Nowy numer 45/2018 Archiwum

Afrykański chłopiec ze snu

– Gdy wylatywałam z Polski, czułam lekkie przerażenie. Ale zaufałam cichemu pragnieniu, które przez całe życie pociągało mnie ku misjom – podkreśla Hanna Honisz.

Jadąc do sierocińca, spodziewałam się smutnych dzieci o zagubionym spojrzeniu. I może w chwili przybycia do sierocińca maluchy czują się zagubione, ale też bardzo szybko się akomodują. Chętnie się bawią, zaraz po szkole zrzucając buty. Biegają, śmieją się, są otwarte i radosne – opowiada Hanna Honisz z Biura Prasowego Kurii Diecezjalnej, która przez 3 tygodnie była wolontariuszką w Holy Family Care Centre w Ofcolaco w RPA, prowadzonym przez siostry ze Zgromadzenia Córek Niepokalanego Serca Matki Bożej. – Wiele słyszałam o tym, że w Afryce liczy się tu i teraz. Rzeczywiście ludzie, których spotkałam, żyją z dnia na dzień, żyją tym, co dzieje się teraz. Nie narzekają, nie użalają się nad sobą – dopowiada.

Dzieci z HIV

– Nie wiedziałam, że w tym sierocińcu wśród 70 podopiecznych będą też dzieci chore na HIV. W pierwszej chwili było to dla mnie zaskoczeniem. Ale ten szok szybko minął. Zrozumiałam, że zarażenie jest możliwe tylko poprzez kontakt krew–krew. Dostrzegłam też, że są to zupełnie normalne dzieci. Od pozostałych różni je tylko to, że łapią każdą infekcję, bo mają bardzo słabą odporność – mówi Hanna Honisz. Przyznaje, że dzieci szybko ją zaakceptowały, chętnie się przytulały, okazywały czułość. – Kgomotšo przyszedł do mnie i spytał, czy przyjechałam do nich na zawsze. Nie chciałam go okłamywać i powiedziałam mu prawdę. Wtedy spuścił głowę i odszedł – wspomina wolontariuszka. – Kgomotšo jest w V klasie szkoły podstawowej. Jest sierotą, a do Holy Family Care Center trafił jako niemowlę. Ma HIV i bierze leki. Jest bardzo zdolny, lubi się uczyć, a tam większość dzieci nie przykłada się do tego. Poza tym jest empatyczny, wiele się domyślał. Kiedy czułam się onieśmielona czy zagubiona, wołał mnie i oprowadzał po ośrodku, żebym w przerwie nie zamykała się sama w pokoju – opowiada. Dodaje, że chłopiec mocno się do niej przywiązał. Ze wzajemnością. – Myślę, że to był chłopiec z mojego snu. Jeszcze nim rozpoczęłam przygotowanie do wyjazdu misyjnego, miałam sen, w którym afrykański chłopiec mnie przywoływał. Myślę, że Kgomotšo czekał na mnie – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy