Nowy numer 43/2020 Archiwum

Łamanie chleba w katakumbach

Ludzie. ks. Josef Wilpert z Dzielowa ze świecą w dłoni dokonywał wielkich odkryć w podziemnym Rzymie.

To niezwykłe, jak się pomyśli, że tak wielki, znany człowiek biegał po tym podwórku, tu chodził do szkoły – mówi Gabriela Wilpert. W witrynce w salonie domu nr 17 w Dzielowie k. Baborowa stoi duże zdjęcie portretowe księdza o poważnej, powściągliwej twarzy. – Josef zawsze stąd na nas patrzy.

Czuwa nad nami – mówi pani Gabriela. – Jego książki są z nami i on też musi być – dodaje jej mąż Arnold. Arnold jest prawnukiem Franza, starszego brata ks. Josefa Wilperta (1857–1944), sławnego archeologa, badacza katakumb rzymskich. Mieszka w tym miejscu, gdzie wychowali się Franz i Josef oraz ich trzy siostry: Johanna, Josefa i Franziska. Franz był starszy i to on pozostał na rodzinnym gospodarstwie. Josef od najmłodszych lat wykazywał pociąg do nauki, interesował się historią i poszedł w szeroki świat. Po skończeniu szkoły w Dzielowie najpierw do gimnazjum w Głubczycach, a potem na fakultet teologiczny uniwersytetu w Innsbrucku.

Oczarowany podziemnym Rzymem

W Innsbrucku został wyświęcony na księdza (1883 r.). „Wierzyłem, że jedynie do tego zostałem powołany. Pragnienie badania śladów pozostawionych przez wczesne chrześcijaństwo było tak silne, że nikt nie był w stanie odciągnąć mnie od mojej decyzji. Wzrok mój kierowałem oczywiście w stronę Rzymu” – pisał Wilpert w swojej naukowej autobiografii. Przypadek i życzliwość ludzka – m.in. dzielowskiego proboszcza Richtarskiego i arcybiskupa ołomunieckiego – sprawiły, że pragnienia Wilperta spełniły się szybko. Jesienią 1884 r. przybył na dwuletnie stypendium w Campo Santo Teutonico, kolegium dla księży studiujących w Rzymie. I od razu, jadąc przez plac św. Piotra, myślał, jak pozostać tam dłużej niż dwa lata! W końcu został na lat 60, do dnia śmierci. Następnego dnia po przyjeździe do Rzymu udał się do katakumb św. Kaliksta. – Wówczas katakumby były jeszcze niezbadane. Można tam było bardzo łatwo zabłądzić. Przejścia i korytarze są bardzo ciasne. Ciemno, straszno. Wtedy jeszcze było tam pełno malowideł i inskrypcji, które zostawili starożytni chrześcijanie – mówiła prof. Joanna Rostropowicz, kierownik Katedry Cywilizacji Śródziemnomorskiej Instytutu Historii UO podczas spotkania naukowego poświęconego ks. Josefowi Wilpertowi w muzeum UO. Wilpert jednak nie był przestraszony, wręcz przeciwnie – był oczarowany. „Były to uroczyste chwile. Byłem bardziej niż zdecydowany wszystkie swoje siły oddać w służbę badań tych czcigodnych miejsc” – pisał po pierwszej wizycie w katakumbach.

Ze świecą w dłoni

Następne 15 lat poświęca pracy w cmentarnych podziemiach Wiecznego Miasta. – On pracował tam zupełnie sam! – podkreśla prof. Rostropowicz, badaczka dzieła archeologa z Dzielowa i wraz z bp. Janem Kopcem zasłużona popularyzatorka jego postaci. Wilpert dokonał przełomowego w archeologii dzieła w warunkach niezwykle trudnych, wymagających zdrowia, siły, samozaparcia, pracowitości. Pracując nad odtwarzaniem malowideł i napisów w mrocznych katakumbach, w lewej ręce trzymał świecę, która oświetlała kartę, na której rysował, natomiast powierzchnie malarskie oświetlał drugą świecą umocowaną na trzcinowej tyczce. Ponieważ korytarze katakumb wtedy często były zasypane gruzem i ziemią, pracował niekiedy, leżąc na plecach. I dzięki tej pasji do katakumb doszedł do zdumiewających odkryć. Udowodnił, że fundamentalne dla archeologii XVII-wieczne dzieło nowożytnego odkrywcy katakumb Antonia Bosia zawiera wiele pomyłek. Polegały one na tym, że kopiści pracujący dla A. Bosia nie dbali o szczegóły, a nie znając teologii i Pisma Świętego, podczas przerysowywania robili wiele błędów. Bazujący na tych rycinach badacze pracujący przy biurkach, a nie w podziemiach, siłą rzeczy musieli wyciągać błędne wnioski. Ks. Wilpert postanowił więc wydać na nowo gruntowne opracowanie malowideł w rzymskich katakumbach. Ba, ale wtedy nie było kolorowej fotografii, by pokazać reprodukcje dzieł! Wilpert zastosował specjalną metodę tworzenia kolorowych kopii malowideł. W skrócie rzecz ujmując, polegała ona na twórczym połączeniu techniki fotografii czarno-białej z techniką malarską. Malarz Tabanelli nakładał na obraz fo- tograficzny znakomitego fotografa Sansainiego (ale nie na zdjęcie, lecz na specjalnie przygotowany papier) warstwę barwną. Wszystko pod kierunkiem ks. Wilperta, który był niezwykle wymagający. – Tabanelli we wspomnieniach pisał: „z tym Wilpertem nie da się pracować! On jest taki dokładny, ciągle mu źle: to za mało różowe, a tamto za bardzo czerwone, a ten zielony nie taki jak trzeba” – opisuje współpracę archeologa z malarzem prof. Rostropowicz. Efekt prac Wilperta zdumiał nie tylko świat naukowy, z prof. Giovannim Battistą de Rossim, twórcą współczesnej archeologii chrześcijańskiej na czele. Gratulacje, wyrazy podziwu i uznania dla jego dzieła płynęły z dworów cesarskich i królewskich całej Europy. Wilpert staje się sławny.

Fractio panis

Nie sposób tu wyliczyć wszystkich dokonań i odkryć ks. Wilperta. Po dokumentacji katakumb, która przyniosła mu wielkie poważanie i członkostwo w wielu towarzystwach naukowych, nie spoczął na laurach, pracował dalej bez wytchnienia. Następne 13 lat nad polichromiami i mozaikami starożytnych kościołów rzymskich, w tym w świeżo odkrytym na Forum Romanum kościele Santa Maria Antiqua z IV wieku. Tworząc kopie wyjątkowych malarskich zabytków sztuki chrześcijańskiej, uratował ich prawdziwy obraz dla przyszłych pokoleń, bo wiele z oryginałów wkrótce wyblakło. W uznaniu zasług dla Kościoła papież Pius X uhonorował Wilperta tytułem protonotariusza apostolskiego de numero. Takich protonotariuszy było w Kościele tylko siedmiu. Z czasem stał się dziekanem tego kolegium, a w 1933 r. dostąpił zaszczytu odczytania w bazylice św. Piotra bulli papieskiej ogłaszającej Rok Święty. – Jego spuścizna jest wyraźną zachętą do tego, by Kościół lepiej rozumieć i ukochać z pełnym szacunkiem – podsumowywał postać archeologa bp Kopiec w czasie wspomnianego spotkania na uniwersytecie, którego ważnym akcentem było zawieszenie w sali muzeum medalionu z wizerunkiem ks. Wilperta podarowanego przez prof. Rostropowicz. Sam Wilpert za największe swoje osiągnięcie uznawał odkrycie fresków w Capella Greca w katakumbach św. Pryscylli. Tam, gdzie inni widzieli tylko sczerniałe ściany, on przeczuwał obecność dzieł sztuki. I własnoręcznie je odkrył, pracując w oparach kwasu solnego, którego używał do rozpuszczania wielowiekowej warstwy pokrywającej bezcenne malowidła starochrześcijańskie. Wśród odkryć była m.in. słynna i dyskutowana do dziś scena „Fractio panis” (Łamanie chleba), którą Wilpert uznawał za przedstawienie Eucharystii pierwszych chrześcijan. Rok temu katakumby Pryscylli otwarto po gruntownej renowacji, a do ich wnętrza można zajrzeć także dzięki internetowi. Jest tam widoczna także Capella Greca z Fractio panis.

Dzielowskie pamiątki

Ksiądz Wilpert utrzymywał więzi z rodziną i parafią. W kościele w Dzielowie wisi jego dar – mozaika Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Pamięć parafian uwieczniona jest płaskorzeźbą umieszczoną w ścianie kościoła w 60. rocznicę śmierci wybitnego rodaka. W domu państwa Wilpertów troskliwie przechowywane są zdjęcia oraz olbrzymie tomy największych dzieł ks. Wilperta, które podarował rodzinie. Ostatni raz odwiedził Dzielów, kiedy żenił się Alfons – dziadek Arnolda Wilperta. – Dla nas te księgi są bezcenne, nikomu ich nie sprzedamy, nawet nie chcemy wiedzieć, ile one mogą kosztować na aukcji – podkreśla Arnold Wilpert. Wielkie księgi dzieł śląskiego archeologa szczęśliwie ocalały, kiedy żołnierze radzieccy przechodzili z frontem przez jego dom rodzinny. Odnaleziono je na gnojowniku. Nieco zniszczone, ale ocalały. Jedna z nich została przestrzelona na wylot, na innej widać dość nieczytelne zapisy cyrylicą.• Podczas pisania artykułu korzystałem z książki prof. Joanny Rostropowicz „Muza nie da umrzeć mężowi godnemu chwały. O śląskim badaczu katakumb Josefie Wilpercie” (1857–1944)

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama