Nowy Numer 29/2018 Archiwum

I się kręci...

– Rower, modlitwa i życie dla innych – to daje radość życia – przyznaje Michał Raczyński z Nysy.

Sportowy dres ze znaczkiem bł. Marii Luizy Merkert, opalona twarz, sportowa sylwetka i dynamiczny krok. Michał Raczyński, miłośnik turystyki rowerowej z Nysy, bynajmniej nie wygląda na swoje 77 lat, a choć żyje skromnie, jest zadowolony. – Codziennie, odkąd jestem na emeryturze, wstaję rano i po śniadaniu ruszam rowerem np. do Głuchołaz, Otmuchowa, Paczkowa czy Prudnika, zdobywam Biskupią Kopę albo odwiedzam cmentarze, na których leżą moje dwie żony. To średnio ok. 50 km. Rocznie na dwóch kółkach pokonuję ok. 16–18 tys. km – opowiada. Dla niego nie ma złej pogody, trzeba tylko założyć odpowiednią odzież i zachować ostrożność.

Niespokojny duch

W sumie przejechał już ponad 500 tys. km, a w dorobku ma setki kolarskich odznak turystycznych, w tym całe serie PTTK, wszystkie stopnie Odznaki Kolarskiego Pielgrzyma, kilkadziesiąt medali i dyplomów, medale za zasługi dla turystyki, otrzymane i od władz komunistycznych, i obecnych, Złotą Odznakę AIT od Międzynarodowej Organizacji Turystycznej.

Na szafach niewielkiego mieszkania stoją puchary, a medale i odznaki nie mieszczą się na kolejnych tablicach. Na honorowym miejscu stoją dyplomy od trzech papieży. – To moja duma. Zresztą za Janem Pawłem II jeździłem na rowerze podczas wszystkich pielgrzymek do Polski, a przed jego wyborem miałem niesamowity sen, że to on zostanie papieżem – zdradza. Od 1970 roku zwiedził na rowerze 40 europejskich państw – od Skandynawii po Portugalię. Na początku, ze względu na panujący ustrój i trudności z przekraczaniem granic, były Węgry, Rumunia, Bułgaria, Czechosłowacja czy ZSRR. Po upadku komuny mógł ruszyć do Niemiec, Francji, Włoch, Belgii, Holandii, Hiszpanii aż po Maroko, a na Ukrainie z grupą kolarzy zdobył najwyższy szczyt Howerle. Porównując państwa, docenia świetne ścieżki rowerowe w Europie Zachodniej, cieszy go, że w Polsce też ich przybywa. Jednak najcieplej wspomina mniej rozwinięte kraje. – Tam ludzie są biedniejsi, ale bardziej otwarci, serdeczni i gościnni. Nie trzeba się umawiać na wizytę, a nawet zdarzają się kłótnie o to, by ktoś inny też mógł przyjąć gości – uśmiecha się kolarz.

Poplątane losy

Rowerowa pasja pozwoliła Michałowi Raczyńskiemu dotrzeć do rodziny, która została na Wschodzie. Ich losy mogłyby być inspiracją dla filmowców. Michał urodził się w wiosce Kędzierzawka (powiat Kamionka Strumiłowa). W czasie wojny, tuż przed jego narodzinami, Sowieci wywieźli jego ciotki z mężami na Syberię. Jego ojciec Jan szukał ich 25 lat. – Po jego śmierci i ja pisałem listy do urzędów, ambasady, radzieckiego Czerwonego Krzyża, Radia Moskwa i gazet. Bezskutecznie. I nagle po pół wieku oni mnie znaleźli. Przez 40 lat mieszkali w Kazachstanie, w ziemiance na stepie. Pojechałem do nich w 2000 roku na Zaporoże, bo po latach pozwolono im wrócić, ale na Ukrainę. Jechałem tam najpierw rowerem 1500 km, potem pociągiem, autobusem i wreszcie szedłem piechotą. Kuzynka Stefania była zaskoczona, jak tam dotarłem i że nikt mnie, obcego, nie zabił. Ciotka Anna Malinowska, wtedy 86-letnia, zmarła wkrótce po moim odjeździe – opowiada pan Michał. Tymczasem jego rodzina w 1941 roku przeżyła represje ze strony UPA. Banderowcy pobili mu ojca, który ledwie przeżył, ukryty i opatrzony przez brata; nie wrócił do domu, ale wstąpił do II Armii Wojska Polskiego. Przekonany, że jego bliscy nie żyją, osiadł w Bliszczycach i założył drugą rodzinę. Urodzonym tam dzieciom nadał takie same imiona jak poprzednim, pozostałym w granicach w ZSRR. Gdy dowiedział się, że ocaleli, starał się ściągnąć do Polski przynajmniej synów. – Dzięki Władysławowi Gomułce i zabiegom ojca w 1956 roku zamiast do pracy w Kazachstanie trafiłem do Polski. Zamiast mnie wzięli na roboty do kopalni w Krzywym Rogu, a potem na Krym, brata Józefa. Dopiero po przemianach mógł wrócić do Mohylowa. A ja miałem trudności, żeby przejechać przez granicę na pogrzeb mamy w 1985 roku – relacjonuje Michał Raczyński. Gdy dotarł na Opolszczyznę, pomagał ojcu przy gospodarce, ale wkrótce wybrał dalszą naukę, a potem przepracował 39 lat w Fabryce Samochodów Dostawczych w Nysie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma