GN 42/2020 Archiwum

Zaprośmy ich na kawę

Uchodźcy. Syryjczycy składają naprawdę niezwykłe świadectwo chrześcijańskie. Przyjmijmy ich serdecznie.

Damaszek, Homs, Hassake, Rakka. Nazwy tych syryjskich miast w ostatnich latach brzmiały źle, bardzo źle, złowrogo. Zwłaszcza Rakka, położona na północy kraju, nad Eufratem, która dzisiaj jest kwaterą główną tzw. Państwa Islamskiego (IS). W tych czterech miastach ponad 20 lat przeżyła s. Brygida Maniurka, pochodząca z Łagiewnik Małych franciszkanka misjonarka Maryi (FMM). Po trzech i pół roku kontaktów internetowych wreszcie mam okazję spotkać ją osobiście. A ponieważ widzimy się w przeddzień przyjazdu do nas pierwszej chrześcijańskiej rodziny, uchodźców z Syrii, temat rozmowy narzuca się sam.

Ich świadectwo jest niezwykłe

– Cieszę się i jestem dumna, że właśnie moja diecezja opolska przyjmie Syryjczyków – mówi s. Brygida, komentując fakt, że nasza diecezja jako jedyna w Polsce zadeklarowała przyjęcie 50 rodzin uciekających z Syrii przed wojną i terrorystami IS.

– Syryjczycy składają naprawdę niezwykłe świadectwo chrześcijańskie, choć są to zwykli ludzie. Ich wiara jest prosta, nieskomplikowana, ale odważna, zdecydowana. Mogliby przejść na islam, ale przez cztery lata wojny nie zrobili tego mimo zagrożenia życia czy utraty mienia. Mieli odwagę zostać chrześcijanami mimo wszystko. Wybierają niepewny i dramatyczny los uchodźców. Dla wiary w Chrystusa są na to gotowi. Rozumiem, że życie w Polsce też nie jest łatwe, ale uważam, że przyjęcie ich to jest nasza powinność, jeżeli czujemy się solidarni z naszymi braćmi i siostrami w wierze – opowiada o syryjskich chrześcijanach s. Brygida. – Korzenie chrześcijańskie w Syrii mają dwa tysiące lat, chrześcijanie są tam od początków Kościoła. Warto pamiętać, że oni z taką właśnie tradycją do nas przyjeżdżają. Żyjąc w społeczności islamskiej, dobrze znają swoją tożsamość i znają też tożsamość islamu. W Syrii często zdarza się, że jedno dziecko chrześcijańskie przypada na jedną klasę albo nawet na całą szkołę. Gdyby chcieli przejść na islam, zrobiliby to tam – odpowiada siostra franciszkanka na wyrażane niekiedy obawy o to, czy uchodźcy nie staną się w Polsce ukrytymi zwolennikami IS.

Nigdy nie spotkałam się z wrogością

Trudno uznać siostrę Brygidę za egzaltowaną, oderwaną od realiów życia zakonnicę. Przez ostatnie lata była ekonomką prowincji bliskowschodniej swojego zgromadzenia, obejmującej Izrael, Egipt, Jordanię, Liban i Syrię. Kłopotów na głowie aż nadto! Dwa domy zgromadzenia siostry w Syrii musiały opuścić: jeden klasztor w Rakka, zajęty przez nieznaną im rodzinę muzułmańską, drugi w Hassake, z którym nawet nie wiadomo, co się dzieje. Z

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama