GN 42/2020 Archiwum

Dobrze, że jesteś

Te słowa, wypisane na banerze zawieszonym na płocie, zauważam już z daleka. Wiem, że trafiłam pod właściwy adres.

Baner przez ponad 2 tygodnie witał uczestników i gości 1. stopnia Oazy Nowego Życia, która odbywała się w Jarnołtowie – niewielkiej wiosce nieopodal granicy polsko-czeskiej.

Bez komórki i internetu

– Gdzie ja jadę? Jarnołtowa nie znalazłam na mapie… – wspomina Wiktoria z archidiecezji katowickiej, która po natrafieniu na ogłoszenie o poszukiwaniach animatorki muzycznej ochoczo zgłosiła się do ks. Mateusza Mytnika i pojechała na swoje pierwsze w życiu rekolekcje oazowe. – Komórki nie mają tu zasięgu, nie ma dostępu do internetu, nie ma telewizji. Byłam przerażona – opowiada Wiktoria. – Ale okazało się, że to żaden problem. Szybko zaczęłam poznawać innych uczestników i wchodzić w rytm rekolekcji. Dobrze, że tu przyjechałam. Tu czuję bliską obecność Boga. Bardzo polecam oazę – podkreśla. I nie jest w tym osamotniona. – Najbardziej cenię sobie namioty spotkania. To okazja na face to face z Panem Bogiem, a właśnie na to brakuje mi czasu w codzienności – podkreśla animatorka muzyczna Ania, która na oazę pojechała po raz pierwszy.

Chwali uczestników, chwali atmosferę w grupie. I dodaje, że brak zasięgu komórkowego bardzo pomaga w oderwaniu się od codziennych spraw. – Na oazie jest fenomenalnie! Tu nawiązałam niezwykłą więź z Jezusem. Bardzo wiele się dowiedziałam, ale najważniejsze jest to, że dowiedziałam się, że Pan Jezus jest miłosierny i mnie kocha – mówi Monika, która 17 dni wakacji spędziła na Oazie Nowej Drogi w Ołdrzychowicach Kłodzkich. Ten turnus dla gimnazjalistów poprowadził ks. Daniel Jaszczyszyn wraz z 7-osobową kadrą animatorską.

Młodzież, która wierzy Jezusowi

Uczestnicy obu oaz, ONŻ z Jarnołtowa i OND z Ołdrzychowic Kłodzkich, spotkali się 14 lipca w Jarnołtowie na dniu wspólnoty. To był dotąd najbardziej deszczowy dzień tegorocznego lata, ale szybko okazało się, że pogoda nie ma większego znaczenia. Może i trzeba było zrezygnować z meczu piłki nożnej, ale radość wspólnej Eucharystii, spotkania przy stole i na parkiecie świetlicy wiejskiej świadczyły o tym, jak dobrze kilkudziesięciu nastolatków czuje się na rekolekcjach. To prawda, że niektórzy z nich wprost przyznają, że jechać na oazę nie chcieli, że to pomysł rodziców, ale nie żałują.

– Wydawało mi się, że 17 dni to za długo. A w wytycznych było napisane, żeby zabrać spódnice i sukienki, kiedy ja wolę spodnie. I śpiwór trzeba było zabrać. Dlatego wyobrażałam sobie coś na kształt obozu przetrwania. Ale wszystkie lęki szybko się rozwiały. Już po pierwszym dniu rekolekcji udało nam się wzajemnie poznać, zapamiętać imiona – opowiada Zosia, która po raz pierwszy pojechała na OND. Karol, który po wspólnotowej Mszy św. mówił świadectwo, przyznaje, że dotąd tak mocno nie przeżył adoracji krzyża czy adoracji Najświętszego Sakramentu. – Oaza jednak odmienia życia – przyznał.

Z kolei Zuzia, która już po raz trzeci jest na oazie, mówi, że przed rokiem tak się zżyła z rówieśnikami, że na pożegnanie obiecali sobie, że jeszcze kiedyś się spotkają. I rzeczywiście po roku w piątkę spotkali się w Ołdrzychowicach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama