Nowy numer 28/2018 Archiwum

Nadzieją ludzi byłeś ty

Pobity, nękany, trwający w niepewności i strachu razem ze swoimi ludźmi.

Niekiedy człowiek krzyczy: czy nie wystarczy już tego wszystkiego? Dla mnie i dla tego biednego ludu… – mówi cicho brat Piotr Michalik, pochodzący z Kędzierzyna-Koźla kapucyn, od 23 lat misjonarz w Republice Środkowoafrykańskiej. Obecnie przełożony misji w Ngaoundaye, blisko granicy z Kamerunem i Czadem. Znamy się 38 lat, mieszkaliśmy kiedyś przy jednej ulicy, byliśmy w jednej oazie, było wiele spotkań, listów, telefonów przez te lata, ale nie przypominam sobie tak szczerej i dramatycznej rozmowy z Piotrem jak ta. Przyleciał do Polski na kilkanaście dni – by pożegnać umierającą mamę Jadwigę, a potem przewodniczyć jej pogrzebowi.

Ma za sobą najtrudniejszy na misji rok. Choć przeżył tam już niejedno: kilka rebelii, ostrzeliwanie samochodu, ucieczki, ewakuację z misji... Bardzo szanowany – kiedy poważnie zachorował, wojska ONZ natychmiast użyły swojego samolotu, by przewieźć go do stolicy. Oszczędnym, powściągliwym stylem opowiada o wydarzeniach mijającego roku. Przypominają mi się sceny z filmu „Ludzie Boga” o trapistach-męczennikach z Tibhirine, którzy dramatycznie zmagali się z pytaniem: zostać czy wyjechać?

Początek kwietnia. Napad

Rebelianci z ex-Seleki przybyli do miasteczka. – Prawie wszyscy ludzie z Ngaoundaye uciekli do buszu. Na misji zostało ok. 30 osób: kobiety, kulawi, starcy. Rebelianci zapewniali, że nic nam się nie stanie. Że przyszli po to, by nam zapewnić bezpieczeństwo. Kursowałem między naszą misją a misją sióstr. Zaalarmowali mnie, że dwóch młodych rebeliantów jest u sióstr. Pobiegłem. Zobaczyłem jednego. Miał plik pieniędzy w ręce. Wyrwałem mu to. Uciekł. Bał się. Potem przyszło dwóch następnych, spotkałem ich przy bramce misji sióstr. Jeden z kałasznikowem, drugi z pancerfaustem. „Daj pieniądze” – powtarzał w kółko wysoki chudy. Mówię mu, że dowódca zapewniał, że przyszli z pokojowymi zamiarami. W pewnym momencie wysoki chudy trzasnął mnie w gębę, potężnie. Ale... w końcu sobie poszedł. Wróciłem do naszej misji. Co chwila przychodzili kolejni rebelianci. Oskarżali naszych ludzi o to, że należą do Antybalaka (wrogowie ex-Seleki). Trzeba było w końcu dać pieniądze, żeby sobie poszli. Znowu przyszedł ten wysoki chudy. Kazał jednemu z naszych położyć się na ziemi i powiedział: „Ty jesteś Antybalaka. Zabijemy ciebie”. Zaprzeczałem, broniłem. Oni wszędzie łazili, sprawdzali, robili zamieszanie, grozili, niektórzy byli pod wpływem narkotyków. Z takim nie wiesz, co zrobi. Tylko pieniądze mogły ich uspokoić. Zaczęli przeszukiwać mój pokój. Widać było, że mają wprawę w tym. Nagle – nie wiem nawet, dlaczego – znowu ten wysoki chudy trzasnął mnie w gębę. Wzięli pieniądze i poszli. Wszyscy ludzie, którzy byli na misji, uciekli do buszu. Mówili, że u nas już nie jest bezpiecznie. Po paru godzinach, przed południem, przyjechali żołnierze ONZ i dali rebeliantom ultimatum: mają 3 godziny na opuszczenie Ngaoundaye. I ci wycofali się o 17. Tak to mniej więcej się odbyło – opowiada brat Piotr i dodaje, że ten napad na niego to „nic”. Rebelianci mocniej pobili jego współbrata z innej misji – Roberta, co gorsza – na oczach żołnierzy ONZ.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma