Nowy numer 33/2018 Archiwum

Trzeba iść dalej

Nękani przez powodzie, a teraz przez trąbę powietrzną ludzie znów odbudowują gospodarstwa. Odwiedzając w te dni Landzmierz, prócz współczucia czuję... zachwyt ich hartem ducha.

W starciu z trąbą powietrzną najbardziej ucierpiały domy w Landzmierzu z przysiółkiem Biadaczów i częścią Cisku. Położone tuż przy Odrze, przetrwały powodzie w 1985, 1997, 2010 roku i dawniejsze. Dziś, gdy tuż za posesjami piętrzy się wysoki wał, mieszkańcy czują się nieco bezpieczniej. – Nie ma pewności, ale z wodą jesteśmy bardziej oswojeni. Do powodzi można się przygotować, ale coś takiego? Trąba powietrzna u nas? To był moment i zostaliśmy bez dachu... – mówią kolejni rozmówcy. W sumie ucierpiało 58 domów i ponad 80 zabudowań gospodarskich bądź garażów. Dane zweryfikował kolejny deszcz, bo dachy, które zdało się, że przetrwały, przeciekały jak sito. Ucierpiały też posesje w Lubieszowie i Dziergowicach.

Żywioł

Piątek, 7 lipca, tuż po godz. 18.00. – W środę, dwa dni wcześniej, skończyliśmy remont dachu, a w piątek już go nie było. Zerwało go, a z garażu, stodoły i kuchni gospodarczej zostały ruiny – relacjonuje Zuzanna Cichoń z Landzmierza. – Tu są trzy pokolenia – mieszkamy na piętrze, a syn ze swoją rodziną i 90-letnia babcia na parterze. Byłam wtedy w domu tylko z nią. Schowałam auto do garażu, weszłam do piwnicy i usłyszałam tylko huk i trzeszczenie na piętrze. Chwilę później było po wszystkim. Sebastiana Piechaczka, robiącego coś w garażu, o zagrożeniu zaalarmował pies. – Wyszedłem i zobaczyłem, jak trąba powietrzna idzie prosto na nas. Wziąłem tylko psa i do domu. Drzwi za nami zatrzasnął wiatr, a kątem oka widziałem, że stodoła się przewraca i dach leci... Zrzuciło nawet fragment betonowego dachu! – mówi. Jego terier Milo szybko stał się bohaterem. Dużo szczęścia miał też prawie 90-letni Ginter Folk, który zdołał dobiec do stojącego pod szopą malucha i schować się w nim. Z szopy i sąsiedniej stodoły została sterta gruzu, dach domu był jak sito, ale auto i jego pasażer wyszli bez szwanku. Niektórzy mieszkańcy, widząc siłę żywiołu, lecące w swoją stronę blachy czy dachówki, doznali takiej traumy, że do następnego dnia nie byli w stanie wydobyć z siebie głosu. Inni wyrzucali z siebie wspomnienia. – Nie było mnie wtedy w domu. Dostałem SMS-a od żony: „Nie wracaj, bo jest huragan”. Gdy przyjechałem, dachówka z domu rodzinnego i obory była w kukurydzy z 80 metrów dalej, inne dosłownie obróciło na drugą stronę, zerwało eternit na stodole – mówi Janusz Tłuczykont z Biadaczowa. – Byłyśmy z córką na tarasie, ledwo uciekłyśmy do domu, jak zerwało pół dachu z domu i przybudówki. O, tam w krzakach leży. To było straszne – wskazuje mieszkająca nieopodal Zdzisława Mroczkowska. – Po południu była u nas znajoma i mąż właśnie ją odwoził. Dobrze, bo tam, gdzie uderzył dach, nim rzuciło go dalej, byłby samochód – opowiada. – Zatrzymałem się przy sklepie w Kobylicach, bo aż mi auto podnosiło. Gdy wróciłem – osłupiałem – dodaje jej mąż Albin.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma