – podkreśla franciszkanka. – Wierzę w to, co o wojnie w Syrii mówią mi moje uczennice, których rodzice tam zostali. Na ulicach jest pełno Pakistańczyków i Somalijczyków. Jak ich zabiją, to nikt o ich ciała się nie upomina, ciała gniją na ulicy. Niedawno zbombardowano uniwersytet w Aleppo, bomba trafiła w salę, gdzie egzamin miała grupa, w której w ubiegłym roku studiowała jedna z moich dziewcząt. Gdyby wciąż studiowała w Aleppo, już by nie żyła. Więc te bomby spadają też w moim akademiku. Nie da się żyć dalej spokojnie, jakby nic się nie stało. Czym ich pocieszyć? Często nie wiem, co powiedzieć. Ale one same mówią: już nic nam nie zostało, tylko modlić się za rodziców, którzy zostali w Syrii. Jeśli Bóg nam nie pomoże, to kto? Mam nadzieję, że Bóg wyprowadzi w końcu dobro z tego chaosu, z tego Wielkiego Piątku, w którym znalazły się kraje Bliskiego Wschodu – mówi s. Urszula Brzonkalik.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma