Nowy numer 44/2020 Archiwum

Na początek Pantokrator

Ikony. Zaczynali w wakacje 2012 roku. Wtedy ich pracownią był parafialny garaż, tam na deskach do krojenia chleba pisali swoje pierwsze ikony.

Z takich początków w kluczborskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa rozwinęła się szkółka ikonopisarska Theotokos School. Spełnione marzenie – Od pewnego czasu rodziło się moim sercu pragnienie pisania ikon – opowiada Małgorzata Duda. – Szukałam w internecie możliwości udziału w kursie, niemniej na żaden się nie zdecydowałam. Dopiero ks. Tomasz Szczeciński, który był w naszej parafii na praktyce diakońskiej, zasugerował mi, że nasz wikary ks. Stanisław Zioła interesuje się ikonopisarstwem – mówi. Już następnego dnia podeszła w tej sprawie do wikarego. I choć decyzja od razu nie zapadła, w wakacje ruszył pierwszy kurs. Uczestniczyło w nim kilka osób, w tym oprócz pani Małgorzaty także Jacek Nakonieczny. – Ponad 20 lat temu ks. Dariusz Klejnowski-Różycki, który był wtedy klerykiem w seminarium, na rekolekcjach potrafił godzinami opowiadać o ikonach. O ich pięknie, o tym, że są obrazem modlitwy piszącego, o tym, że nie są zwykłymi obrazami – wspomina Jacek Nakonieczny. – To był mój pierwszy kontakt z ikoną, która odtąd towarzyszyła mi przez całe życie w postaci marzenia – podkreśla.

– Byłem antytalentem plastycznym, dlatego kupowałem obrazki i naklejałem je na deski. Takie imitacje ikony pojawiały się w moim domu, ale marzenie o kursie ikonopisarskim wciąż było żywe. Gdy zawiązała się w naszej parafii wspólnota Odnowy w Duchu Świętym, okazało się, że jest w naszym gronie więcej osób, które chciałyby pisać ikony. Wtedy pojawił się ks. Stanisław i zaprosił nas na kurs – wspomina Jacek, dodając, że warto mieć marzenia.

Chętnych coraz więcej

– W seminarium, gdy byłem na pierwszym roku, ks. Dariusz Klejnowski-Różycki zainicjował kurs ikonopisarski. Na początku było to w wolnym czasie, z czasem zajęcia te stały się fakultetem – wyjaśnia ks. Stanisław Zioła, który stworzył szkółkę ikonopisarską w parafii NSPJ w Kluczborku i w lutym 2013 roku zaproponował parafianom drugi kurs. W jego prowadzeniu pomagała mu m.in. Małgorzata Duda, która uczestniczyła już w kilku warsztatach ikonopisarskich i dla której ikona stała się istotną częścią życia. Na zaproszenie odpowiedziało ok. 40 osób, również spoza Kluczborka. Pracowali w auli pod kościołem, każdy otrzymał deskę, na której miała powstać ikona Chrystusa Patokratora. – Trzeba zacząć od podstaw, od obrazu Jezusa Chrystusa w sobie, później na ikonie. Drugą ikoną powinna być Matka Boża i dopiero później święci i błogosławieni – tłumaczy ks. S. Zioła. – Sceptycznie podszedłem do ogłoszenia o kursie pisania ikon – zaznacza Marek Zalwert. – Zajęcia miały odbywać się w soboty, a ja w co drugą pracuję. Jednak usłyszane zaproszenie nie dawało mi spokoju. Pomyślałem, że skoro lubię prace ręczne, to ze stroną techniczną sobie poradzę. Ale z malowaniem? Przecież ja tylko ściany maluję – żartuje. – Powiedziałem sobie, że na pewno na kursie mi pomogą. I tak się stało. Ks. Stanisław nieraz prowadził moją rękę, a Małgosia podpowiadała. Ikonę piszę w intencji mojej żony – wyjaśnia.

Praca nad ikoną jest modlitwą

Nie tylko pan Marek zarzeka się, że na kurs przyszedł pomimo braku zdolności plastycznych. Podobnie mówią inni. No, może poza Marią Kubas, która ukończyła liceum plastyczne, a od kilkunastu lat malowała kopie obrazów. – Ale w tych obrazach czegoś mi brakowało. Dopiero w ikonach odnalazłam głębię. Gdy piszę ikonę, to jakbym budowała linię telefoniczną do Pana Boga – mówi Maria Kubas, która od lat szukała możliwości spotkania z ikoną. – Wiem, że jestem dopiero u początku drogi. Nie powiem, że potrafię pisać, ale czuję, że spełnia się moje pragnienie – przyznaje. Zdarzają się sytuacje, że coś nie wychodzi. Ale jak podkreśla pani Małgorzata, wtedy trzeba od ikony na pewien czas odejść, by pomodlić się, podjąć post, wyspowiadać się. – Nie można jej pisać bez prowadzenia życia duchowego. Ikona będzie bałwochwalstwem, jeżeli człowiek, który ją pisze, nie wyznaje wiary Kościoła, nie jednoczy się z Bogiem przez modlitwę, nie żyje życiem sakramentalnym – wyjaśnia ks. Stanisław Zioła. – Mamy piękny „Rytuał”, w nim odpowiednie modlitwy, które poprzedzają każdą czynność przy ikonie. Modląc się, wchodzę w inny świat – opowiada Eleonora Burdzy. Ważna jest również intencja, w której ikona jest pisana. – Kiedyś przez tydzień nie potrafiłem oszlifować deski na ikonę Świętej Rodziny, którą pisałem w intencji pewnego małżeństwa. Przyszła mi myśl, by do nich zadzwonić i zapytać się, czy potrzebują modlitwy. Nie zrobiłem tego. Dopiero po pewnym czasie zapytałem i dowiedziałem się od nich, że kiedy ikona się rodziła, oni przeżywali poważne trudności, po których Bóg na nowo narodził się w ich rodzinie – opowiada Jacek Nakonieczny.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama