Nowy numer 44/2020 Archiwum

Poszła do Berdyczowa

Serdeczność i gościnność ludzi na Wołyniu każą Leokadii Okos ciągle tam powracać.

Urzekli mnie tam ludzie. Ich serca. Mam tam bardzo dużo bliskich znajomych. Chociaż mam pochodzenie niemieckie i 90 procent rodziny mieszka w Niemczech, czuję ducha wschodu. Kiedy proszą mnie, żebym coś po polsku zaśpiewała, śpiewając, widzę w ich oczach łzy – jest to dla mnie niesamowite przeżycie. Spacerując po Równem z moją przyjaciółką Andżeliką, spotkałam miejscowego poetę, bardzo biednego człowieka. Kiedy usłyszał, jak mówię po polsku, to się rozpłakał. Dawno tak czystej polszczyzny nie słyszał, tłumaczył mi te łzy – opowiada Leokadia Okos, prezes Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Górażdże (SRWG), która w tym roku już dwukrotnie odwiedziła Ukrainę. Od trzech lat jeździ tam – zwłaszcza na Wołyń – kilka razy w roku. Początkiem była próba rozpoczęcia wymiany między szkołami w Górażdżach i Równem. Nie tylko udało się nawiązać kontakty międzyszkolne (są one trójstronne – bo włącza się również szkoła z Falkensee k. Berlina), ale także przyjacielskie. Leokadia Okos pokazuje mi setki zdjęć z osobami, które zna po imieniu, opowiada o ich życiu. Jednym z najważniejszych ludzi, z którymi nawiązała więzi, jest proboszcz z Równego ks. Władysław Czajka. Dzięki współpracy SRWG z opolskim Towarzystwem Polonia – Kresy oraz zaprzyjaźnionymi organizacjami Leokadia Okos zawozi na Ukrainę dary rzeczowe: odzież, pościel, firanki, podręczniki do j. polskiego, zeszyty, środki chemiczne etc. Ale o tym opowiada bardzo mało, więcej o ludziach, o nieodzyskanych i niszczejących kościołach albo o kościołach pięknie odrestaurowanych ogromnym wysiłkiem, w których odżywa życie parafialne wspólnot katolickich.

– Ludzie tam są niezwykle gościnni, za wszystko dziękują, potrafią oddać ostatnią rzecz, którą mają – podkreśla. Pani Leokadia właśnie wróciła z Ukrainy, pełna wrażeń z pieszej pielgrzymki, w której uczestniczyła w 400-osobowej grupie katolików z różnych parafii do sanktuarium Matki Bożej Berdyczowskiej. Ponieważ z zawodu jest pielęgniarką, pełniła w czasie 6 dni drogi służbę medyczną. A podczas uroczystości wieńczących pielgrzymkę – została także jej oficjalnym fotoreporterem. – Ludzie na wioskach po drodze witali nas płatkami kwiatów rzucanymi pod nasze stopy, tortami, chlebem, kompotem, ciepłym mlekiem od krowy – wspomina Leokadia Okos.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama