Nowy numer 43/2020 Archiwum

Święci Wołynia

Hubert Kampa, ikonopis z Dąbrówki Łubniańskiej został zaproszony na plener poświęcony ikonom.

Artyści z Polski i Ukrainy spotkali się w ukraińskim Zamłyniu na III Międzynarodowym Plenerze Ikonopisów na Wołyniu, organizowanym m.in. przez Akademię Sztuk Pięknych we Lwowie, Związek Artystów Plastyków Wołynia, Konsulat Generalny RP w Łucku. – Byłem bardzo zaskoczony, kiedy otrzymałem zaproszenie. To dla mnie wielkie wyróżnienie i zaszczyt. Opolszczyzna nie ma mocnych więzi z ikoną, a na Ukrainie znalazłem się w świecie, który ikonografią żyje na co dzień – podkreśla Hubert Kampa.

Dwutygodniowy plener, który odbył się w Międzynarodowym Centrum Ekumenicznej Integracji w Zamłyniu, założonym przez Religijną Misję „Caritas-Spes” diecezji łuckiej Kościoła rzymskokatolickiego, zgromadził w jednym miejscu osoby, które poprzez sztukę sakralną budowały mosty ponad polsko-ukraińską granicą. – To był czas nawiązywania znajomości, wymiany doświadczeń. Ja dzieliłem się m.in. umiejętnościami złotniczymi. Wiele osób chciało dowiedzieć się, jak wykonuję złocenia – opowiada Hubert Kampa. Tematem tegorocznego spotkania ikonopisów, nad którym czuwał prof. Roman Vasylyk, byli święci Wołynia, dlatego w czasie pleneru powstawały ikony z ich wizerunkami. – Wybrałem Teodozjusza Pieczerskiego, świętego prawosławnego, a także św. Andrzeja Bobolę, polskiego świętego, który zginął śmiercią męczeńską z rąk Kozaków. Do pierwszej ikony znalazłem stary podlinnik, natomiast ikonę św. Andrzeja Boboli tworzyłem sam – mówi ikonograf z Dąbrówki Łubniańskiej. Obie ikony Huberta Kampy, wraz z pozostałymi, które w czasie pleneru napisali inni artyści, stworzą wystawę, która będzie odwiedzać polskie i ukraińskie miasta. Pierwsza jej odsłona już wkrótce w Lubomlu, później we wrześniu we Lwowie. – W czasie pleneru, obserwując twórczość Sergiya Radkiewicha, rozmawiając z nim, zafascynowałem się współczesną interpretacją ikony, do której wcześniej podchodziłem z dystansem. Sergiy, nie łamiąc kanonów, odnajduje nowe wizerunki. Nie kopiuje ikon, ale interpretuje je na nowo przy zachowaniu zasad plastyki. On przenosi ikonę do współczesności – wyjaśnia Hubert Kampa. – Myślę, że po plenerze w Zamłyniu moje ikony znów się zmienią. Tak było po powrocie z Rzymu, tak też było po pobycie w Ziemi Świętej. Przez długi czas kopiowałem ikony, ale chcę odnaleźć swoją formę. Oczywiście, nie odchodząc od zasad – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama