Nowy numer 48/2020 Archiwum

Mirabilem Deum in sanctis suis

Papież Franciszek ustalił nowe zasady otwierające drogę procesów beatyfikacyjnych. No, może nie nowe, ale poszerzył dotychczasowe.

Jedną z przesłanek może być „dar życia” ofiarowanego innym. Papież powiedział: „Godni specjalnego uznania i czci są ci chrześcijanie, którzy podążając śladami Pana Jezusa i jego nauczania, zaoferowali dobrowolnie i szczerze swoje życie innym i do śmierci wytrwali w tym postanowieniu” (cytat z medialnych doniesień).

Chciałoby się powiedzieć: nic nowego. W każdym razie na nowo odkryte, sformułowane, w oficjalny obieg kościelnej praktyki włączone. Sprzed lat pamiętamy roztrząsanie sprawy św. Maksymiliana Kolbego. Czy był męczennikiem? Bo słowo „męczennik” zawierało w sobie niedopowiedziane zwykle zacieśnienie: „męczennik wiary”. Ale przecież w historii świętych naszego Kościoła mamy i takich męczenników, którzy zginęli nie za wyznawaną wiarę, ale za zasady z wiary wyrastające. Mamy i takich, co ginęli z powodów raczej politycznych, splatających się w jedno z fundamentem wierności Kościołowi i jego zasadom. Na przykład św. Tomasz Morus, angielski kanclerz, ścięty w roku 1535. Jego ostatnie słowa wiele mówią: „Umieram jako dobry sługa króla, ale przede wszystkim sługa Boga”. Jego listy z więzienia są wielkim świadectwem wiary, choć powód skazania wyrastał z przesłanek politycznych, prymitywnie politycznych. Nie sposób dokonać wiwisekcji całej tej sytuacji. Takich i podobnych przykładów można zarówno w historii, jak i współcześnie znaleźć sporo.

A wszyscy nasi (moi osobiście także) „prywatni święci”? Taka moja parafianeczka, Asia. Ze sprawnym umysłem i w ogóle bardzo sprawną psychiką i duszą, ale z małą sprawnością fizyczną, skazana na łóżko i niezgrabny w tamtych czasach wózek w swoim niedługim (22 lata) życiu... Czy ofiarowała komuś swe życie? Tak. Uśmiech, pogoda, cierpliwość, to, że wybawiła w łóżeczku swoje młodsze rodzeństwo, to, że i dla proboszcza była „rekolekcjonistką” najzwyklejszych, a czasem zapomnianych ludzkich postaw. Dlatego odwiedzam jej grób – z kwiatem, zniczem, modlitwą przede wszystkim. I choć nie beatyfikowana, parę razy wyraźnie mi pomogła – ale żaden z tych przypadków walorów procesowych nie ma. Dlatego napisałem: prywatni święci.

Modlitwa brewiarzowa w dni świętych może się zaczynać od antyfony „Mirabilem Deum in sanctis suis, venite, adoremus! – Bogu przedziwnemu w jego świętych pokłon oddajmy!”. Czasem używam tych słów także wtedy, gdy brewiarz proponuje inną formułę. Wiele postaci świętych to ludzie przedziwni – ale nie dziwacy. Taki święty Marcin odpędzający diabła krążącego przy jego śmiertelnym posłaniu – „idź, przepadnij krwawa bestio!”. Albo święty Roch i jego pies przynoszący mu kolejne kromki chleba. Albo święta Jadwiga – król z Wawelu. Wbrew samej sobie, ale z błogosławieństwem Jezusa z krucyfiksu w wawelskiej katedrze zawierająca małżeństwo z Jagiełłą. Albo sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki pytający ze spojrzeniem biegnącym w jakąś dal: „Czego chce Niepokalana?...” – przy tym trzeba było być, aby dotknąć w tym momencie czegoś zupełnie niezwykłego. Albo święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy karczujący odwieczny bór i modlący się. W czwartek było ich święto, zacząłem modlitwę od słów „Mirabilem Deum in sanctis suis, venite, adoremus!”. Bo to bardzo przedziwni ludzie.

Jak do tej przedziwności dopasować ludzkie, ziemskie, prawne reguły procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego? Dlatego nie zdziwiłem się okrzykom na placu św. Piotra: „Santo subito!”. Po co nam proces, my wiemy, że w tym człowieku objawiła się przedziwność Boga samego. Potrzebny proces, potrzebne jego reguły – z wymaganym cudem włącznie. Ale wielkość świętych nie po procesie i kanonizacji jaśnieje blaskiem, a za życia. Czasem długiego, czasem krótkiego. Czasem znanego światu, czasem skrytego.

A swoją drogą żal mi chrześcijan z odłamów ewangelickich, których reformatorzy pozbawili kultu świętych. Prawdą jest, że to On jest Mirabilis – Przedziwny. Ale jego przedziwność dostrzegamy także w jego świętych. A Wy, Wszyscy Święci, wybaczcie nam wszystkie okropne figurki, cukierkowate obrazki, dziecinne opowiastki i żywoty, mdłe pieśni... Zresztą, mieliście za życia poczucie humoru, z humorem potraktujcie nasze naiwności. I módlcie się za nami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama