Nowy numer 24/2018 Archiwum

W afrykańskim sierocińcu

– Poznałam dramatyczne historie dzieci. Wiele z nich doświadczyło przemocy, wiele z nich bardzo wcześnie straciło rodziców – opowiada Magdalena Mika.

Wyjeżdżając na 6-tygodniowy wolontariat do Living-
stone w Zambii, mówiła, że to krok na drodze rozeznawania powołania misyjnego. Sześć tygodni w Afryce minęło jej bardzo szybko. I już wie, że chce tam wrócić. Przed nią ostatni rok studiów i czas na życiowe wybory, ale już dziś zastanawia się też nad uruchomieniem stałej pomocy dla Lubasi Home, sierocińca, w którym pracowała.
W Zambii poznała Afrykę troskliwą, niespieszącą się, a także bardzo rodzinną.

– Ich codzienność i zwyczaje przeniknięte są wspólnotowością. W Europie możemy im tego pozazdrościć – opowiada i podkreśla, że ta rodzinność nie tyczy się tylko relacji między dziećmi i rodzicami, ale też między sąsiadami, znajomymi.
Magdalena pracowała w sierocińcu na obrzeżach najbardziej turystycznego miasta Zambii. To ośrodek prowadzony przez tamtejszą diecezję, w którym schronienie znajdują dzieci o bardzo różnych historiach, niejednokrotnie mocno doświadczone przez życie. – Pojechałam tam, by udzielać korepetycji maturzystce, ale z czasem nawiązałam relacje z dziećmi. Byłam panią w bibliotece, starszym pomagałam w odrabianiu lekcji, z młodszymi się bawiłam. Gdy dzieci mi zaufały, to też zwierzały mi się. Dużo rozmawialiśmy – opowiada wolontariuszka.
– Doświadczyłam tego, czym jest sierociniec. Trafił do nas chłopiec, który wraz z rodzicami został złapany w czasie nielegalnej ucieczki z Konga na południe. Dwa dni płakał. Nie potrafiliśmy się z nim porozumieć, bo nie znał angielskiego ani narzecza, którym porozumiewają się mieszkańcy Zambii. Próbowałam tłumaczyć pojedyncze słowa na język francuski, żeby spróbować wyjaśnić mu, gdzie i dlaczego się znalazł – wspomina Magdalena, dopowiadając, że ta historia zakończyła się szybciej, niż wszyscy się spodziewali, bo po kilku dniach rodziców wypuszczono z więzienia i wraz z chłopcem odtransportowano do Konga.
– Była u nas rozbrykana 5-latka, z którą mocno się zżyłam. Kiedy wróciłam do pracy po wolnym weekendzie, okazało się, że dziewczynki już z nami nie ma. Stawiła się po nią matka i dziecko od ręki zostało jej oddane, choć dziewczynka zupełnie nie była przygotowana do tak ogromnych zmian w swoim życiu – opowiada wolontariuszka, a w jej spojrzeniu można dostrzec tęsknotę za ludźmi, wśród których czuła się jak u siebie.


« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma