GN 42/2020 Archiwum

Alarm dla Europy

Cóż, na samo zło wpływ mamy niewielki. Ale na wierność dobru i na poziom energii dobra wpływ musimy odzyskać. I nie bratać się ze złem. Pod żadnym pozorem.

Zasłyszane przypadkiem. Rozmawiają dwie dziewczynki, tak na oko jedenastolatki. „Wczoraj byłam u taty, wziął mnie do sklepu. Kupił mi te spodnie”. Na to druga: „Fajne! Nie mam takich. Ale mój tato i mama zawsze są razem. Dziwna jest twoja rodzina, każdy osobno”. Dłuższa chwila milczenia. Przemówiła ta od taty i spodni: „Wy jesteście razem, też bym chciała. Ale twoja rodzina też jest dziwna. Twój tata nie ma z mamą ślubu, nawet cywilnego”.

Kolędowe odwiedziny pozwalają mi zobaczyć, jak wiele par żyje w układach udziwnionych na różne sposoby. Czasem z własnej winy, czasem z wyboru, czasem te "układy" są narzucone przez innych, czasem spowodowane własną lekkomyślnością, nieraz graniczącą z głupotą. Bynajmniej nie chcę obwiniać żadnej pary (czy żadnego trójkąta bądź czworokąta). Po prostu widzę sytuację coraz większego nieuporządkowania tego obszaru życia, jakim jest rodzina. Nieuporządkowania, które prowadzi do zatarcia moralnej oceny nie tylko poszczególnych przypadków, ale rozprzestrzeniających się zjawisk.

Czy tylko tego? Bynajmniej. Wiele obszarów życia naszego pokolenia jest zabałaganionych. Ot, chociażby informacja. Kreowanie informacji i jej przepływ. Przede wszystkim ilość informacji i jej natężenie w publicznej przestrzeni jest ogromne. Kto to wszystko kreuje? Dziennikarze, mówiąc ogólnie. Każdy z osobna? Nie. Redakcje zatem. Po części. Koncerny wydawnicze oraz prasowe? One są niewidoczne i z pozoru daleko. Ale ich wpływ jest fundamentalny. Co z tego wynika? Otóż to, że najprawdziwsze informacje mogą być tak przemieszane z nieprawdziwymi, a komentarze tak tendencyjne, że w tym nieuporządkowanym obszarze możemy stracić orientację. I tu powtórzyć można zdanie zapisane wyżej: To nieuporządkowanie prowadzi do zatarcia moralnej oceny nie tylko poszczególnych przypadków, ale i rozprzestrzeniających się zjawisk.

Podobne obserwacje i wywody można poprowadzić także w innych obszarach społecznego życia. Wspomnę dwa, również wymienione w Dekalogu – obszar własności oraz obszar życia. Rozejrzyj się, Czytelniku, jak niesamowicie nieuporządkowane są te kolejne dziedziny ludzkiego świata. Nieraz ociera się to o horror.

Miarą stopnia nieuporządkowania układu i rozproszenia energii jest tak zwana entropia. Tak to definiują fizycy. Na użytek naszego tematu dotyczącego układów międzyludzkich można użyć sformułowania „entropia moralna”. W układach fizykalnych miara entropii, czyli rozproszenia energii rośnie. Fizycy powiadają, że w ostatecznym rachunku prowadzi to do tak zwanej termicznej śmierci wszechświata. Innymi słowy poziomy energii po milionach bądź miliardach lat wyrównają się do tego stopnia, że przepływ energii ustanie. Trywializując powiem: wszechświat zamieni się w letni i nieruchomy kompot. To tylko punkt wyjścia naszego rozumowania.

W układach ludzkiego, moralnego świata nieuporządkowanie, zatarcie poziomów dobra bądź zła prowadzi najpierw do osłabienia poszczególnych cywilizacji, w ostatecznym rachunku do ich zaniku bądź takiego stanu, w którym ulegają destrukcji wskutek uderzenia z zewnątrz. Historia dostarcza tego przykłady. Czy to starożytne cywilizacje bliskowschodnie, czy cesarstwo rzymskie, czy prekolumbijska cywilizacja Ameryki.

A nasza cywilizacja? Europejska czy szerzej – euroatlantycka. Czy „moralna entropia” nie sięga w niej poziomu alarmującego? Owe dwie dziewczynki, których rozmowę zasłyszałem, nie zdawały sobie sprawy, że mówią o wielkim problemie zacierania się różnic normalności i nienormalności, dobra i zła, rozwoju i upadku. Dwie dziewczynki? Całe społeczności nie zdają sobie z tego sprawy. Gdy św. Jan Paweł II mówił językiem teologicznej i ewangelicznej tradycji chrześcijaństwa o tym problemie, ludzie go oklaskiwali. Sądzę jednak, że głębi jego ostrzeżeń nie rozumieli. Papieże Benedykt i Franciszek wciąż do tematu wracali i wracają. Każdy nieco inaczej. I nawet chrześcijański świat nie chce tego słuchać.

A co mamy do zrobienia, aby poziom „moralnej entropii” nie narastał? Aby rozproszenie sił dobra i nieuporządkowanie układów międzyludzkich nie nasilało się? Cóż, na samo zło wpływ mamy niewielki. Ale na wierność dobru i na poziom energii dobra wpływ musimy odzyskać. I nie bratać się ze złem. Pod żadnym pozorem. Nie ulegać mistyfikacji tolerancji i wolności. Jedno i drugie pozostawione bez odniesienia do wartości ową „moralną entropię” tylko powiększa.

Trzeba także przedefiniować sprawę napływu milionów ludzi innej cywilizacji do Europy. Nie jest to wojna, nie są to w swej masie uciekinierzy. Jest to sygnał ostrzegawczy dla naszej cywilizacji. Osłabiliśmy ją tak bardzo, że wnikają w nią obce elementy zdolne rozsadzić ją od wewnątrz. Dobre musi się stać doskonałym, święte świętym, ludzkie boskim, normalne normalnym. Poziom „moralnej entropii” sięgnął w Europie poziomu alarmowego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama