Nowy numer 28/2020 Archiwum

O nastolatku, który został świętym

Lolek Wojtyła, młody chłopak z wadowickiego gimnazjum, wśród rówieśników wyróżniał się pilnością i pobożnością, a także zatroskaniem o biedniejszych i słabszych.

O tym przekonuje Eugeniusz Mróz, który przez trzy lata, od 1935 do 1938 roku, mieszkał z przyszłym papieżem w jednej kamienicy i uczęszczał z nim do jednej klasy Państwowego Gimnazjum Męskiego nr 345 w Wadowicach. Po wojnie zbieg rozmaitych wydarzeń doprowadził do tego, że pan Eugeniusz zamieszkał w Opolu. I tak jest do dziś. – Wiele zawdzięczam bł. Janowi Pawłowi II. Opowiadając wielu osobom o młodości ojca świętego, przybliżając im jego dom rodzinny, a także jego liczne zainteresowania, spłacam wobec niego ogromny dług wdzięczności – wyjaśnia pan Eugeniusz. A że jest on ostatnim żyjącym kolegą z klasy papieża, zaproszeń na spotkania w szkołach, domach kultury, więzieniach czy parafiach otrzymuje wiele.

Umysł wielkiej klasy

W jego opowieści wydarzenia zabawne przeplatają się z poważnymi. Opisuje mieszkanie Wojtyłów, wycieczki górskie, które razem odbyli, a także przybliża słuchaczom charakter młodego Karola. – Lolek, jak nazywaliśmy go w szkole i na podwórku, wyróżniał się na tle klasy. Miał umysł wielkiego formatu i mocną szlachetną osobowość. Nie było przedmiotu, z którym miałby problemy – opowiada Eugeniusz Mróz, podkreślając jednak, że przyszłego papieża interesowały przede wszystkim przedmioty humanistyczne.

Na pierwszym miejscu wymienia język polski, a dalej historię i oczywiście języki obce: łacinę, grekę i niemiecki. Nieraz byliśmy zadziwieni, jak dobrze papież włada wieloma językami. Tę umiejętność miał już w szkole. – Niemal całą „Odyseję” i „Iliadę” znał w oryginale na pamięć. W oryginale też czytał pisarzy niemieckich – podkreśla pan Eugeniusz, dopowiadając, że on sam, jak i pozostali koledzy znali na pamięć tylko nieduże fragmenty greckich tragedii. To, że Karola Wojtyłę najbardziej pasjonowały przedmioty humanistyczne, nie oznacza, że nie radził sobie doskonale ze ścisłymi.

– Pod każdym względem był znakomitym uczniem. Miał fenomenalną pamięć i zbierał same najwyższe oceny. Cechowały go pilność, sumienność i staranność. Do każdej lekcji był przygotowany, nie ściągał na klasówkach, nie korzystał też z bryków przy tłumaczeniu łacińskich i greckich tekstów – wspomina szkolny kolega Lolka. Nie tylko nie ściągał, ale też nie podpowiadał i nie dawał odpisywać. – Nie dlatego, by uprzykrzyć nam życie, ale by nas zmotywować do nauki. Wiedział, że odpisywanie przyniosłoby nam szkodę. Proponował nam natomiast wspólne odrabianie lekcji u siebie w domu – zaznacza Eugeniusz Mróz.

Pasja i radość życia

Młody Karol Wojtyła miał wiele zainteresowań. Wśród nich sport i teatr. – Chętnie grał w piłkę nożną. Najpierw na pozycji obrońcy, później bramkarza, a że bary miał szerokie, to zasłaniał sobą pół bramki – opowiada Eugeniusz Mróz i zaraz dodaje, że nie tylko piłka nożna pociągała Lolka. Lubił również pływanie czy wędrowanie po górach, a zimą uprawiał narciarstwo.

– Pasję do piłki nożnej zaszczepił w Karolu jego starszy brat Edmund, a zamiłowanie do turystyki przekazał mu ojciec. Miałem to szczęście, że wielokrotnie razem wędrowaliśmy po górach szlakami w Pieninach, Gorcach czy Tatrach. Podczas wędrówek po Beskidzie Małym, słuchając śpiewów ptaków, przeskakując przez strumyczki, spotykaliśmy kapliczki z Chrystusami Frasobliwymi dłuta ludowego rzeźbiarza Jędrzeja Wowry. Przystawaliśmy przy nich, krótko modliliśmy się i ruszaliśmy dalej na szlak. Chodzenie po górach było dla nas odskocznią od miejskiego życia. Lolek często podkreślał, że te wędrówki zbliżały nas do Boga, Stwórcy świata – wspomina pan Eugeniusz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama