Nowy numer 48/2020 Archiwum

Przyjechali o 5 rano

Akcja X2, świetnie przygotowana, przebiegła błyskawicznie. Śledztwo prowadzone w tej sprawie w 2007 roku umorzono.

Przyjechali o 5 rano   Siostra Margarita otrzymała w podziękowaniu za wykład kwiaty i książkę Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Całe przedsięwzięcie, mające na celu walkę z Kościołem, przeprowadzono bardzo sprawnie – ledwie ówczesny premier Józef Cyrankiewicz podpisał odpowiednie dokumenty z datą 31 lipca, a już dwa dni później, 2 sierpnia, przedstawiono je wezwanym w tym celu przełożonym żeńskich zgromadzeń zakonnych.

Już następnego dnia, 3 sierpnia, o piątej nad ranem, pod klasztory podjechały autobusy z napisami „Wycieczka” oraz samochody z wojskiem, milicją i UB. Siostrom dano kilkadziesiąt minut na spakowanie się, po czym wywieziono, nie informując nawet, gdzie jadą.

O tych właśnie, burzliwych i mrocznych czasach, opowiadała w Prudnickim Ośrodku Kultury s. Margarita Cebula, elżbietanka z Nysy, która od kilku lat opracowuje ten temat odnośnie do swojego zgromadzenia.  Przyjechali o 5 rano   Niektóre z opisywanych sióstr z Prudnika czy Nysy część publiczności jeszcze pamięta Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Dzięki temu opierała się nie tyle na samych dokumentach IPN, ale przede wszystkim na zebranych wspomnieniach i relacjach internowanych sióstr. Mówiła o elżbietankach, jako że w dokumentach IPN informacji o ich losach jest niewiele, a przy tym prelekcja odbywała się we wtorek 17 listopada we wspomnienie ich patronki, św. Elżbiety Węgierskiej.

„Zabrano nam dowody osobiste, kazano spakować wszystkie rzeczy oraz meble. Byłyśmy przerażone, bo nikt nam nie powiedział, co z nami będzie, dokąd nas wywiozą. Ja byłam przekonana, że pojedziemy do Rosji” – cytowała jedną z ówczesnych postulantek. Dodała, że dla sióstr był to czas strachu, ale też rekolekcji i dawania świadectwa.

Łącznie do tzw. miejsc koncentracji pozwożono 1061 sióstr z 10 zgromadzeń, z kolejnych czterech zgromadzeń zostały internowane we własnych domach zakonnych.

Oficjalnie podawanym powodem były oskarżenia o działalność rewizjonistyczną, antypaństwową i to, że zakony nie mają racji bytu, skoro to państwo troszczy się o sferę społeczną – przejęło bowiem szpitale, placówki wychowawczo-oświatowe, opiekuńcze dla dzieci i starszych.

Siostry – w miejscach koncentracji bądź w obozach pracy – zmuszono do pracy w systemie akordowym, np. w szwalniach w ramach tzw. "produktywizacji". Trwały też próby nakłonienia zwłaszcza młodszych zakonnic do współpracy ze służbami komunistycznymi.

Przyjechali o 5 rano   To temat, o którym mówiło się przez lata po cichu albo wcale - przyznawali zebrani Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Zwolnione zostały stopniowo w czasie tzw. odwilży po śmierci Józefa Stalina. Powrót do macierzystych domów trwał jednak nawet do roku 1958, a niektóre z sióstr musiały przenieść się gdzieś indziej, bo w tym czasie ich placówki przejęło państwo. Część sióstr wyemigrowała później na Zachód, niektóre zmarły w obozach (23) lub po powrocie, budynki należące do zgromadzeń były często zdewastowane.

– Ten temat dotyka wielu parafii, porusza zwłaszcza tych, którzy pamiętają, że siostry były, opiekowały się dziećmi, chorymi. Sam pamiętam, że jeździły do ludzi, robiły zastrzyki; także mnie, zmieniały opatrunki. Dziś młodzi nawet nie wiedzą, ile budynków, także szpitali, przedszkoli itd. było kiedyś prowadzone przez nie – wspomina Ryszard Kwiatkowski, emerytowany historyk z KS Civitas Christiana.

To jeden z cyklu wykładów nawiązujących do historii Kościoła. Kolejny, na temat wojen z chrześcijaństwem od czasów Chrystusa do rewolucji francuskiej, odbędzie się 1 grudnia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama