Nowy numer 28/2018 Archiwum

Słońce między wersami

Krowa jaka jest, każdy widzi. A jednak Tadeusz Soroczyński opisując ją, zachwycił nawet Wisławę Szymborską.

Spokojny, uśmiechający się całym sobą starszy pan o uważnym spojrzeniu, roztacza wokół siebie aurę ciepła i harmonii. Mówi niewiele, raczej słucha. Wszystko to 7 lutego na jubileuszowym spotkaniu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Opolu, do którego okazją były 75-lecie urodzin i 50. rocznica debiutu książkowego artysty.

Portret

– Tyle wiemy o sobie, ile powiedzą o nas inni – stwierdza na wstępie Janusz Wójcik, poeta i animator kultury, przyjaciel jubilata. Rzeczywiście jego obraz nakreślają wspomnieniami i wierszami jego przyjaciele, miłośnicy poezji, ale przede wszystkim literaci z całego regionu. Wskazują, że to jego zachęty i wsparcie sprawiało, że rozwijali swój talent albo decydowali się wydać swoje pierwsze tomiki. – Tadeusza poznałam, kiedy zgłosiłam się do udziału w warsztatach poetyckich, które współprowadził. Pokazywał tam nam, zupełnie „zielonym”, warsztat – przez swoje utwory, długie rozmowy i wspólne doświadczenia. Zwracał uwagę na uchybienia, ale nie w sposób zniechęcający, tylko tłumacząc i motywując do dalszej pracy. Otworzył nam okno, przez które mogliśmy już na własną rękę osiągać sukcesy i się doskonalić. To była cudowna podróż – przyznaje Zofia Kulig, ze środowiska prudnickich poetów. Tadeusz Soroczyński, mieszkający w niewielkiej Prężynce (pow. prudnicki) pochodzi z Buska nad Bugiem. Jako trzylatek w 1945 roku przyjechał z rodziną na Opolszczyznę i osiadł w Szonowie koło Głogówka. Miłości do tej ziemi uczył się m.in. od franciszkanina o. Rafała Urbana. Był nauczycielem języka polskiego i muzyki, redaktorem „Głosu Włókniarza”, działaczem społeczno-kulturalnym Opolszczyzny, sekretarzem Zarządu Opolskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego, redaktorem kwartalnika „Wczoraj, Dzisiaj, Jutro”. Wydał 17 tomików poetyckich, jest laureatem wielu nagród za swoją twórczość, ale i działalność na rzecz kultury. Z jego inicjatywy nawiązały się też trwające do dziś relacje z poetami z Zaolzia. Jest chodzącą encyklopedią mieszkańców Opolszczyzny zajmujących się sztuką.

Muzy

– To człowiek, który naprawdę kocha ludzi, poezję, miejsce, gdzie mieszka i to, co robi. Na żywo niepozorny, zwyczajny, skromny, jego wielkość objawia się w wierszach, które napisał. One mówią o jego duszy, sercu, zamiłowaniach. To, co on pisze, zmienia drugiego człowieka... – dopowiada Zofia Kulik. Potwierdzają to kolejni twórcy, wspominając wspólnie spędzone chwile. Miłość do ludzi, przyrody widać też w jego wierszach, stąd Janusz Wójcik określa jego twórczość mianem „słonecznej”. Jego żona Maria twierdzi, że wyniósł to z rodzinnego domu. – Jego mama bardzo dbała o to ognisko domowe. Wychowywała nie tylko swoje dzieci, Tadeusza i jego dwie siostry, ale też przygarnęła po wojnie takie, które nie miały rodziny. Ja do dziś, słuchając wiersza pt. „Tren”, który mąż napisał o niej, mam łzy w oczach, bo to była wspaniała kobieta. Ich dom zawsze był pełen ludzi, śpiewu, miłości. On takiej atmosferze wyrastał i to przeniósł do swojej rodziny – wspomina Maria Soroczyńska. Kolejną z pasji jubilata całe życie była muzyka. Przyznając, że grał na skrzypkach, akordeonie i lubił śpiewać, mówił kiedyś: „Choć strumień muzyki tkwi we mnie, to ze słowem poetyckim mocuję się bardzo mocno. Rzadko kiedy udaje mi się wiersz napisać od razu i bezboleśnie.”

Dom

„Mamy nasz dom/ trzy pokoje wytapetowane nadzieją/ że przyjdą lepsze czasy” – pisze w jednym z wierszy Tadeusz Soroczyński. Jego miłością, muzą i towarzyszką w skromnym, cichym życiu na prowincji, bez skandali jest żona – mówią bywalcy ich domu. To ona była zawsze pierwszą osobą, której czytał swoje wiersze, ją pyta o opinię. – Jak muza się nie czuję, a być żoną – jest łatwo. Wystarczy nauczyć się kompromisów, wiedzieć, kiedy trzeba zrobić krok w tył, żeby zostawić więcej pola dla poety. Przez te nasze prawie 50 lat małżeństwa nie odczułam, że jest to jakiś „ważny autor”, bo zachowuje jak zwyczajny, normalny człowiek. Bywa, że wpada w gniew, ale szybko mu przechodzi, potrafi przeprosić. Miałam... mieliśmy w życiu szczęście, że trafiliśmy na siebie – 4 lutego minęło dokładnie 50 lat, odkąd się poznaliśmy. Pamiętam, były ostatki, pojechaliśmy z przyjaciółmi do Głogówka i tam spotkałam Tadeusza. To było uczucie od pierwszego wejrzenia dla nas obojga – wspomina żona poety. Całym ich bogactwem, prócz siebie, jest dziś dwójka dzieci i wnuczęta. Od kiedy zachorował, tj. już od kilkunastu lat, pani Maria opiekuje się mężem. Jest jego prawą ręką, nie tylko dbając o niego fizycznie – czasem zapisuje jeszcze jego myśli i wiersze. – Ważne, że jesteśmy razem i tak się podpieramy, idąc. Żartuję, że ja głaszczę tę jego łysą główkę, a on moje siwe włosy. I jest dobrze. Każdemu życzę zdrowia takiego, jak u mojej mamy, która całe życie nie chorowała, oraz takiej zgody i spokoju, jaką daje mi Tadeusz – podsumowuje bohaterka wielu pełnych uczucia strof.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma