Nowy numer 4/2021 Archiwum

Krzyż na drogę

Dotarli. zmęczeni, ale z blaskiem w oczach, który mówił: „Zaparłem się samego siebie i poszedłem za Chrystusem”

Pielgrzymowanie jest wpisane w naturę Kościoła, noc sprzyja rozważaniu, wiąże się z dodatkowym trudem. Myślę, że Ci, którzy przejdą tę drogę, wrócą odmienieni – mówił ks. Piotr Jędras, wikariusz parafii NSPJ, który poparł inicjatywę kilku mieszkańców Gogolina. – Rok temu we Wrocławiu braliśmy z kolegą udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej i spodobał nam się ten pomysł. Stąd w tym roku postanowiliśmy zrobić coś podobnego u nas. Naturalnym celem wydała się Góra Świętej Anny, bo jest to góra, jak Golgota, są na niej stacje kalwaryjskie no i sanktuarium – opowiada Krzysztof Szmit, jeden z pomysłodawców imprezy. Przyznają, że chodzi o to, by zmierzyć się ze sobą, swoimi słabościami, przemyśleć sprawy, na które zwykle nie ma czasu, sprawdzić siebie i swoją wiarę. Także, by lepiej zrozumieć cierpienia Chrystusa, ofiarować mu swój ból.

Golgota na wulkanie

Ponieważ trasa powinna liczyć co najmniej 40 km, więc trzeba było iść trochę naokoło, przez Kamień Śląski. – Nogi bolą, trzeba czuć, że się przeszło. Każdy niósł swoje intencje, przemodlił to, jakieś owoce na pewno z tego będą. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, za rok też pójdą, trasa jest wyznaczona – dodaje. Tydzień temu także z Gogolina i nocą, tyle że dwa razy krótszą trasą, szła młodzież. Tym razem wyruszyły 22 osoby, z Gogolina, z Opola, Kędzierzyna – Koźla, Suchego Boru, spod Prudnika, a jedna nawet specjalnie po to przyjechała z Niemiec. Wśród uczestników był ojciec z synami, mąż z żoną, najstarszy uczestnik miał ponad 70 lat. Rozpoczęło się w piątek 11 kwietnia wspólną Mszą św. o 21.00 w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gogolinie. Tam, przy kościele była też pierwsza stacja Drogi Krzyżowej. Potem każdy wziął brzozowy krzyż i wyruszył na trasę. Jeśli nawet byli blisko siebie, to starali się zachować milczenie. Jako pomoc każdy miał mapkę z opisem, modlitewne rozważania i latarkę.

Nie ustawać w drodze

Szli z krzyżem nocą, w samotności rozważając mękę Pana Jezusa. Jemu ofiarowywali swój wysiłek, momentami zniechęcenie i słabość. Choć miejscami wydawało się, że nie zrobią już ani kroku, podnosili się i szli dalej. Bo o to przecież chodziło, żeby poznać i przemóc swoje ograniczenia, słabości, podążając w drodze za Jezusem. A chwilami nie było łatwo. – Najtrudniejszy był moment nad ranem, kiedy było bardzo zimno. Nie można się było zatrzymywać, bo kiedy się stanęło, od razu się marzło i trudno było dalej iść – mówi Mateusz Kubaszek. – Dla mnie najtrudniej było pokonać senność – dodaje Tomasz Czekała. – No i miejscami było bardzo ślisko, niektórzy nawet zaliczyli upadki – śmieją się. Maja Wojtkiewicz, jedyna kobieta uczestnicząca w tej Drodze Krzyżowej potwierdza, że najgorzej było do świtu. – Potem, jak zaczęło się robić widno, usłyszałam śpiew ptaków, wyszło słońce już było jakoś lżej – podsumowuje. I rzeczywiście, przy ostatnich stacjach, choć było mocno pod górkę i trzeba było pokonać wiele schodów prócz zmęczenia na twarzach uczestników było widać radość. Każdy potwierdzał, że warto było i za rok znowu się wybiorą. – Nawet jeśli się po drodze nie rozmawiało, to świadomość tego, że ktoś jest obok, bardzo pomagała. Chwila, gdy się zobaczyło to światełko latarki kilkaset metrów dalej, w ciemności dodawał nadziei i pewności, że się dobrze idzie. Dzięki temu odnaleźliśmy drogę, kiedy się już gubiliśmy – przyznają Darek Jesionowski i Olaf Kubień, studenci z Opola. Mamy nadzieję, że to doświadczenie lepiej pozwoli nam przeżyć Wielki Tydzień i Zmartwychwstanie – podsumowują. Więcej na: opole.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama