Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ja, szkolny emeryt

Skoro takie środowiska są, skoro jako społeczeństwo mamy się do czego odwołać - to jest nadzieja.

Kilka jeszcze dni i idziemy do szkoły. Je też. W szkole wyrosłem, bo rodzice byli nauczycielami. Z tradycji jeszcze austro-węgierskiej, ale z ducha polskimi patriotami byli. Z prawem nauczania w języku polskim, niemieckim i ruskim. Żyli szkołą, rozwojem dzieci, pomocami dydaktycznymi kleconymi najczęściej domowym sposobem, problemami rodzin, otwieraniem dzieci i rodziców na szeroki świat – co kiedyś takie oczywiste nie było. Kiedy zaczynałem to wszystko widzieć i rozumieć, im już zaczynało się czwarte dziesięciolecie pracy w szkole. I nigdy pedagogiczna praca im się nie znudziła. Mama ciągle studiowała. Tato na jakieś kursy jeździł. I poważanie wśród mieszkańców mieli. I wieczne kłopoty z „wydziałem oświaty”.

Byli w jednej i drugiej szkole mojego dzieciństwa także inni nauczyciele. Niedouczeni, co wykorzystywaliśmy, „wpuszczając ich w maliny”. Nie radzili sobie ani z przekazywaniem wiedzy, ani z dyscypliną w klasie. Nie myśleli o wejściu w środowisko – duże i bardzo zróżnicowane. Oni w szkole tylko pracowali. Wtedy nie rozumiałem, że są to nauczyciele innego chowu – pospiesznie przygotowani do pracy, uformowani głównie ideologicznie w duchu partii i obowiązującego systemu ateistyczno-materialistycznego.

Patrząc wstecz, widzę, że w środowisku nauczycielskim zostały zerwane więzy tradycji – dobrej, patriotycznej i prawdziwie pedagogicznej tradycji. Tradycja ta sięgała wieku XIX, gdy Polski jako państwa nie było. Ale Polska istniała w kulturze i tradycji narodu. Istniała w poezji i literaturze, w malarstwie i teatrze. Istniała w wierze – głównie katolickiej i nadziei chrześcijańskiej. Istniała także w oświacie. W każdym zaborze było inaczej. Wszędzie było trudno. Moja mama mogła zdać maturę w przemyskim seminarium nauczycielskim, polskim seminarium u panien benedyktynek. Chociaż w roku maturalnym 1918 Polski jako państwa jeszcze nie było! Stara kadra przygotowywała młodą kadrę z nadzieją, że przyjdzie nowe. Przyszło. Tato jakiś czas później nauczycielską maturę zdawał, bo wojował o Polskę jako młody chłopak. Poznali się na nauczycielskiej posadzie. Bardzo różni. Ale pasja nauczycielska w nich była.

Po roku 1945 obca nam władza zaczęła stopniowo, ale konsekwentnie, z czasem brutalnie dezintegrować nauczycielskie środowisko. Właściwie wszystko zaczęło się wcześniej – gdy najeźdźcy wymordowali kadrę uniwersytecką we Lwowie i Krakowie. Całe połacie kraju zostały pozbawione księży. O to samo chodziło – o zniszczenie nie tylko religijnej, ale kulturowej tkanki Polski. W szeroko rozumianym środowisku pedagogiczno-wychowawczym zerwane zostały więzy tradycji. Metody były perfidne, wystarczyło więc kilka lat. Odbudować to? Właściwie trzeba budować od nowa. Tymczasem w oświacie – szczególnie tej podstawowej i średniej – ciągle się kotłuje. Ciągłe zmiany, reformy, pseudoreformy także... Uformowani inaczej biorą się za formowanie kadry. Programy niespójne (a może właśnie spójne, tylko z innego punktu widzenia), oderwanie nauczycieli od środowiska ich uczniów, biurokratyzacja... To wszystko jest tak dalekie od dawnej, dobrej, ludzkiej, polskiej, chrześcijańskiej tradycji naszych szkół...

Podziwiam tych nauczycieli – a jest ich wielu – którzy wierni są duchowi rzetelnej, odpowiedzialnej, opartej na głęboko ludzkich wartościach pedagogiki. Czasem zastanawiam się, skąd tacy się wzięli po tylu dziesięcioleciach łamania tradycji? Wyrośli ze środowisk, w których te wartości wciąż są żywe. A skoro takie środowiska są, skoro jako społeczeństwo mamy się do czego odwołać – to jest nadzieja. Także ta, którą obwieści tegoroczny pierwszy dzwonek. Z tą nadzieją pójdę do szkoły i ja – szkolny emeryt.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama