Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dziedzictwo pod styropianem

Architektura. Co to jest opolski jamnik i po czym rozpoznać dom ewangelika? Opolska wieś kryje perełki budownictwa.

Na Zachodzie, np. we Francji są urocze wioski, gdzie podziwiamy domy z naturalnych materiałów i specyficzne elementy architektury. Chcąc pokazać stare ściany, odkuwa się tynki, by odsłonić kamień czy cegły. Obowiązuje tam zasada, że dom jest twój, ale jego wizerunek zewnętrzny to dobro publiczne. Bywa, że budynek stary z zewnątrz, wewnątrz jest nowoczesny, ze wszystkimi udogodnieniami. Na Opolszczyźnie są wsie liczące 750 lat i założenia pruskie, które mają po dwa wieki, o charakterystycznej, zwartej zabudowie. Mamy piękne i bogate zasoby miejscowe, tzw. endemiczne, które można pokazać. Należałoby je tylko utrzymać i się nimi chwalić. Większość jednak niszczeje albo znika pod warstwą ocieplenia.

Opolski jamnik

Śląsk Opolski pod względem architektonicznym jest bardzo różnorodny. Mieszkańcy do budowy domów i obejść używali materiałów, które mieli na miejscu. Przy lasach na północy powstawały więc budynki z drewna. Tam, gdzie były wapienie (powiat krapkowicki, opolski, kozielski, strzelecki), wykorzystywano kamień, a gdzie indziej cegłę, najczęściej wypalaną z okolicznej gliny.

Spotkać można też tzw. mur pruski (np. Goworowice, Zakrzów Turawski). Kształt obejścia zdradzał status i historię domu. Zwykle zabudowania tworzyły kształt litery U (tzw. zagrody frankońskie) lub L. Po jednej stronie budowano główne siedlisko, czyli statek, po drugiej np. spichlerz albo nieco mniejszy wycug – dom dla starzyków. Z przodu były budynki mieszkalne, dalej masztalnia dla koni, obora i budynki gospodarcze, haźle (ubikacje), gołębniki, z tyłu zaś domykała je stodoła, przez którą wyjeżdżało się na pole. Od frontu budynki łączyła zadaszona brama. Z przodu był ogród. Tędy gospodarze wyruszali wozem np. do miasta lub do kościoła w niedzielę. – Ten dom wybudowano w 1883 roku, datę widać w szczytowej ścianie. Przeważnie większe gospodarstwa były tak budowane, miały łuk bramny z drewna bądź murowany. Dziś we wsi został on już tylko u nas, syn nawet przybił tam ozdobną listwę, bo mu się to podoba, nie ma zamiaru tego niszczyć. Tylko brama została zmieniona z drewnianej na metalową – opowiada Ingeborga Polaczy z Dobieszowa (gm. Pawłowiczki). Są i tzw. wsie fryderycjańskie, założone ok. 200 lat temu, np. Niwki, Antoniów, Pokój. Tam domy są równe, ustawione szczytem do drogi, a na ich końcu prostopadle do nich są stodoły.

Bogactwo w detalach

Takie zabudowania nazywano opolskim jamnikiem, bo były długie i wąskie. Chałupnicy, czyli chłopi niemający ziemi budowali się częściej kalenicą (połacią dachu) do drogi. Od początku XVIII w. przepisy pruskie zakazywały budowy drewnianych budynków, narzucały też kształt i wielkość zabudowań. Domy były podobne, tworzyły określony porządek, harmonię. – Wizytówką domu były ściany szczytowe – gible, każdy był inny. Bogatsi robili sobie np. ozdobne dachy, zdobienia ścian, układali cegły w piękny, koronkowy wzór przy gzymsie lub oknach. Urodą wyróżniały się też domy mistrzów murarskich, bo to było świadectwo umiejętności. Teraz są proste tynki, pomalowane tylko na żółto, zielono, różowo, pozbawione już tej indywidualności – mówi prof. Elżbieta Wijas-Grocholska, etnograf. Część gospodarcza miała prostsze zdobienia bądź była ich pozbawiona. O zamożności świadczyła też stodoła. Im okazalsza, tym lepiej, stąd zdobienia na dachu spotyka się nie tylko na części mieszkalnej, ale także na stodołach, często są one na nich nawet piękniejsze. Dla XIX w. charakterystyczne są drzwi i okna w formie łuku. Można je było znaleźć też jako wzmocnienie w szczytowych ścianach stodół.

Znaki wiary

Te obszary były od wieków wielokulturowe i wieloreligijne. Mieszkali tu ewangelicy, katolicy, żydzi i inni. Idąc przez wieś można było zgadnąć, kto zamieszkuje dany dom. Często w bramach wjazdowych po stronie przeciwległej do furtki budowano kapliczkę z figurą lub obrazem świętego, a na ścianach szczytowych ozdobną cegłą formowano krzyż. – W ten sposób ludzie się określali, podkreślali swoją wiarę, tożsamość. To była mała społeczność, tolerująca się nawzajem. Do tej pory w wielu miejscowościach są dwa kościoły – katolicki i ewangelicki, często obok nich była też synagoga – tłumaczy regionalistka. Gdy część Niemców wyjeżdżała po ostatniej wojnie, zabierali figury świętych. Przyjeżdżający tu repatrianci robili podobnie i umieszczali w istniejących kaplicach i kościołach swoich patronów. – Ludzie chronili się przed nieszczęściami i złem przy pomocy różnych symboli, np. krzyża. Taką funkcję pełniły też kapliczki w bramie. Ewangelicy wstawiali tam np. anioły bądź symbole ewangelistów na słupach – lwy, orły itp. Katolicy mieli w kapliczkach bramnych figury lub obrazy Matki Bożej i świętych. Najczęściej byli to święci Florian, Józef, Roch czy patron głowy rodziny – opisuje prof. Wijas-Grocholska. Wyznanie wiary trafiało też na dachy. Z barwnych dachówek układano napis „Gott mit uns” (Bóg z nami) lub „Mit Gott” (z Bogiem). W 1946 r. władze polskie nakazały rozbierać takie połacie. By tego uniknąć, mieszkańcy zniekształcali napisy, by były one nieczytelne. – Mamy taki napis na dachu. Po wojnie ojciec faktycznie musiał go częściowo zamalować – potwierdza Weronika Kaleta z Górek k. Opola. Niestety coraz częściej zdarza się, że gospodarze postanawiają skuć wszystkie te ozdoby, np. by ocieplić dom styropianem. Wyjątkami są osoby, które remontując postanawiają np. zachować niezmienioną ścianę szczytową (np. budynek przy ul. Wiejskiej w Opolu), zdobienia na ścianach lub dachach czy budując nowy obiekt nawiązać stylem do poprzedniego. – Ten dom wybudował mój pradziadek. Dachówka, ułożona w ciekawy wzór została 5 lat temu zdjęta, oczyszczona i ułożona jak poprzednio. Został też zachowany układ budynków, ale obiekty gospodarskie zostały przerobione na garaże i warsztat samochodowy – tłumaczy Arkadiusz Romanowski z Opola.

Stare jest piękne

– Tego, co zostało zniszczone, już nie da się odtworzyć. Co gorsza, czasem pośrodku jednorodnych domów ktoś stawia jakiś nieproporcjonalnie wielki budynek, o krzykliwym kolorze elewacji lub dachu. To niszczy ład i tworzy chaos – mówi z żalem prof. Wijas-Grocholska. Nie ma ogólnych przepisów zobowiązujących do budowy z zachowaniem ładu przestrzennego. Rzadko określa je miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. W innych wypadkach pozostaje liczyć na rozsądek i poczucie estetyki mieszkańców. Warto, zmieniając funkcję dawnych obejść, zachować detale, zdobienia, kolor pokrycia dachowego czy łukowaty kształt okien i drzwi. Niektóre budynki są pod opieką konserwatorską, stąd przy przebudowie czy remontach trzeba podporządkować się określonym wymogom. Problemem przy ich spełnieniu bywają pieniądze. Jeśli w domu mieszka np. dwoje staruszków, to nie mają oni ani sił, ani środków na jego utrzymanie i konserwację. Takie obiekty opuszczone po śmierci właścicieli w szybkim tempie popadają w ruinę. W Dobrosławicach za kapliczką widać charakterystyczną zagrodę frankońską, która powoli niszczeje. – Tu było jedno z największych gospodarstw we wsi. Po lewej jest główny dom – tzw. statek. W 1923 r. wybudowano wycug. Niestety od lat 90. nikt tu nie mieszka, mieszkańcy zmarli bezpotomnie. Budynki niszczeją, bo nie mają uregulowanej sytuacji prawnej – opowiadają mieszkający po sąsiedzku Józef Niewienda z synem Dawidem. – Mamy bogate dziedzictwo architektoniczne, warto powalczyć, by je zachować. Jest pozytywna tendencja wśród młodych, którzy zaczynają to doceniać i chronić. Czasem wystarczy jedna osoba, która wydobędzie z takiego starego budynku jego urodę, by inni poszli jej śladem – podsumowuje opolska etnograf. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama