GN 42/2020 Archiwum

Stare dzieje pod choinką

Świąteczne spotkania to świetny czas na poznanie i zapisanie historii swojej rodziny

Świetnym i na pewno oryginalnym prezentem zarówno dla seniora, jak i wnuka może być przygotowane samodzielnie drzewo genealogiczne lub kronika rodzinna. Takie dzieło uzupełnione o spisane historie lub fotografie, jest kopalnią wiedzy, a zarazem pasjonującą przygodą dla twórcy ale także czytelnika. – Moja babcia Balbina była kucharką Muriel White, córki amerykańskiego dyplomaty i żony hrabiego Hermana von Seherr-Thossa, w ich majątku w Dobrej – opowiada Jolanta Ilnicka. – Dziś dzięki temu, że na swoim blogu opisałam ich losy, odszukał mnie prawnuk hrabiny mieszkający w USA. Chce przyjechać tutaj dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie i dawnych włościach – mówi pani Jolanta. I opowiada, na ile pasjonujących rzeczy o swoim rodzie można natrafić, jak żmudne, ale i fascynujące bywają poszukiwania, ile przy okazji informacji o ówczesnym świecie i ludziach można zdobyć. – To historia poznawana z zupełnie innej strony niż ta podawana w szkolnym podręczniku – żywa, pełna tajemnic i ludzkich losów. A ile radości, jeśli przy okazji poszukiwań znajdzie się nieznaną część rodziny, gdy okaże się, że w gronie przodków jest jakiś artysta, szlachcic albo ktoś, kto wyruszył za ocean – dodaje.

Okruchy pamięci

Od czego zacząć? Przede wszystkim rozmawiać z tymi, którzy jeszcze żyją – rodzicami, dziadkami, starszą ciotką czy wujem. Starając się zebrać jak najwięcej danych, zapiszmy je od razu albo nagrajmy na dyktafon, bo pamięć jest ulotna, a koligacji zwykle wiele. Pytajmy o imiona, daty urodzin, chrztu, ślubu i śmierci ich dziadków, rodziców, rodzeństwa (także zmarłego w dzieciństwie), ich współmałżonków i dzieci, o nazwiska panieńskie, o to, skąd pochodzą, gdzie mieszkali, gdzie byli chrzczeni, brali ślub lub zostali pochowani. Czasem cenne są też informacje, na co chorowali, co było przyczyną ich śmierci. To pozwala umiejscowić ich losy w szerszym kontekście historycznym, dowiedzieć się o przejściu frontu, migracjach, zarazach. Dowiedzmy się też, kim byli, czy gospodarzyli na własnym polu, byli np. chałupnikami lub parali się rzemiosłem, czy grali na jakimś instrumencie albo pobierali jakieś nauki. Może starsi pamiętają jakieś rodzinne opowieści. – Ja tak właśnie zaczęłam – od spisania i rozrysowania ołówkiem na kartce tego, co wysłuchałam w opowieściach o licznej rodzinie. Powiedziałam sobie: „Muszę to zapisać, bo tego nie ogarniam”. Dopiero w latach 90. XX w., po śmierci mamy, postanowiłam odszukać krewnych, chcąc podtrzymać z nimi kontakt. Dziś mam kronikę rodzinną pełną zdjęć i wciąż odnajduję nowe gałęzie rodziny – uśmiecha się Barbara Sosnowska-Bukłat z Opola. Kolejnym krokiem jest zebranie dostępnych dokumentów – pytajmy o metryki, zaświadczenia, certyfikaty, akty ślubu czy zgonu, tzw. sztambuchy, legitymacje i zdjęcia. Te warto od razu podpisać, by wiedzieć, kogo przedstawiają i w jakiej sytuacji. Cennymi znaleziskami są odznaczenia, obrazki pamiątkowe, stare pocztówki i książki z dedykacjami.

Archiwum na kliknięcie

Uzyskane w ten sposób dane to dobry punkt wyjścia do naszkicowania drzewa genealogicznego. To pozwoli nam wyłapać tzw. luki pokoleniowe, czyli to, czego nam brakuje. Już na tym etapie, jak i w dalszych poszukiwaniach bardzo pomocny jest internet. – Są tam programy, w które wystarczy wpisać dane, a one wygenerują nam drzewo genealogiczne. Niektóre pozwalają nawiązywać kontakt z innymi użytkownikami, znaleźć rodzinę czy też łączyć różne drzewa – tłumaczy Jolanta Ilnicka. Jeśli wyłapiemy braki w swoich ustaleniach i nie mamy już dokumentów z dawniejszych lat, wówczas najlepszym wyjściem są wyprawy do urzędu stanu cywilnego oraz archiwów państwowych i diecezjalnych. W archiwach są najczęściej dokumenty, od których powstania minęło więcej niż 100 lat. Nie zawsze trzeba się wybierać do nich osobiście, bo większość digitalizuje i udostępnia obecnie swoje zbiory. Przydatne linki i informacje są na stronie koła opolskich genealogów: genealodzy.opole.pl. Warto też przeszukać portale i strony internetowe takie jak np.: szukajwarchiwach.pl, polegli.pl, przejrzeć listę z bazy przerzutowej Ellis Island w USA, do której trafił każdy, kto przypłynął tam statkiem, oraz stronę mormonów Family Search, którzy lata temu fotografowali księgi parafialne. Czasem niestety barierą podczas poszukiwań może być język – część danych zapisana jest niemieckim gotykiem lub łaciną, a dane z dawnych Kresów bywają zanotowane po rosyjsku. By dowiedzieć się więc czegoś ciekawego lub poprosić o pomoc w szukaniu bądź tłumaczeniu, warto też wpaść na comiesięczne spotkania koła genealogów. Odbywają się one w Opolu w każdą drugą środę miesiąca o 17.00, w pałacyku przy ul. Piastowskiej (przy Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej). Najbliższe będzie 14 stycznia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama