Nowy numer 28/2020 Archiwum

O nastolatku, który został świętym

Lolek Wojtyła, młody chłopak z wadowickiego gimnazjum, wśród rówieśników wyróżniał się pilnością i pobożnością, a także zatroskaniem o biedniejszych i słabszych.

Nie tylko w górach przyszły papież czuł się jak ryba w wodzie. Również na scenie odnalazł swoje miejsce. Był aktorem teatru parafialnego i gimnazjalnego. – Już na pierwszych próbach okazało się, że Lolek ma dobrą dykcję, swobodę poruszania się po scenie, wyraźny głos i cenną umiejętność wczuwania się w graną postać. Co więcej, miał fenomenalną pamięć. Gdy wystawiana była „Balladyna”, w której Lolek kreował rolę Kirkora, tuż przed przedstawieniem zachorował kolega, który miał być Kostrynem. Już wszyscy myśleliśmy, że inscenizację trzeba będzie odwołać, gdy Lolek zgłosił się do reżysera sztuki i zadeklarował, że on tę drugą rolę również może zagrać. Profesor, który początkowo nie dowierzał, w końcu dał się przekonać. Sztuka okazała się sukcesem – opowiada Eugeniusz Mróz, podkreślając, że Karol Wojtyła tekstu drugiej roli nauczył się całkiem bezwiednie podczas prób.

Serce wrażliwe na biedę

– Karol był jednym z nas. Ale nie da się ukryć, że był też kimś wyjątkowym. Nie tylko pod względem intelektu, pilności, głębokich zasad etycznych, ale też wielkiej wrażliwości na ludzką biedę. Z uboższymi kolegami bez zastanowienia dzielił się swoim skromnym śniadaniem. Jednemu z nich pomógł załatwić bezpłatne miejsce w bursie, by w klasie maturalnej nie musiał codziennie dojeżdżać z Woźnik – wspomina pan Eugeniusz.

Opisuje też reakcję młodego Wojtyły na wypadek, który zdarzył się tuż przed budynkiem szkoły we wrześniu 1935 roku. – Samochód potrącił Antoniego Pyrka, naszego tercjana [woźnego – przyp. ak]. To był bardzo ciężki wypadek. Wtedy właśnie Karol niezwłocznie pobiegł na plebanię i przyprowadził księdza, aby udzielił namaszczenia. Nim przyjechało pogotowie, nasz tercjan zmarł, osierocając małe dzieci. Wkrótce też Lolek zainicjował zbiórkę pieniężną wśród profesorów i uczniów gimnazjum, by w ten sposób wesprzeć wdowę i dzieci.

Rozmodlony chłopak

– Rodzinę Wojtyłów cechowała głęboka, autentyczna wiara – podkreśla Eugeniusz Mróz, opowiadając: – Ojciec i syn, wychodząc z domu, zawsze robili znak krzyża wodą święconą z niewielkiej kropielniczki zawieszonej przy drzwiach. Z rana śpiewali Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP. Z kolei w południe Lolek odmawiał „Anioł Pański”. Często w cichości serca, ale czasem na głos i my nieraz włączaliśmy się do tej modlitwy. Idąc do szkoły, wstępował do kościoła parafialnego pw. Ofiarowania NMP, w cieniu którego stała nasza kamienica. Jego ulubionym miejscem była kaplica Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Przez wiele lat był ministrantem, należał też do Sodalicji Mariańskiej, nosił karmelitański szkaplerz. – Spodziewałem się, że Lolek zostanie aktorem. Został księdzem. Z czasem biskupem, kardynałem, a w 1978 roku papieżem, następcą św. Piotra. Dziękuję Bogu, że dane mi było w młodości, gdy kształtował się mój charakter, być blisko człowieka, który dojrzewał do świętości – podkreśla ze wzruszeniem pan Eugeniusz.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama