Nowy numer 48/2020 Archiwum

Misyjna karuzela

Sylwetka. Boże Narodzenie na tej wyspie to czas cyklonów. Przypuszczam, że ks. Joachim Leszczyna jest tam nieco odrębnym zjawiskiem meteorologicznym.

Bardzo smakują mu duże, prażone ćmy, które nazywają się findi. Gdy tonęła łódź z jego motorem, nie panikował, tylko robił zdjęcia. Kiedy cyklon zerwał piorunochron na 30-metrowym maszcie radia – wspiął się na szczyt, bo inni bohaterowie jakoś w okolicy się nie pojawili. Trochę na szczycie huśtało, przyznaje. I się śmieje. – Ja mam w życiu zawsze wesoło – mówi. To wchodzenie na wysokość to może jakaś tradycja. Kiedy z pielgrzymki dzwonił do rodziców, żeby powiedzieć, że idzie do seminarium, musiał wspiąć się na drzewo – bo nie było zasięgu. Obok misjonarza siedzi jego mama Helena Leszczyna i siostra Teresa Jarzyńska. Co rusz pojawia się i znika siostrzeniec Dominik, który raz udaje głośno mruczącego kota, za chwilę przybiega z balonem, a potem z lemurem „ogoniastym”. W domu rodzinnym ks. Joachima Leszczyny MSF, misjonarza Świętej Rodziny, w Kotulinku (część parafii Kotulin), jest wesoło, miło, swojsko. Na zdjęciach oglądam księdza na starodawnym (jak dla nas, w Polsce) traktorze marki „Hanomag”, niosącego worki na budowie (katedry, jak się okaże na końcu), z rozbawionymi dziećmi, na targu, na przeprawie przez rzekę, w drodze przez błota i wyrwy tras Madagaskaru, w czasie liturgii.

MacGyveryzm w postaci misyjnej

Prawie cały czas jest uśmiechnięty – a może ma taki naturalny wyraz twarzy? – i wygląda na to, że radzi sobie w nietypowych sytuacjach. Pytam, czy skończył jakieś technikum mechaniczne albo elektryczne. – Nie, liceum w Zawadzkiem. Ale dużo MacGyvera oglądałem! A teraz MacGyveryzm kwitnie na Madagaskarze – śmieje się ks. Joachim. Tylko czy MacGyver w czasie jednej trasy dziewięć razy złapał gumę, musiał kleić i wymieniać opony w tropikalnym upale?! Ksiądz opowiada o życiu i przygodach na Madagaskarze normalnie, bez zadęcia, z humorem. W każdym razie nie czuję w tej opowieści tonów przechwałki. Mimochodem na przykład rzuca uwagę, że zakładał radio diecezjalne. Tak! Radio diecezjalne! A już niemal niezrozumiałe dla mnie jest to, że dopiero na koniec trzygodzinnej rozmowy dowiaduję się, że buduje nową katedrę w Morombe, gdzie pracuje jako ekonom w kurii. Widocznie tam nie jest to nic nadzwyczajnego – być budowniczym katedry. – Kuria to zwykły dom, gdzie nawet łupinki orzeszków ziemnych na podłodze nikomu bardzo nie przeszkadzają – opowiada misjonarz. Więcej mówi o innych: o dzieciach, o lekarzu, który choć mocno i od rana „dawał w palnik”, ale ludziom zawsze pomagał, o wolontariuszce-nauczycielce i o niepowstrzymanej, wręcz dziecięcej radości ludzi, do których osiem lat temu przyjechał głosić Ewangelię. – Tam nawet starzy ludzie lubią kręcić się na karuzeli. Radocha jest zawsze. Nawet powódź ich nie przeraża. Jak jest cyklon, to przynajmniej w wiosce coś się dzieje – opowiadał ks. Leszczyna młodzieży z Kotulina o kobiecie, która siedziała spokojnie przy straganie w zalanej wiosce, jak pośrodku jeziora.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama