Nowy numer 49/2020 Archiwum

Popołudnie misjonarzy

Logika jest prosta. Znaleziono trupa koło twej chałupy – jesteś winny i ciebie należy ukarać.

Jak nic nie zrobimy, będzie masakra

„Po drodze dopytujemy się. Na początku, jeszcze dość daleko od miejsca napadu ludzie w miarę jasno mówią, że słyszeli strzały. Patrzymy na siebie z Mirkiem – to nic dobrego nie zapowiada. Szanse na znalezienia go żywego zmalały do minimum. Im bliżej punktu 0” tym ludzie bardziej nabierali wody w usta. Bali się. Tu logika jest prosta. Znaleziono trupa koło twej chałupy – jesteś winny i ciebie należy ukarać. W jednej wiosce kobiety mówią: nic nie widziały, nic nie słyszały. Wymówka klasyczna – właśnie wróciły z pola. Chwilę później doszła inna i mówi, że trzeba nam powiedzieć prawdę: były strzały, trochę dalej, na górce, koło przepustu wodnego. Inne kobiety od razu ją zrugały w ich języku, że farbę puściła, ale ona była zdecydowana. Jedziemy dalej, rozglądając się po okolicznym buszu uważnie. Oczywiście w malutkiej osadce najbliższej wskazanego punktu nikt nic nie widział i nie słyszał. Cały czas się wahamy: jechać dalej czy wracać. Jedziemy do kolejnej wioski, zobaczyć katechistę. Mirek jest już zdecydowany: trzeba koniecznie zorganizować spotkanie wszystkich ugrupowań i prefekta, bo jak nic nie zrobimy, to będzie „masakra”. Gdy dojechaliśmy do wioski, przywitała nas antybalaka. Siadamy. Początkowo atmosfera jest niezręczna. Zapytaliśmy o tego muzułmanina: oni też nic nie widzieli i nie słyszeli…” – kontynuuje brat Michalik.

Jest. Dwie kule

Wracamy. W pobliżu punktu 0 ktoś nas zatrzymuje. Wskazuje miejsce, gdzie leży ciało, ale z nami nie pójdzie. Boi się zemsty ducha zmarłego. Idziemy. Szukamy. Czas płynie, jesteśmy cali brudni, a ciała nie znajdujemy. Nagle przejeżdżający rowerzysta wskazuje nam miejsce. Jest. Dwie kule: jedna w ramię, druga w głowę. Klasyczna egzekucja. Mrówki, muchy itp. już się nim zajęły. Do suzuki się nie zmieści, szty- wny już jest. Przyjechać większym samochodem z imamami? Z żołnierzami? Z żandarmerią? Mirek decyduje, że zrobimy to sami. Będzie szybciej i przede wszystkim – nie zdradzimy miejsca. Ludzie, którzy żyją w pobliżu, nie będą represjonowani. Od sióstr z Beninga pożyczamy większy samochód, nosze i bierzemy dwóch ludzi do pomocy. Wracamy po ciało. W osadach  w pobliżu punktu 0 tym razem oczywiście ni żywej duszy. Już przy zwłokach jeden z dwójki pomocników mówi do zabitego, żeby się nie gniewał na nich, bo przyszli zaprowadzić go do swoich itp. Z Mirkiem odmawiamy krótkie »Wieczny odpoczynek«. Kładziemy go na noszach i wracamy. Boimy się, jak muzułmanie nas przyjmą. W Beninga przesiadam się do suzuki, a Mirek jedzie dalej już sam. W końcu wszystko było mniej więcej OK” – pisze br. Piotr Michalik.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama